Ach, jak cud­nie pachnie lipa, z jej kwiatów są le­ki i wywary. Kiedyś cza­row­ni­ce klękały pod lipą, czy­niły czary. Li­pa jest tak rozłożysta, że ko­nara­mi roz­pycha powietrze. Jej za­pach nad po­lami uno­si się słodko, jak wo­nie łąki skoszo­nej - na wietrze. ® by Mrs Vercetti 


ach-jak cud­nie-pachnie-lipa-z-jej-kwiatów-są ­ki-i wywary-kiedyś-cza­row­­-klękały-pod-lipą-czy­ły-czary-li­pa-jest tak
mrs vercettiachjak cud­niepachnielipajejkwiatówsą le­kii wywarykiedyścza­row­ni­ceklękałypodlipączy­niłyczaryli­pajest takrozłożystażeko­nara­miroz­pychapowietrzejejza­pachnadpo­lamiuno­si sięsłodkojakwo­niełąkiskoszo­nej na wietrze®by mrsvercetti jak cud­nie pachniepachnie lipaz jejjej kwiatówkwiatów są le­kisą le­ki i wywarykiedyś cza­row­ni­cecza­row­ni­ce klękałyklękały podpod lipączy­niły czaryli­pa jest takjest tak rozłożystaże ko­nara­miko­nara­mi roz­pycharoz­pycha powietrzejej za­pachza­pach nadnad po­lamipo­lami uno­si sięuno­si się słodkojak wo­niewo­nie łąkiłąki skoszo­nej® by mrsby mrs vercetti jak cud­nie pachnie lipaz jej kwiatówjej kwiatów są le­kikwiatów są le­ki i wywarykiedyś cza­row­ni­ce klękałycza­row­ni­ce klękały podklękały pod lipąli­pa jest tak rozłożystaże ko­nara­mi roz­pychako­nara­mi roz­pycha powietrzejej za­pach nadza­pach nad po­laminad po­lami uno­si siępo­lami uno­si się słodkojak wo­nie łąkiwo­nie łąki skoszo­nej® by mrs vercetti 

za­loty kwiatów li­lia przed tu­lipa­nem płat­ki rozkładała pur­pu­rowa róża wdziękiem czarowała mi­moza tyl­ko spoglądała nieśmiało jak na­gim­nasty­kował się on niemało i zgłupiał którą wyb­rać aż pok­rzy­wa się zaśmiała Ktoś powiedział -Pa­nie proszą panów. Ja, w zwiew­nej, białej sukni biegnę do Ciebie; pa­dam Ci w ramiona i roz­poczy­na się taniec. Nag­le, cóż to? To już nie par­kiet pełen ludzi lecz łąka pełna kwiatów, a wśród nich my dwoje. Lecz nag­le jak ośle­piający piorun zja­wia się ONA. Bie­rze twą dłoń i po­ciąga lekko. Ty, jak urzeczo­ny, idziesz za nią. Ja krzyczę, błagam, płaczę, lecz was już nie ma. I zno­wu jes­tem sama, za­gu­biona wśród tłumu za­kocha­nych... ® by Mrs Vercetti Jadę w dal, ob­serwując błękit Sta­da pod­nieb­nych owiec prze­ganiają puszys­te ow­czar­ki ra­zem z wiat­ru wil­ka­mi. Pat­rzę na niebiańskie łąki... Czy to Two­je oczy? Nie, to tyl­ko kwiecis­ty ho­ryzont Od­bi­ja się w mo­jej szkla­nej duszy współczes­nych cza­sach dziew­czy­ny stoją na bal­ko­nach lecz nie śpiewa im ro­meo ale ra­puje ja­kiś chłopak bądź ro­bi tu­lipa­ny z bu­telek .... Ahh gdy­bym mog­la cofnąć się w czasie Wysłuchuję się w ciszę - i słyszę bi­cie Twe­go serca. Przy­tu­lam się do ściany - i czuję kształt Twe­go ciała. Za­my­kam oczy - i widzę Twoją postać. Całuję kwiaty - mają smak Twoich ust. Do­ty­kam poręczy - i czuję ciepło Twej dłoni. Za­nurzam twarz w po­duszkę - ma za­pach Twoich włosów. Za­ty­kam uszy - i słyszę jak mówisz: Zgu­biłam się w la­bi­ryn­cie miłości, op­lotły mnie os­tre krze­wy zazdrości. Jak mam się stąd wy­dos­tać bez two­jej miłości? ® by Mrs Vercetti