Ak­sa­mit do­tyku prze­suwa­ny po wgłębieniu tali, Os­trze paz­nokci po­zos­ta­wiające śla­dy na plecach, Kłęby na­miętności wy­dar­te z roz­chy­lonych warg, Szep­ty sprag­nione więcej czułości, Dusze łączące się w ak­cie miłości.


ak­­mit-do­tyku-prze­suwa­ny-po wgłębieniu-tali-os­trze-paz­nokci-po­zos­­wiają-ś­dy-na plecach-kłęby-na­miętnoś-wy­dar­te
angel des penseursak­sa­mitdo­tykuprze­suwa­nypo wgłębieniutalios­trzepaz­nokcipo­zos­ta­wiająceśla­dyna plecachkłębyna­miętnościwy­dar­tez roz­chy­lonychwargszep­tysprag­nionewięcejczułościduszełączące sięw ak­ciemiłościak­sa­mit do­tykudo­tyku prze­suwa­nyprze­suwa­ny po wgłębieniupo wgłębieniu talios­trze paz­nokcipaz­nokci po­zos­ta­wiającepo­zos­ta­wiające śla­dyśla­dy na plecachkłęby na­miętnościna­miętności wy­dar­tewy­dar­te z roz­chy­lonychz roz­chy­lonych wargszep­ty sprag­nionesprag­nione więcejwięcej czułościdusze łączące sięłączące się w ak­ciew ak­cie miłościak­sa­mit do­tyku prze­suwa­nydo­tyku prze­suwa­ny po wgłębieniuprze­suwa­ny po wgłębieniu talios­trze paz­nokci po­zos­ta­wiającepaz­nokci po­zos­ta­wiające śla­dypo­zos­ta­wiające śla­dy na plecachkłęby na­miętności wy­dar­tena­miętności wy­dar­te z roz­chy­lonychwy­dar­te z roz­chy­lonych wargszep­ty sprag­nione więcejsprag­nione więcej czułościdusze łączące się w ak­ciełączące się w ak­cie miłości

Późny­mi no­cami gdy po­wiet­rze pachnie samotnością, Wiatr swym do­tykiem po­cie­sza dusze sprag­nione miłości, Dla nich zos­tała stworzo­na ale­ja, nad który­mi wie­rzby płaczą, Gdzie pogrążają się smut­no w cier­pieniu i w dal z nadzieją patrzą.ta­kiej czułości mi trze­ba co kwit­nie w dłoniach bez przer­wy na jesień czułości której og­nisko roz­pa­lają us­ta twoje na moich wzgórkach tkliwych do­tyku co wzbiera mi falą i ra­mion rozłożystych gdzie sko­na tęskno­ta moja Usłyszałem Twe słowa, niewy­powie­dziane jeszcze, Za­pach Twoich per­fum, ogarnął powietrze. Jes­teś co raz bliżej - co oz­naczają te dreszcze? Na­miętnie do ucha, miłość nam szepce, Paskudztwa. By zacho­wać ludzkość, Lecz sięgnąć trochę wyżej, Uczu­cie - łączące pustką Wy­pełnioną, og­niem miłości. W teat­rze dwóch ciał roz­pa­lonych .głas­kaj po­wieki przy­dymione Twoim spoj­rze­niem głas­kaj kąci­ki warg cze­kające na Two­je głas­kaj przes­trzeń między 3 a 4 żebrem, która pa­mięta Twój palec głas­kaj lędźwie le­we, sprag­nione Twych zim­nych dłoni głas­kaj duszę mą skrytą głębo­ko pod Twoją stworzo­no mnie na po­dobieństwo ognia choć ze zlo­dowa­ciałymi dłońmi bliżej mi do mar­twych kamieni nieruchomych niż do roz­chy­lonych ust sprag­nione og­niem płaczą na za­wiłościach pościeli na des­ce twardej na na­gich ra­mionach których nie zdążyłaś okryć szepcą żebyś była trwała bez zni­kania na chwilę czy na zawsze za­nim po­piół przykryje two­je gład­kie włosy a us­ta tak jak były zostaną za­nim deszcz spadnie i nas ukoi pozwól mi pić z twoich dłoni i tyl­ko płomienia te­go nie strąć nie zgaś zawład­nij nim i mną Pod osłoną no­cy, w gwiaz­dy wy­soko, ula­tują dusze sprag­nione uczuć, zgorzkniałe, oziębłe bez cienia ra­dości, ocze­kujące wiel­kiej, praw­dzi­wej miłości. Miłość ta ma być pradzi­wa która by ich nędzną dolę rozświetliła.