Łzy po­dob­nie jak deszcz po­jawiają się wte­dy kiedy zro­bi się pochmur­no, sza­ro i smutno.


Łzy-po­dob­nie-jak deszcz-po­jawiają ę-wte­dy-kiedy-zro­bi ę-pochmur­no-sza­ro-i smutno
andreeŁzypo­dob­niejak deszczpo­jawiają sięwte­dykiedyzro­bi siępochmur­nosza­roi smutnoŁzy po­dob­niepo­dob­nie jak deszczjak deszcz po­jawiają siępo­jawiają się wte­dywte­dy kiedykiedy zro­bi sięzro­bi się pochmur­nosza­ro i smutnoŁzy po­dob­nie jak deszczpo­dob­nie jak deszcz po­jawiają sięjak deszcz po­jawiają się wte­dypo­jawiają się wte­dy kiedywte­dy kiedy zro­bi siękiedy zro­bi się pochmur­noŁzy po­dob­nie jak deszcz po­jawiają siępo­dob­nie jak deszcz po­jawiają się wte­dyjak deszcz po­jawiają się wte­dy kiedypo­jawiają się wte­dy kiedy zro­bi sięwte­dy kiedy zro­bi się pochmur­noŁzy po­dob­nie jak deszcz po­jawiają się wte­dypo­dob­nie jak deszcz po­jawiają się wte­dy kiedyjak deszcz po­jawiają się wte­dy kiedy zro­bi siępo­jawiają się wte­dy kiedy zro­bi się pochmur­no

Pa­da deszcz i spływa po szy­bie jak łzy po moich policzkach. Kiedy wyj­rzy Pew­ne­go je­sien­ne­go po­połud­nia, kiedy mrok za­legał już uli­ce i pa­dał deszcz równy, drob­ny, sza­ry, który wspom­nienie słońca czy­ni czymś omal niewiary­god­nym i człowiek za nic nie opuściłby wte­dy miej­sca przy ko­min­ku, gdzie sie­dzi zagłębiony w sta­rych książkach (szu­ka w nich nie treści, dob­rze zna­nych, ale sa­mego siebie sprzed lat) - nieo­cze­kiwa­nie ktoś za­pukał do mych drzwi...Deszcz? To naj­smut­niej­sza po­ra dnia. Kiedyś lu­biłam deszcz... Tańczyć pośród je­go kropel... Pi­sać wier­sze siedząc na parapecie... Sie­dzieć przy ko­min­ku z książką i herbatą... A naj­bar­dziej lu­biłam gdy siadałeś obok, Trzy­małeś mnie za rękę.. Bez słów wpat­ry­waliśmy się w ten Ob­raz za oknem... Ale Ciebie już niema... Zos­tałam tyl­ko ja i ten deszcz... Deszcz? To naj­smut­niej­sza po­ra dnia...Ma­ma os­trze­gała mnie przed nar­ko­tyka­mi i in­ny­mi środ­ka­mi uza­leżniający­mi. Zaw­sze sta­rałam się trzy­mać od nich jak naj­da­lej, aby przy­pad­kiem nie skończyć tak jak nar­ko­mani. Wte­dy po­jawiłeś się Ty. Byłeś naj­silniej­szą używką, skut­ka­mi bra­ku Ciebie były łzy i słaby stan psychiczny. Jes­teś nar­ko­tykiem, tak dob­rym, że nie da się te­go opi­sać. Każdy z Nas po­pad­nie kiedyś w to uza­leżnienie. Jest to bo­wiem naj­piękniej­szy nar­ko­tyk, zwa­ny miłością.Kiedy chcesz wszys­tko naprawić Oka­zuje się, że jest już za późno Kiedy chcesz zro­bić coś dobrze Zaw­sze wychodzi źle Kiedy chcesz być szczęśliwy Zaw­sze sta­nie się coś co to szczęście zburzy Dla­tego zaw­sze trze­ba na początku Dob­rze się zastanowić Czy to co ro­bisz nie jest złem Bo to zło przy­niesie Ci sa­me kłopoty Z który­mi nie będziesz umiał so­bie poradzić Dla te­go wszys­tkiego łzy są niepotrzebne Ale jed­nak płyną...Kiedy kochamy się, stajemy się nieśmiertelni i niezniszczalni jak bicie serca, jak deszcz lub wiatr.