bądź mi wieczorem cichością źrenic naz­naczaj uśmiech kar­kiem zmierzwionym przez de­likat­ność dłoni łzą szczęścia pieśnią słowika gdy niebo obudzę po pros­tu nie znikaj 


bądź-mi wieczorem-cichośą-źrenic-naz­naczaj-uśmiech-kar­kiem-zmierzwionym-przez-de­likat­ność-dłoni-łzą-szczęścia-pieśą-słowika
papużkabądźmi wieczoremcichościąźrenicnaz­naczajuśmiechkar­kiemzmierzwionymprzezde­likat­nośćdłoniłząszczęściapieśniąsłowikagdynieboobudzępopros­tunie znikaj bądź mi wieczoremmi wieczorem cichościącichością źrenicźrenic naz­naczajnaz­naczaj uśmiechuśmiech kar­kiemkar­kiem zmierzwionymzmierzwionym przezprzez de­likat­nośćde­likat­ność dłonidłoni łząłzą szczęściaszczęścia pieśniąpieśnią słowikasłowika gdygdy nieboniebo obudzęobudzę popo pros­tupros­tu nie znikaj bądź mi wieczorem cichościąmi wieczorem cichością źreniccichością źrenic naz­naczajźrenic naz­naczaj uśmiechnaz­naczaj uśmiech kar­kiemuśmiech kar­kiem zmierzwionymkar­kiem zmierzwionym przezzmierzwionym przez de­likat­nośćprzez de­likat­ność dłonide­likat­ność dłoni łządłoni łzą szczęściałzą szczęścia pieśniąszczęścia pieśnią słowikapieśnią słowika gdysłowika gdy niebogdy niebo obudzęniebo obudzę poobudzę po pros­tupo pros­tu nie znikaj 

Bądź mi... Bądź mi niep­rze­mijającym uśmie­chem słońca Bądź mi skar­bem zam­kniętych źrenic Bądź mi czys­tym szczęściem i prawdą nie­wzburzoną, bez pod­wa­lin cier­pienia. Bez początku, bez końcu. Bądź mi. Tam gdzie ulot­ni się krzyk, stój i złap go. Wsiąkaj za­pach każdej łzy, by uczu­cia nie prze­mijały mi. Świeżością w bez­dechu bądź.bar­dzo lu­bię śpiew słowika gdy przycza­ja się w jaśminach sreb­rne fra­zy drżą tak sub­telne są jak de­likat­na pajęczyna ciepło no­cy dźwięk przenika roz­chla­pując ser­ca bicie jak to brzmi on ja i ty mod­litwa o życie bar­dzo lu­bię śpiew słowika wios­ny głos wśród bzu posłuchajmy spójrz mi w oczy prze­cież jes­tem tu Ka­zimierz Winnicki (wszel­kie pra­wa zastrzeżone) Czuję do­tyk Twych dłoni na mej skórze Drżę De­likat­ne muśnięcia palców De­likat­ne pocałunki Słyszę Twój od­dech przy mym uchu Zaczy­nam mruczeć jak kotka I..po­woli nadchodzi -Szyb­sze bi­cie serca -Ury­wany oddech Twe dłonie są co­raz odważniejsze Po­całun­ki bar­dziej namiętne Le­gato przechodzi w vivo Jes­tem blis­ka poczu­cia spadania W końcu jest..to już Mo­je niebo..nasze niebo Ekstaza Cu­dow­ne poczu­cie by­cia jednością Ko­niec gry.. Nie! To początek gry Kocham Cię w szept zawiń niech znikną nim doleci echem nie odbite i drżeniem na­rysuj obecność naznaczaj cichością źrenic lecz nie płosz nie zrzucaj płaszczu nocy bo ubiegną a przecież nie pochwycę po omac­ku będąc niczyją spłonę we włas­nym ogniu  Bądź po pros­tu blisko Trzy­maj za rękę, Przytul, Ot­rzyj łzy I po­daruj mi swój uśmiech :) Czy mo­je marze­nie się spełni? Co­raz bar­dziej w to wątpię. Chy­ba już pra­wie nie wierzę, że które­goś dnia obudzę się po pros­tu szczęśli­wa, a Ław­ka zacznie być tyl­ko ławką. Jed­nak zaw­sze dob­rym jest mi­mo wszys­tko po­myśleć o czymś, co choć na chwilę po­wodu­je uśmiech i rodzi nową nadzieję.