Życie jak krucha bańka Rozpływa się w powietrzu Nik­nie jak łza Płynąca w stru­gach deszczu Nim się obejrzysz Znik­nie po cichu Zab­ra­na w ogniu Jed­nocześnie małym płomyku 


Życie-jak krucha-bańka-rozpływa ę-w powietrzu-nik­nie-jak łza-płynąca-w stru­gach-deszczu-nim ę-obejrzysz-znik­nie-po cichu
mitriayciejak kruchabańkarozpływa sięw powietrzunik­niejak łzapłynącaw stru­gachdeszczunim sięobejrzyszznik­niepo cichuzab­ra­naw ogniujed­nocześniemałympłomyku Życie jak kruchajak krucha bańkabańka rozpływa sięrozpływa się w powietrzuw powietrzu nik­nienik­nie jak łzajak łza płynącapłynąca w stru­gachw stru­gach deszczudeszczu nim sięnim się obejrzyszobejrzysz znik­nieznik­nie po cichupo cichu zab­ra­nazab­ra­na w ogniuw ogniu jed­nocześniejed­nocześnie małymmałym płomyku Życie jak krucha bańkajak krucha bańka rozpływa siębańka rozpływa się w powietrzurozpływa się w powietrzu nik­niew powietrzu nik­nie jak łzanik­nie jak łza płynącajak łza płynąca w stru­gachpłynąca w stru­gach deszczuw stru­gach deszczu nim siędeszczu nim się obejrzysznim się obejrzysz znik­nieobejrzysz znik­nie po cichuznik­nie po cichu zab­ra­napo cichu zab­ra­na w ogniuzab­ra­na w ogniu jed­nocześniew ogniu jed­nocześnie małymjed­nocześnie małym płomyku 

Se­kun­da jak godzi­na. Łza jak ule­wa deszczu, która za­piera dech. Od­dech jak kłujący w ser­ce nóż. Oczy jak szlan­ka pel­na zim­nej wo­dy. Ciało jak pus­ty wo­rek na wiet­rze. Dusza jak pies cze­kaja­cy na pow­rot Pana.We­roni­ka Kaw­lew­ska Stałam sa­ma wpat­rzo­na w mur wrażliwości. Mu­ry są niezniszczalne. Ten był inny. Kruchy jak piasek, Jak sól, Jak szkło. Bo we mnie ta cecha przeważa. Wrażli­wość, wrażliwość. Ta jakże wier­na WRAŻLIWOŚĆ Kłopot za kłopotem Łza za łzą Cier­pienie za cierpieniem. Ona wyg­ry­wa z wszystkimi, Niena­wiść od niej słab­sza, przy niej krucha jak szkło. Każdy wyścig wygrywa. Nie łat­wo się z nią zmierzyć. Jest tyl­ko je­den przeciwnik, Który może z nią zwyciężyć Sil­na miłość, Tyl­ko sil­na miłość Silna Tyl­ko ona..Dwois­tość duszy i ciała zasłoniły ter­mi­ny nauko­we i możemy się z niej śmiać jak ze sta­romod­ne­go przesądu. Ale wys­tar­czy, że człowiek za­kocha się jak wa­riat, a jed­nocześnie mu­si słuchać bur­cze­nia swych kiszek, by jed­ność ciała i duszy, ta li­ryczna iluz­ja wieku nauki, rozpłynęła się natychmiast.ka­załeś mi być silną, jak wo­jow­nik na woj­nie, sta­wiać opór łzą mnogim ka­załeś mi trwać w do­mu, oglądać świat z og­ro­du, jak ptak na po­lanie ka­załeś mi wie­rzyć ze jes­tem, lecz nie byłam, i nie jestem Łza jas­kra­wa Ja­koby pryz­mat lśniąca W miłości promieniach Mdleje Rozpływa się Tak lek­ko jak motyl Do nieba ulatujący W obłokach błądzi Będąc tą ze szczęścia Uronioną Luby Ot­rzyj łzę Zdej­mij ją z po­wiek Pocałunkiem Tak dwie skraj­ności ludzkiej wrażliwości. Ko­bieta, mężczyz­na w og­niu skąpani On twar­dy jak skała Ona przy nim krucha i mała Jej lek­kie spoj­rze­nie a Je­go jak moc­ne uderzenie. Ich dłonie spot­ka­ne tak ra­zem w siebie dopasowane Chodź różni od siebie i tak w jedną całość złączą się w niebie.