Łyk Ka­wy dla Sawy Kiedy Wars poz­nał Sawę Chciał zap­ro­sić na kawę, Lecz Tur­cy nie dowieźli! Nie chcąc Sa­wy zeźlić, Zap­ro­sił nad Wisłę, na trawę.


Łyk-ka­wy-dla-sawy-kiedy-wars-poz­nał-sawę-chciał-zap­ro­ć-na kawę-lecz-tur­cy-nie dowieźli-nie-chcąc-sa­wy-zeźlić-zap­ro­ł-nad
awatarŁykka­wydlasawykiedywarspoz­nałsawęchciałzap­ro­sićna kawęlecztur­cynie dowieźliniechcącsa­wyzeźlićzap­ro­siłnadwisłęna trawęŁyk ka­wyka­wy dladla sawysawy kiedykiedy warswars poz­nałpoz­nał sawęsawę chciałchciał zap­ro­sićzap­ro­sić na kawęlecz tur­cytur­cy nie dowieźlinie chcącchcąc sa­wysa­wy zeźlićzap­ro­sił nadnad wisłęŁyk ka­wy dlaka­wy dla sawydla sawy kiedysawy kiedy warskiedy wars poz­nałwars poz­nał sawępoz­nał sawę chciałsawę chciał zap­ro­sićchciał zap­ro­sić na kawęlecz tur­cy nie dowieźlinie chcąc sa­wychcąc sa­wy zeźlićzap­ro­sił nad wisłę

Tak, szczęście przyjść chciało lecz mroków się zlękło. Ktoś chciał mnie ukochać lecz ser­ce mu pękło, gdy poz­nał, że we mnie skrę roz­tlić chce próżno...Prze­kona­nie, które może się dla mnie za­mienić w prawdę to ta­kie, które poz­wa­la mi naj­le­piej wy­korzys­tać moją siłę i jest dla mnie naj­lep­szym środ­kiem, by zap­rząc do działania mo­je zalety.po­dałam mu swój nu­mer te­lefo­nu, po­wie­działam ciche „zadzwon’’, może znaj­dzie dla mnie czas i wys­koczy­my gdzieś na kawę, może zap­ro­si mnie na ko­lejną randkę, i może za­kocha się we mnie, i będę naj­ważniej­sza przez dwa a i może i może ale może przez dwa może.Umierające dzieci rzad­ko kiedy mówią. Szu­kają in­nych dróg. Ry­sun­ki są zap­rosze­niem do roz­mo­wy. Język sym­bo­li jest dla nich środ­kiem wy­razu. Nie umieją inaczej prze­kazać te­go, co wiedzą.Nie poz­naw­szy siebie, nie prze­raziw­szy się sobą - zap­rawdę, nig­dy z piekła sam nie wyjdziesz.Do­mini­ce bez­drżeniem twoich po­wiek staję się cze­koladą w dłoniach roz­puszczoną lek­ko płynę po­między pal­ca­mi które we włosy mo­je zwykłaś wpla­tać niewi­doczną nitką us­ta prze­wiązując by krzy­kiem nie spla­miły de­likat­nie orzech włosów zap­la­tał sie w je­zyk twój tuż przy moim w pod­przes­trze­ni spon­ta­niczne myśli ziele­nią odurzo­ne szu­kały tobą po­wiet­rza przej­rzys­trze­go po­nad ... bym niczym być nie zap­ragnęła led­wie spoj­rze­niem pośród burzy