- Zam­knij się bo się po­beczę. Ta­kich fa­cetów już nie ma. - Ja­kich ?  - Co by kocha­li, mi­mo wszystko.


 zam­knij ę-bo ę-po­beczę-ta­kich fa­cetów-już-nie -ja­kich- -co by kocha­li-mi­mo-wszystko
małgorzata kalicińska zam­knij siębo siępo­beczęta­kich fa­cetówjużnie maja­kich co by kocha­limi­mowszystko zam­knij się bo siębo się po­beczęta­kich fa­cetów jużjuż nie maja­kichco by kocha­limi­mo wszystko zam­knij się bo się po­beczęta­kich fa­cetów już nie ma

Człowieka poz­nasz nie po tym, ja­kich ma przy­jaciół, lecz ja­kich wrogów.Trwało to aż jedną chwilę. Śmiałam się To­bie przez łzy. Us­ta mo­je rozchyliłeś. Pragnę więcej ta­kich chwil... Ba­dałeś najdelikatniej każdy z za­rysów moich ust. Pie­szczo­cie two­jej całkiem podatne od­dały się kształtem nut... A soczys­te pocałunki zda­wały się Cho­pina grać. Język składał podarunki o ja­kich nie śniłam w snach... W czułym szyi zagłębieniu roz­sy­pały się płat­ki róż. Pragnę trwać w tym zapatrzeniu, w tej chwi­li na krańcu dróg. To tu­taj wszys­tko się kończy. Nie zaczy­na zu­pełnie nic. Us­ta na chwilę połączyć? Pragnę więcej ta­kich chwil...Lecz cza­sem ciężko mi żyć: właśnie wte­dy, kiedy przechodzę obok ta­kich wiel­kich, jas­nych domów, a także kiedy no­cami wałęsam się po krzy­wych i pia­szczys­tych uliczkach przed­mieścia, gdyż z na­tury swej jes­tem włóczęgą.Miłość do Oj­czyz­ny jest jed­nym z tych rzad­kich, be­zin­te­resow­nych uczuć. Oj­czyznę kocha się w podzięce, kocha się za to, że na jej ob­szarze wyk­rzycza­lo się pier­wsze słowo, że ziemia użyczyła skraw­ka siebie na nasze sto­py. To, że oj­czyz­na jest nasza, wy­nika tyl­ko z jej łas­ki. I to nie my nią włada­my, ale ona na­mi, bo bez niej nie mieli­byśmy na­wet imienia.naj­bar­dziej lu­bię gdy księżyc gaśnie a oczy twoje dwa sza­re świetliki uf­nie na moim ramieniu siedzą cze­kają szepczą dziecięcą niewinnością po­tem z prędkością światła pod wpływem -- - kil­ku let­kich smaków truskawek - kil­ku let­kich mruków kocich - kil­ku let­kich muśnięć jedwabiu doj­rze­wasz agresywnie (świet­li­ki od­la­tują w tył głowy wiją się larwy) rym twe­go imienia w za­mian oferują (wraz z brzos­kwi­niowym wstydem) by wkrótce uf­nie na moim ramieniu - usiadły - - pocze­kały - - zaszep­tały nieświado­mie - świet­li­ki sza­re całkiem za zasłoną Morfeusza Twier­dzą ko­biety jest jej ciało choć dziś ta­kich pań już mało Włóczą się nim rozkojarzone później głoszą - że zhańbione W poszu­ki­wa­niu miłości od­dają się po całości