Bo gdy w sza­re dni bra­kuje słów, war­to wrócić do dzieciństwa. Do tych chwil, które upływały bez­tros­ko, w których drob­ne rzeczy spra­wiały ol­brzy­mią ra­dość. Kiedy wszys­tko było znacznie pros­tsze, i kiedy spełnianie marzeń wy­dawało się być na wy­ciągnięcie ręki. Gdy skar­bem nie było to, ja­ka będzie two­ja przyszłość, a to, ja­ka będzie da­na chwila.


bo gdy-w sza­re-dni-bra­kuje-słów-war­to-wróć-do dzieciństwa-do tych-chwil-które-upływały-bez­tros­ko-w których-drob­ne-rzeczy
devinbo gdyw sza­rednibra­kujesłówwar­towrócićdo dzieciństwado tychchwilktóreupływałybez­tros­kow którychdrob­nerzeczyspra­wiałyol­brzy­miąra­dośćkiedy wszys­tkobyłoznaczniepros­tszei kiedyspełnianiemarzeńwy­dawało siębyćna wy­ciągnięcierękigdy skar­bemnie byłotoja­kabędzietwo­japrzyszłośća toda­nachwilabo gdy w sza­rew sza­re dnidni bra­kujebra­kuje słówwar­to wrócićwrócić do dzieciństwado tych chwilktóre upływałyupływały bez­tros­kow których drob­nedrob­ne rzeczyrzeczy spra­wiałyspra­wiały ol­brzy­miąol­brzy­mią ra­dośćkiedy wszys­tko byłobyło znacznieznacznie pros­tszei kiedy spełnianiespełnianie marzeńmarzeń wy­dawało sięwy­dawało się byćbyć na wy­ciągnięciena wy­ciągnięcie rękigdy skar­bem nie byłoja­ka będziebędzie two­jatwo­ja przyszłośćja­ka będziebędzie da­nada­na chwilabo gdy w sza­re dniw sza­re dni bra­kujedni bra­kuje słówwar­to wrócić do dzieciństwaktóre upływały bez­tros­kow których drob­ne rzeczydrob­ne rzeczy spra­wiałyrzeczy spra­wiały ol­brzy­miąspra­wiały ol­brzy­mią ra­dośćkiedy wszys­tko było znaczniebyło znacznie pros­tszei kiedy spełnianie marzeńspełnianie marzeń wy­dawało sięmarzeń wy­dawało się byćwy­dawało się być na wy­ciągnięciebyć na wy­ciągnięcie rękija­ka będzie two­jabędzie two­ja przyszłośćja­ka będzie da­nabędzie da­na chwila

wieczność per­spek­ty­wa by­tu bez dni godzin sekund pra­ca motywuje bo ma­my mało czasu bez cza­su pra­ca nie ma powabu re­lac­je przy­jaciele marzenia brak poczu­cia upływu czasu wszys­tko zmienia real­ne sta­je się nieral­nie możliwe nieosiągal­ne osiągal­ne prawdziwie życie bez limitu in­na for­ma nasze­go bytu czy będziemy zwie­dzać in­ne galaktyki być może wszys­tko będzie w za­sięgu ręki jak to wszys­tko będzie dręczą mnie te kwestie ale na rozwiązania muszę pocze­kać jeszcze *** Dział: Dy­wagac­je filozoficzne *** Zbig­niew Małecki Kil­ka bez­tros­kich chwil w gro­nie pełnym ser­deczności, uśmiechów parę ra­dos­nych, przebłys­kujących słońcem. Wiele słów war­tościowych prze­lanych, i ty­ko jed­na więź - przy­jaźń, co tak nap­rawdę jest skar­bem naj­większym. Bo choć krew z krwi jej nie stworzyła, sens naj­praw­dziw­szy ma, życie sen­sem napełnia.kiedy prze­cieram lek­ko horyzont on w oczach mi się błąka licząc na ciepłe resztki złudzeń i chcę to wszys­tko wykrzyczeć bo może lżej będzie duszy gdy za­war­tość z siebie wyrzucę bosą stopą już wyczu­wam grunt po dru­giej stro­nie okiennicy lecz za­wisłam gra­nicząc żalem jed­nak nie wiem których słuchać jed­ni chichoczą z radością drudzy łza­mi znaczą po­nure lica chy­ba właśnie tak sma­kuje życie spląta­ny uśmiech i smu­tek z cichy­mi tęskno­tami na szczycie Jes­teś moją nadzieją Gdy zaszło słońce Na ko­lej­ny dzień Wszys­tkim cze­go mi brak W bez­senną noc Gdy księżyc nie poz­wa­la Od­począć u Mor­feu­sza Kołyszesz mnie do snu Na pus­ty­ni życia Zna­lazłem oazę Gdzie ser­ce Znaj­du­je cień Jes­teś skar­bem Na dnie oceanu I pływasz Gdzie sza­leje sztorm Syn­drom sztokhol­mski Zakładasz kaj­da­ny Bez­pie­czniej być więźniem Niż zos­tać bosmanem Zab­rał jej sen z powiek, ciepły po­ranek bliżej południa. Skra­dał jej po kawałku noc­ne, zam­glo­ne ga­tun­ki epiki. I tak się kłaniał przed nią, gdy świado­mość powracała, w geście ab­so­lut­ne­go oddania. Wszys­tko było chwilą. Gdy oczy zielo­ne otwierała, gdy pod­no­siła dłoń by złapać dotyk on po pościeli dru­gi już raz się skradał. To było proste, sche­mat po­ranków zakochanych. Le­kar­stwo na czczo z sa­mego rana.Ja... Jes­tem jedną z tych, które przy­wiązują się do jed­ne­go miłego słowa. Ta, która zaw­sze wszys­tko wyol­brzy­mia. Za­leży mi na in­nych o wiele bar­dziej, niż ja kiedy­kol­wiek znaczyłam dla nich. Ro­bię so­bie nadzieję, a po­tem płaczę. Sta­ram się tyl­ko, żeby nikt nie zauważył te­go, że jes­tem smut­na. Często się śmieję bo kocham to. Ta­ka już jes­tem. Cho­ler­nie wrażli­wa i wesoła...