`Gdy brak mi czułości i twoich słod­kich po­całunków cho­wam się pod pie­rzyną bezradności.


`gdy-brak-mi czułoś-i twoich-słod­kich-po­całunków-cho­wam ę-pod-pie­rzyną-bezradnoś
bluecaffe`gdybrakmi czułościi twoichsłod­kichpo­całunkówcho­wam siępodpie­rzynąbezradności`gdy brakbrak mi czułościmi czułości i twoichi twoich słod­kichsłod­kich po­całunkówpo­całunków cho­wam sięcho­wam się podpod pie­rzynąpie­rzyną bezradności`gdy brak mi czułościbrak mi czułości i twoichmi czułości i twoich słod­kichi twoich słod­kich po­całunkówsłod­kich po­całunków cho­wam siępo­całunków cho­wam się podcho­wam się pod pie­rzynąpod pie­rzyną bezradności`gdy brak mi czułości i twoichbrak mi czułości i twoich słod­kichmi czułości i twoich słod­kich po­całunkówi twoich słod­kich po­całunków cho­wam sięsłod­kich po­całunków cho­wam się podpo­całunków cho­wam się pod pie­rzynącho­wam się pod pie­rzyną bezradności`gdy brak mi czułości i twoich słod­kichbrak mi czułości i twoich słod­kich po­całunkówmi czułości i twoich słod­kich po­całunków cho­wam sięi twoich słod­kich po­całunków cho­wam się podsłod­kich po­całunków cho­wam się pod pie­rzynąpo­całunków cho­wam się pod pie­rzyną bezradności

`Koszto­wałam twoich słod­kich ust po­między drob­ny­mi krop­la­mi deszczu miłości.W no­cy,gdy znów znik­niesz tak bez słów, pie­rzyną snów przyk­ryć chcę lęk swój..Brak mi Twoich ust. Brak mi Twego uśmiechu. Brak mi Twych słodkich dotyków. Tak bardzo brak mi Ciebie.Czu­wam przy twoich wadach a każdą z nich rozkładam na stole bo wolę ich skorupę wziąć w ręce i pod lupę od spodu i od góry z boków za­nim w bzdury zacznę wierzyć za­nim zacznę wierzyć w nieskalanie i wad brak (choć są) i wreszcie dusza za nie z różowy­mi tęczówkami w ciemną przepaść skoczy gdzie tyl­ko moje oczy czerń będą przekłamywać Trwało to aż jedną chwilę. Śmiałam się To­bie przez łzy. Us­ta mo­je rozchyliłeś. Pragnę więcej ta­kich chwil... Ba­dałeś najdelikatniej każdy z za­rysów moich ust. Pie­szczo­cie two­jej całkiem podatne od­dały się kształtem nut... A soczys­te pocałunki zda­wały się Cho­pina grać. Język składał podarunki o ja­kich nie śniłam w snach... W czułym szyi zagłębieniu roz­sy­pały się płat­ki róż. Pragnę trwać w tym zapatrzeniu, w tej chwi­li na krańcu dróg. To tu­taj wszys­tko się kończy. Nie zaczy­na zu­pełnie nic. Us­ta na chwilę połączyć? Pragnę więcej ta­kich chwil...Wys­tar­czyło muśnięcie, by obudzić pragnienie. Ogarnęło mnie pożądanie do Twoich słod­kich ust, wbi­jających mi słowa pros­to w skroń. Splet­liśmy nasze litery, ut­ka­liśmy pro­zai­czne dyskursy, ok­ry­liśmy się ciepłymi sentencjami przed hal­nym mil­cze­niem świata. Nie ma­my li­ny, kle­ju, magnesu, prze­powied­ni, błogosławieństwa bóstw. Nie ma rozmów w czte­ry oczy, ani na­wet w dwo­je ust. Skle­ceni pod zdaniami prze­syłamy je li­nią serce-serce.