był uz­na­wa­ny, przez wszys­tkich lubiany, dla mod­nych pa­niuś, na zamówienie, tworzył bu­ci­ki - is­tne marzenie! spełniał zachcian­ki, niejed­nej damki, szpi­leczki, sztyb­le­ty, ko­zaczki się mienią, by lan­so­wały się pa­nie jesienią, lecz nie dos­trze­gał swej lu­bej nieboga i już po fak­cie do­padła go trwoga, wszak żona szew­ca bez butów chodziła i tej je­sieni już nie dożyła 


był-uz­na­wa­ny-przez-wszys­tkich-lubiany-dla-mod­nych-pa­niuś-na zamówienie-tworzył-bu­­ki- is­tne-marzenie-spełniał-zachcian­ki
tusiakbyłuz­na­wa­nyprzezwszys­tkichlubianydlamod­nychpa­niuśna zamówienietworzyłbu­ci­ki is­tnemarzeniespełniałzachcian­kiniejed­nejdamkiszpi­leczkisztyb­le­tyko­zaczki sięmieniąbylan­so­wały siępa­niejesieniąlecznie dos­trze­gałswejlu­bejniebogajużpo fak­ciedo­padłago trwogawszakżonaszew­cabezbutówchodziłatej je­sieninie dożyła był uz­na­wa­nyprzez wszys­tkichwszys­tkich lubianydla mod­nychmod­nych pa­niuśtworzył bu­ci­ki is­tne marzeniespełniał zachcian­kiniejed­nej damkiko­zaczki się mieniąby lan­so­wały sięlan­so­wały się pa­niepa­nie jesieniąlecz nie dos­trze­gałnie dos­trze­gał swejswej lu­bejlu­bej nieboganieboga ii jużjuż po fak­ciepo fak­cie do­padłado­padła go trwogawszak żonażona szew­caszew­ca bezbez butówbutów chodziłachodziła ii tej je­sienitej je­sieni jużjuż nie dożyła przez wszys­tkich lubianydla mod­nych pa­niuśby lan­so­wały się pa­nielan­so­wały się pa­nie jesieniąlecz nie dos­trze­gał swejnie dos­trze­gał swej lu­bejswej lu­bej niebogalu­bej nieboga inieboga i jużi już po fak­ciejuż po fak­cie do­padłapo fak­cie do­padła go trwogawszak żona szew­cażona szew­ca bezszew­ca bez butówbez butów chodziłabutów chodziła ichodziła i tej je­sienii tej je­sieni jużtej je­sieni już nie dożyła 

Naj­większe roz­cza­rowa­nie przychodzi wte­dy kiedy człowiek kochał tak moc­no, że nie dos­trze­gał te­go ja­ka nap­rawdę jest ta dru­ga oso­ba. I do­piero po fak­cie widzi ja­kim był zaslepionym To se­kun­da po se­kun­dzie, od­mie­rza­na przezeń To cza­somierz marzeń, pla­tyno­wy sikor Bry­lan­ta­mi błyszczy i pew­ny jest siebie Lecz nie przedłuży życia, choćby wart był milion To set­nych se­kun­dy uciekają w oczach Z tak wielką prędkością, że na­wet gdybyś Mógł je zo­baczyć to z mor­dy byś pobladł Uklęknął, po­mod­lił, po­całował krzyżyk Tak tra­wisz to życie, bez­sensow­nie siedząc Marząc, nie myśląc, iż mógłbyś to mieć Co tyl­ko zap­ragniesz, prob­le­mem jest jedno Na­ganiasz wszys­tkich a sam jes­teś leń.Fi­lozo­fia nicze­go nie wy­jaśnia i z nicze­go nie wy­ciąga wniosków – spra­wia je­dynie, że dos­trze­gamy rzeczy, które bez niej mogłyby ujść naszej uwadze. A jeśli wszys­tko jas­no widzi­my, nie ma już nic, co trze­ba by ob­jaśniać. Kto wie, może dla­tego, że to co przed na­mi jest uk­ry­te, wca­le nas nie interesuje.W mo­men­cie, gdy zgasną już wszys­tkie gwiaz­dy, przes­tanę wie­rzyć w Księżyc, a Słońce nie będzie przy­pomi­nało już o wspólnych zacho­dach, do­piero wte­dy będę w sta­nie poczuć, że wszys­tko, co się wy­darzyło nie ma już żad­ne­go znacze­nia. Że ta podróż skończyła się już na zawsze.Jak tu sa­memu się cie­szyć z tej pięknej wios­ny?!, kiedy nie dla wszys­tkich ona taka?...uciekam tu­taj nie ma dla mnie miejsca tu­taj nie wschodzi dla mnie słońce uciekam pośród kro­pel deszczu w dżdżys­ty dzień prze­de mną długa droga uciekam w tej chwili bez butów i odzienia uciekam tu­taj już dla mnie nic nie ma tyl­ko pustka ciem­na cisza spra­ne bar­wy skur­wiałego życia