tańczą na wiet­rze chwi­la ulotna sub­telnie i z gracją nag­le akcentują złość i frustrację niczym bez­wied­nie a jed­nak z życiem ze wscho­du na zachód to na do­le, to na szczycie wnet milkną obumierają w os­tatnich taktach ser­ca muzyce z chłodem opadają...  


ńczą-na wiet­rze-chwi­-ulotna-sub­telnie-i z gracją-nag­-akcentują-złość-i frustrację-niczym-bez­wied­nie-a-jed­nak-z życiem-ze
papużkatańcząna wiet­rzechwi­laulotnasub­telniei z gracjąnag­leakcentujązłośći frustracjęniczymbez­wied­niejed­nakz życiemzewscho­duna zachódtona do­leto na szczyciewnetmilknąobumierająos­tatnichtaktachser­camuzycechłodemopadają tańczą na wiet­rzena wiet­rze chwi­lachwi­la ulotnaulotna sub­telniesub­telnie i z gracjąi z gracją nag­lenag­le akcentująakcentują złośćzłość i frustracjęi frustrację niczymniczym bez­wied­niejed­nak z życiemz życiem zeze wscho­duwscho­du na zachódto na szczycie wnetwnet milknąmilkną obumierająobumierają ww os­tatnichos­tatnich taktachtaktach ser­caser­ca muzycemuzyce zz chłodemchłodem opadająopadają  tańczą na wiet­rze chwi­lana wiet­rze chwi­la ulotnachwi­la ulotna sub­telnieulotna sub­telnie i z gracjąsub­telnie i z gracją nag­lei z gracją nag­le akcentująnag­le akcentują złośćakcentują złość i frustracjęzłość i frustrację niczymi frustrację niczym bez­wied­niebez­wied­nie a jed­naka jed­nak z życiemjed­nak z życiem zez życiem ze wscho­duze wscho­du na zachódna zachód to na do­leto na szczycie wnet milknąwnet milkną obumierająmilkną obumierają wobumierają w os­tatnichw os­tatnich taktachos­tatnich taktach ser­cataktach ser­ca muzyceser­ca muzyce zmuzyce z chłodemz chłodem opadająchłodem opadają  

Kochałam. In­tensyw­nie, moc­no niczym esen­cja her­ba­ty. Kocham.Cicho i lek­ko niczym wiosen­ny wschód Słońca. Choć Ciebie nie ma przy mnie. Poczu­cie obec­ności tak de­likat­ne i niekończące, tak nies­ka­zitel­ne opływa mnie w każdej chwi­li. Skąd i dlacze­go, nie wiem. Czu­je jed­nak, że jest moją naj­większą mocą, której nie od­bie­rze mi żad­na ciem­ność tu­nelu. Od tej chwi­li spełniam marzenia.Można ka­mień rzu­cić w po­wiet­rze. Przez to jed­nak nie urosną mu skrzydła.I po­jawił się hu­ragan...Zer­wał mo­je Ser­ce w po­wiet­rze i por­wał da­leko. Nag­le...Za­miast codzien­ne­go chłodu is­tnienia, Ser­ce top­niało w objęciach miłośći...Łza spływa mi po po­liczku jak co wieczór, gdy za­pada zmrok. Ot­wieram ok­no i oglądam gwiazdy. Myśli które mi przychodzą są niemożli­we. Po chwi­li nie mo­ge złapać tchu i zas­ta­nawiam sie po co da­lej żyć - jed­nak jest ktoś na tym świecie kto Cię pot­rze­buje. War­to żyć dla tej oso­by, to ona spra­wia, że przez chwi­le nie mu­sisz zas­ta­nawiać się nad życiem. ..Sa­mot­ność jest dob­ra w od­po­wied­niej pro­por­cji, jed­nak trud­no ją cza­sami od­po­wied­nio wyporcjować Cze­mu tak się dzieję? Cze­mu mo­je ser­ce pus­tką wieję? Nic nie czuję, jak w odrętwieniu. Było tak dob­rze, a znów trwam w oziębieniu. Cze­mu nie mogło tak zostać? Cze­mu mo­ja psychi­ka nie może te­mu sprostać? Chy­ba jed­nak śmierć, moim przeznaczeniem. Smu­tek i pus­tka, moim na ser­cu kamieniem. Cze­mu nie zwy­ciężę z chorobą? Cze­mu nie pot­ra­fię być sobą? To mnie ata­kuje, jest dob­rze, a nag­le jest źle.. Cze­mu tak się dzieję? Kto to wie..