Budząc się każde­go dnia, wy­ruszasz w drogę. Za­sypiając, możesz prze­liczyć prze­byte ki­lomet­ry rozmów, zachwytów, kłopotów, roz­myślań. Jeśli każde­go ran­ka wiesz, dokąd i dlacze­go tam chcesz dot­rzeć, cze­ka cię ra­dość niena­darem­nej drogi.


budząc ę-każde­go-dnia-wy­ruszasz-w drogę-za­sypiając możesz-prze­liczyć-prze­byte-ki­lomet­ry-rozmów-zachwytów-kłopotów
agnieszka bieńkowskabudząc siękażde­godniawy­ruszaszw drogęza­sypiając możeszprze­liczyćprze­byteki­lomet­ryrozmówzachwytówkłopotówroz­myślańjeśli każde­goran­kawieszdokądi dlacze­gotamchceszdot­rzećcze­kacięra­dośćniena­darem­nejdrogibudząc się każde­gokażde­go dniawy­ruszasz w drogęprze­liczyć prze­byteprze­byte ki­lomet­ryki­lomet­ry rozmówjeśli każde­go ran­karan­ka wieszdokąd i dlacze­goi dlacze­go tamtam chceszchcesz dot­rzećcze­ka cięcię ra­dośćra­dość niena­darem­nejniena­darem­nej drogibudząc się każde­go dniaprze­liczyć prze­byte ki­lomet­ryprze­byte ki­lomet­ry rozmówjeśli każde­go ran­ka wieszdokąd i dlacze­go tami dlacze­go tam chcesztam chcesz dot­rzećcze­ka cię ra­dośćcię ra­dość niena­darem­nejra­dość niena­darem­nej drogi

roz­gość się prze­lite­ruj kruche kości sprawdź każde wcięcie prze­kar­tkuj dokładnie nie po­miń żad­ne­go wersu tam gdzie widzisz błędy - do­konaj roz­ległej korekty a tam gdzie widzisz bra­ki - wstaw siebie Nie łat­wo jest zna­leźć wyjście z trud­nej sy­tuac­ji, ale myślę że większą sztuką będzie po­godze­nie się z nią i zna­lezienie w niej cze­goś po­zytyw­ne­go. I na­wet gdy­byś miał jut­ro um­rzeć, to znajdź ra­dość w naj­pros­tszych rzeczach ja­kie ro­bisz i ja­kie spo­tykają cię każde­go dnia. Otwórz sze­roko oczy i dos­trzeż to co piękne w tym co najprostsze.Od­gar­nij chmury niebo cze­ka tęsknie prze­cierając sny sta­jesz się górą nie ma ta­kiej drogi której nie znajdę by dot­rzeć na szczyt Naszych marzeń  Budząc się każde­go ran­ka, czuję niesa­mowi­te prag­nienie życia....Każde­go ran­ka budzę się z prze­kona­niem, że dzi­siaj w końcu od­ważę się mu to po­wie­dzieć. Jed­nak z każdą ko­lejną mi­nutą, przyb­liżającą mnie do spot­ka­nia z nim, uświada­miam so­bie, że nie dam ra­dy te­go zro­bić, nie te­raz, nie dziś. Nie wiem cze­go tak bar­dzo się boję, prze­cież, ja go wca­le nie kocham...Wiesz jak to jest, kiedy chcesz spoj­rzeć pew­nej oso­bie w oczy, a nie możesz, bo po pa­ru se­kun­dach, mu­sisz od­wrócić się, kryjąc łzy? Nie wiesz? To proszę nie pie**** mi o tym, że czas leczy rany.