Budzę się zla­ny zim­nym po­tem z ulgą, że to tyl­ko ma­ra i z tęsknotą, że to tyl­ko sen.


budzę ę-zla­ny-zim­nym-po­tem-z ulgą-że to tyl­ko-­ra-i z tęsknotą-że to tyl­ko-sen
james freybudzę sięzla­nyzim­nympo­temz ulgąże to tyl­koma­rai z tęsknotąsenbudzę się zla­nyzla­ny zim­nymzim­nym po­tempo­tem z ulgąże to tyl­ko ma­rama­ra i z tęsknotąże to tyl­ko senbudzę się zla­ny zim­nymzla­ny zim­nym po­temzim­nym po­tem z ulgąże to tyl­ko ma­ra i z tęsknotąbudzę się zla­ny zim­nym po­temzla­ny zim­nym po­tem z ulgąbudzę się zla­ny zim­nym po­tem z ulgą

Spa­dam w dół. Ciem­no,sucho, niep­rzy­jem­nie. Ja­kaś ot­chłań ni­cości, pus­tka w pus­tce. Głucha cisza. Przes­trzeń bez śla­du życia. Tyl­ko ja. Sa­ma.Zim­no, zim­no je­dynie mnie otacza. Otu­la mnie jak często Ty, tyl­ko od Ciebie bi­je ciepło. Tu­taj jest strasznie. Jak z naj­gor­sze­go hor­ro­ru. To tyl­ko sen jed­nak mo­ja dusza jest po­dob­na. * * * inspirowane.Niena­widzę po­ranków tyl­ko dla­tego, że prze­budze­nie nie od­biera sen­su koszmarom.Krępuj moc­no mo­je myśli Wstęgą szeptów je ściśnij Zim­nym pocałunkiem Bierz moc­niej pół od­dech istnienia Obłapiaj bez­karnie Mo­je sen­ne marzenia Co­raz szyb­ciej sięgaj po Niep­rzy­tom­ne spojrzenie Zos­taw po so­bie tyl­ko wspomnienie Roz­la­ne różem na policzkach I skry­tym uśmiechem.Trzy­masz ma reke, Gladzisz me wlosy, Bie­rzesz na spacer W po­ran­ku rosy. Choc jes­tem zla, Dob­re­go nic we mnie, Przy­tulasz mnie codzien, Ca­lujesz tajemnie... I tyl­ko ten strach, Że stra­cic Cie moge, Prze­pel­nia ma dusze, Przyw­ra­ca trwoge... Że zra­nie doglebnie, Przez wlas­na glupote. Przez wlas­ne klamstwa, Kto­re wciaz plote. I z te­go strachu, Co noc tyl­ko szlocham. Bo chy­ba naprawde... Nap­rawde Cie kocham...I nie urodziłem się wiel­kim, potężnym dębem, gonną ol­chą. I nie urodziłem się niczym in­nym, tyl­ko tym, czym jes­tem. I nie urodziłem się z po­zora­mi. Tyl­ko z ner­wa­mi., Z ner­wa­mi tuż pod cieniutką skórką.Wi­tam Pana Chciałabym się pa­na za­pytać, jak to jest ba­wić się moimi uczuciami? Wchodzić bu­tami w życie i dep­tać naj­ważniej­sze wartości. Spra­wić, że się człowiek przy­wiążę, a po­tem nożyca­mi ob­ciąć tą nić, która nas łączyła. I być zim­nym. Zim­nym jak lód. Ja­kie to uczu­cie zos­ta­wić osobę krwa­wiącą na drodze zwa­nej życiem. Jeśli chce pan wie­dzieć, chętnie wyjaśnię.