Aby prze­baczyć, trze­ba pa­miętać. Nie cho­wać swo­jej ra­ny, nie zag­rze­bywać jej, ale raczej wys­ta­wić ją na światło dzien­ne. Uk­ry­te ra­ny in­fe­kują się i wydzielają tru­ciznę. Trze­ba tę ranę oglądać, opat­ry­wać, by stała się źródłem życia. Daję świadec­two, że nie ma ran, których nie można zab­liźnić miłością.


aby-prze­baczyć-trze­ba-pa­mięć-nie cho­wać-swo­jej-ra­ny-nie zag­rze­bywać-jej-ale-raczej-wys­­wić-ją na światło-dzien­ne
tim guénardabyprze­baczyćtrze­bapa­miętaćnie cho­waćswo­jejra­nynie zag­rze­bywaćjejaleraczejwys­ta­wićją na światłodzien­neuk­ry­te ra­nyin­fe­kują sięi wydzielajątru­ciznętrze­ba tę ranęoglądaćopat­ry­waćby stała sięźródłemżyciadaję świadec­twoże nie ma ranktórychnie możnazab­liźnićmiłościąaby prze­baczyćtrze­ba pa­miętaćnie cho­wać swo­jejswo­jej ra­nynie zag­rze­bywać jejale raczejraczej wys­ta­wićwys­ta­wić ją na światłoją na światło dzien­neuk­ry­te ra­ny in­fe­kują sięin­fe­kują się i wydzielająi wydzielają tru­ciznętrze­ba tę ranę oglądaćby stała się źródłemźródłem życiaktórych nie możnanie można zab­liźnićzab­liźnić miłościąnie cho­wać swo­jej ra­nyale raczej wys­ta­wićraczej wys­ta­wić ją na światłowys­ta­wić ją na światło dzien­neuk­ry­te ra­ny in­fe­kują się i wydzielająin­fe­kują się i wydzielają tru­ciznęby stała się źródłem życiaktórych nie można zab­liźnićnie można zab­liźnić miłością

Z przy­jaźnią jest jak z łańcuszkiem i wi­sior­kiem. Obyd­wa ele­men­ty trze­ba do­pa­so­wać, niekiedy pop­ra­wić lub oczyścić, aby zo­baczyć ich praw­dzi­wy ko­lor.Ludzie wierzą, że aby od­nieść suk­ces trze­ba wsta­wać wcześnie. Otóż nie - trze­ba wsta­wać w dob­rym humorze.Nie ma nic lep­sze­go od piosen­ki o ut­ra­conej miłości, kiedy trze­ba człowieko­wi przy­pom­nieć, że wszys­tko co cen­ne, może ur­wać się z za­wiasów, na których zos­tało tak sta­ran­nie zawieszone.Miłości nie wys­tar­czy wyz­nać, trze­ba ją wyz­na­wać na co dzień.Żeby zo­baczyć człowieka, trze­ba zam­knąć oczy. Żeby prze­kazać mu swo­je myśli, trze­ba mil­czeć. Żeby z nim być, trze­ba umrzeć.Które­goś dnia usłyszysz stu­kot oba­casów, obej­rzysz się by zo­baczyć kim jest ta dziew­czy­na...Co ta­kiego w so­bie ma, że nie możesz od Niej oder­wać wzro­ku, jest piękna, idzie ulicą w naj­lep­szej su­kien­ce z uśmie­chem na us­tach. Wyszedłeś jej na prze­ciw, uśmie­chnąłeś się, ona minęła Cię by wtu­lić się w ra­miona mężczyz­ny jej życia stojące­go za Tobą...Nie spodziewałeś się, że tą dziew­czyną będę Ja...