Be­zin­te­resow­ność zos­ta­je prze­cież zni­weczo­na z chwilą, kiedy się prze­konu­jemy, że jest użyteczna.


be­zin­te­resow­ność-zos­­-prze­cież-zni­weczo­na-z chwilą-kiedy ę-prze­konu­jemy-że jest użyteczna
tomasz mannbe­zin­te­resow­nośćzos­ta­jeprze­cieżzni­weczo­naz chwiląkiedy sięprze­konu­jemyże jest użytecznabe­zin­te­resow­ność zos­ta­jezos­ta­je prze­cieżprze­cież zni­weczo­nazni­weczo­na z chwiląkiedy się prze­konu­jemybe­zin­te­resow­ność zos­ta­je prze­cieżzos­ta­je prze­cież zni­weczo­naprze­cież zni­weczo­na z chwiląbe­zin­te­resow­ność zos­ta­je prze­cież zni­weczo­nazos­ta­je prze­cież zni­weczo­na z chwiląbe­zin­te­resow­ność zos­ta­je prze­cież zni­weczo­na z chwilą

Is­to­ta miłości po­lega na tym, że zakłada ona be­zin­te­resow­ność, samą be­zin­te­resow­ność i tyl­ko bezinteresowność.Jeżeli jest miej­sce spot­ka­nia się nieba z ziemią, to wykłada się jed­nym słowem: be­zin­te­resow­ność. To jest przejście z teorii do prak­ty­ki, wypróbo­wanie w życiu i spraw­dze­nie te­go, co tkwi w naszej głębi, pro­bierz naszej wiary w Bo­ga. Tu możemy się prze­konać, czy żyje­my dla Bo­ga, czy na sprzedaż.Nie boję się pająków. Prze­cież nig­dy żaden nie zro­bił mi krzyw­dy. Nie boję się ciem­ności. Prze­cież zaw­sze po omac­ku od­najdy­wałam drogę. Nie boję się burzy. Prze­cież po niej zaw­sze przychodziło słońce. Dziś boję się miłości…Niekiedy ra­niącej bar­dziej niż pająki, ciem­ność i słońce.Szczęście nie jest prze­cież sta­nem wie­cznym. Zresztą też i nie ok­re­sowym. Szczęście to po pros­tu ta­ki skur­cz ser­ca, które­go doz­na­je się cza­sami, kiedy człowieka prze­pełnia ta­ka ra­dość, że wprost trud­no ją znieść. Zni­ka równie szyb­ko jak się po­jawia. I nie ma go, dopóki nie na­dej­dzie zno­wu, by spra­wić, że człowiek uz­na życie za naj­wspa­nial­szy dar.Tam, gdzie jest nies­pra­wied­li­wość, gdzie jest prze­moc, zakłama­nie, niena­wiść, nie­sza­nowa­nie ludzkiej god­ności, tam bra­kuje miej­sca na miłość, tam bra­kuje miej­sca na ser­ce, na be­zin­te­resow­ność, na wyrzeczenia.Mi­ty re­ligij­ne ze względów za­sad­niczych nie mają dla mnie znacze­nia, choćby dla­tego, że mi­ty różnych re­ligii przeczą so­bie wza­jem­nie. Jest prze­cież czys­tym przy­pad­kiem, że urodziłem się tu­taj, w Euro­pie, a nie w Az­ji, a od te­go prze­cież nie po­win­no za­leżeć, co jest prawdą, a więc i to, w co mam wie­rzyć. Mogę prze­cież wie­rzyć tyl­ko w to, co jest prawdziwe.