Bo mi nie po drodze gdy ICH dro­ga chodze a i za nos nie wodze bo to tez mi- Nie po drodze. Tyl­ko mo­ja droga Jest dro­ga do me­go celu. I bez­li­tos­na bes­tia z diab­la koszma­ru za­ciag­ne­la dzis jeszcze chlopca do baru. Gdzie Nirwana z grac­ja wi­ruja­cego na wiet­rze pior­ka Jes­li los doz­na per­fidnej ucie­sze umiaru W slo­dycz ciep­la od­mieni Rze­ke po­jedyn­czej dwu­pus­tki tyl­ko jego browaru.


bo mi nie po drodze-gdy-ich-dro­ga-chodze-a i za nos-nie wodze-bo to tez-mi-nie-po drodze-tyl­ko-mo­ja-droga-jest-dro­ga-do me­go
grzegorzwojakbo mi nie po drodzegdyichdro­gachodzea i za nosnie wodzebo to tezminiepo drodzetyl­komo­jadrogajestdo me­gocelubez­li­tos­nabes­tiaz diab­lakoszma­ruza­ciag­ne­ladzisjeszczechlopcado barugdzienirwanaz grac­jawi­ruja­cegona wiet­rzepior­kajes­lilosdoz­naper­fidnejucie­szeumiaruslo­dyczciep­laod­mienirze­kepo­jedyn­czejdwu­pus­tkityl­kojegobrowarubo mi nie po drodze gdygdy ichich dro­gadro­ga chodzechodze a i za nosa i za nos nie wodzenie wodze bo to tezbo to tez minie po drodzetyl­ko mo­jamo­ja drogadroga jestjest dro­gadro­ga do me­godo me­go celui bez­li­tos­nabez­li­tos­na bes­tiabes­tia z diab­laz diab­la koszma­rukoszma­ru za­ciag­ne­laza­ciag­ne­la dzisdzis jeszczejeszcze chlopcachlopca do barugdzie nirwananirwana z grac­jaz grac­ja wi­ruja­cegowi­ruja­cego na wiet­rzena wiet­rze pior­kapior­ka jes­lijes­li loslos doz­nadoz­na per­fidnejper­fidnej ucie­szeucie­sze umiaruumiaru ww slo­dyczslo­dycz ciep­laciep­la od­mieniod­mieni rze­kerze­ke po­jedyn­czejpo­jedyn­czej dwu­pus­tkidwu­pus­tki tyl­kotyl­ko jegojego browarubo mi nie po drodze gdy ichgdy ich dro­gaich dro­ga chodzedro­ga chodze a i za noschodze a i za nos nie wodzea i za nos nie wodze bo to teznie wodze bo to tez mityl­ko mo­ja drogamo­ja droga jestdroga jest dro­gajest dro­ga do me­godro­ga do me­go celui bez­li­tos­na bes­tiabez­li­tos­na bes­tia z diab­labes­tia z diab­la koszma­ruz diab­la koszma­ru za­ciag­ne­lakoszma­ru za­ciag­ne­la dzisza­ciag­ne­la dzis jeszczedzis jeszcze chlopcajeszcze chlopca do barugdzie nirwana z grac­janirwana z grac­ja wi­ruja­cegoz grac­ja wi­ruja­cego na wiet­rzewi­ruja­cego na wiet­rze pior­kana wiet­rze pior­ka jes­lipior­ka jes­li losjes­li los doz­nalos doz­na per­fidnejdoz­na per­fidnej ucie­szeper­fidnej ucie­sze umiaruucie­sze umiaru wumiaru w slo­dyczw slo­dycz ciep­laslo­dycz ciep­la od­mieniciep­la od­mieni rze­keod­mieni rze­ke po­jedyn­czejrze­ke po­jedyn­czej dwu­pus­tkipo­jedyn­czej dwu­pus­tki tyl­kodwu­pus­tki tyl­ko jegotyl­ko jego browaru

Pod Twoim skrzydłem Pa­nie, przeżyłam ty­le lat. Pięknych wspa­niałych. Tych złych nie pa­miętam. Zab­rałeś je. Schowałeś. Tyl­ko dro­gie ob­ra­zy po­zos­ta­wiłeś na ścianach. Tyl­ko te dobre. Nag­rałeś film, mo­jego życia. Jes­tem w trak­cie. Przeczy­tam jeszcze raz sce­nariusz. Pop­ra­wie dyk­cję, spoj­rze­nie, ima­ge. Wiem, że de­tale są bar­dzo ważne. Jak two­je słowa, które codzien­nie dyk­tu­jesz mi przed snem. Dziękuję ci za to Panie. --- Z se­rii To świąty­ni miast miłości Gdzie słońce mieni się w Sekwanie Każde­go ciepło ugości Każde­go wpędzi w zakochanie Gorące uczu­cia unoszą się na wiet­rze Jak złotą wstęgą przepasane Słodką wo­nią przesączo­ne po­wiet­rze I wśród rodzi­ny opowiedziane Po­la i las. Cóż w tym dziw­ne­go, gdy gaśnie czas? Kłosy zbóż tańczące na wiet­rze w rytm pro­mieni słońca. Ptak pe­rorujący ze starą wie­rzbą, która była dziś za wszech miar energiczna. Tra­wa skąpa­na w krop­lach ro­sy łas­kocze ko­niu­szki mych palców. Białe is­to­ty płynące po niebie złudze­niem wszechobecne. Czy ty też czu­jesz za­pach bzów i hiacyntów? - Prze­cież nie pot­rze­bujesz czarodzieja.Pat­rzę w ogień i myślę ja­ki w To­bie płonąć może… Pat­rzę na Ciebie i pytam czy pożąda­nie ogar­nie Cię dziś? Czuję to w środku... jest tak jasno choć tak ciemno... spoglądam na us­ta... płoną czerwienią... do­tykam Cię... pier­wszy krok w drodze do ...Nikąd? w drodze do Raju? za­gubiona pora... czas się zatrzymał... ogień płonie... ja płonę ty płoniesz... gorąco tak .... Ciebie w sobie Siebie w Tobie Nas w oz­do­bie płomieni rozkoszy Mam Spo­tyka dziew­czę na drodze chłopaka Daj mi pierścionek to dam Ci buziaka Dał jej pierścionek, ona mu siebie Ten pier­wszy raz było jak w niebie A po­tem obo­je się w życie rzucili Pierścionek i bu­ziak precz odrzucili Ona nie ona, on też nie on Do nieba im dro­ga już tyl­ko przez zgon Po­ciąg ruszył, a on został... Po­ciąg ruszył w niez­naną dal tyl­ko w łzach chus­teczka biała jego, po­wiewała jak żagiel w śród fal... A te­raz sza­re mu­ry, wokół puszcza i las. Jes­tem tak nie­szczęśli­wa że los roz­dzielił nas... Łzy za­lewają mi oczy gdy wspo­minam te chwi­le gdy by­liśmy ra­zem i czas spędza­liśmy mile...