Bo każdy jest czyjąś manią, lecz nie każdy o tym wie. Nasłuchuję kroków, bzdur­nych wyroków... ...Nie. Wal­czę ze sobą, umieram powoli, a Ciebie to jed­nak nie boli. Po­win­nam w końcu pod­dać się...? Nie! Widzę, nie widzisz. Spoj­rze­niem szydzisz. A może jednak... Nie? Kochałam. Zdobyłam. Prawdę odkryłam? Nie...


bo każdy-jest czyjąś-manią-lecz-nie każdy-o tym-wie-nasłuchuję-kroków-bzdur­nych-wyroków-nie-wal­czę-ze sobą-umieram-powoli
mistrzynipiórabo każdyjest czyjąśmaniąlecznie każdyo tymwienasłuchujękrokówbzdur­nychwyrokówniewal­częze sobąumierampowoliciebieto jed­naknie bolipo­win­namw końcupod­daćsięniewidzęnie widziszspoj­rze­niemszydziszmożejednakniekochałamzdobyłamprawdęodkryłamniebo każdy jest czyjąśjest czyjąś maniąlecz nie każdynie każdy o tymo tym wienasłuchuję krokówbzdur­nych wyrokówwyroków niewal­czę ze sobąumieram powoliciebie to jed­nakto jed­nak nie bolipo­win­nam w końcuw końcu pod­daćpod­dać sięspoj­rze­niem szydziszmoże jednakjednak nieprawdę odkryłambo każdy jest czyjąś maniąlecz nie każdy o tymnie każdy o tym wiebzdur­nych wyroków niea ciebie to jed­nakciebie to jed­nak nie bolipo­win­nam w końcu pod­daćw końcu pod­dać sięa może jednakmoże jednak nie

i wy­rywasz mi serce ja myślę - z miłości i zja­dasz je wielce ja myślę - niech boli i mówisz nie kocham ja pat­rze- odchodzisz i wiem już nie przyjdziesz ja czuję - jak boli. i uciekłaś na zawsze ja umieram - powoli i ja już nie myślę, nie pat­rzę, nie czuję ja umieram- na zawsze.W tym jedynym z po­nad czasów cze­kając na­darem­nie czekam Każdy wie­czor­ny czas jest czymś innym szu­kasz zbyt da­leko na­wet nie próbuj Każdy no­wy dzień jest no­wym życiem dlacze­go mam być sam ja wybrałem JA tą samą drogę którą bym nie śmiał podążać dalej jed­nak tak cieka­wa jest Cze­mu tak się dzieję? Cze­mu mo­je ser­ce pus­tką wieję? Nic nie czuję, jak w odrętwieniu. Było tak dob­rze, a znów trwam w oziębieniu. Cze­mu nie mogło tak zostać? Cze­mu mo­ja psychi­ka nie może te­mu sprostać? Chy­ba jed­nak śmierć, moim przeznaczeniem. Smu­tek i pus­tka, moim na ser­cu kamieniem. Cze­mu nie zwy­ciężę z chorobą? Cze­mu nie pot­ra­fię być sobą? To mnie ata­kuje, jest dob­rze, a nag­le jest źle.. Cze­mu tak się dzieję? Kto to wie..Chwy­cił mnie moc­no za rękę. Od­wróciłam się. Po­pat­rzył mi głębo­ko w oczy. Po­wie­dział: Jak w ogóle opi­sać miłość, w której nic się nie dzieje i dziać nie może, miłość której ujaw­nić nie wol­no ani jed­nym słowem, ani jed­nym drgnięciem twarzy, ani jed­nym spoj­rze­niem? Miłość zaw­sze do cze­goś dąży, na coś cze­ka, a na cóż mogłem cze­kać ja, cze­go się spodziewać? wiem, że świet­li­ki nie gasną na twoim niebie bo gwiaz­dy spa­dając zbyt moc­no parzą pisząc o tym, że boli chcę tyl­ko po­wie­dzieć, że przecież nie każda śmierć jest o umieraniu nie każdy paz­no­kieć o drzazdze a miłość nie każda tli się zwątpieniem to nic, że jest ciebie tak niewiele sko­ro ulot­ne je­dynie praw­dzi­wie istnieje