Byłam mężczyzną mie­szkającym w nad­mor­skiej wios­ce. Widziałam tonących ludzi, którzy łama­li so­bie paz­nokcie chcąc wspiąć się na skalną półkę. Widziałam ich. Słyszałam krzy­ki. Mo­je ciało było sma­gane lo­dowa­tym wiat­rem. Byłam po­nad ni­mi. Chciałam pomóc tonące­mu dziec­ku o brązo­wych oczach... nies­te­ty ja­kaś siła trzy­mała mnie w żelaz­nym uścisku. Wszędzie krew, krzyk i ból... A po­tem wo­da. Słona wo­da we mnie. Stro­my brzeg. Skały.Płacz. Aż wreszcie pustka.


byłam-mężczyzną-mie­szkającym-w nad­mor­skiej-wios­-widziałam-ących-ludzi-którzy-łama­li-so­bie-paz­nokcie-chcąc-wspiąć ę
zielarka1byłammężczyznąmie­szkającymw nad­mor­skiejwios­cewidziałamtonącychludziktórzyłama­liso­biepaz­nokciechcącwspiąć sięna skalnąpółkęwidziałam ichsłyszałam krzy­kimo­je ciałobyłosma­ganelo­dowa­tymwiat­rembyłam po­nadni­michciałampomóctonące­mudziec­kuo brązo­wychoczachnies­te­ty ja­kaśsiłatrzy­małamniew żelaz­nymuściskuwszędziekrewkrzyki bóla po­temwo­dasłona wo­dawe mniestro­my brzegskałypłaczwreszciepustkabyłam mężczyznąmężczyzną mie­szkającymmie­szkającym w nad­mor­skiejw nad­mor­skiej wios­cewidziałam tonącychtonących ludziktórzy łama­liłama­li so­bieso­bie paz­nokciepaz­nokcie chcącchcąc wspiąć sięwspiąć się na skalnąna skalną półkęmo­je ciało byłobyło sma­ganesma­gane lo­dowa­tymlo­dowa­tym wiat­rembyłam po­nad ni­michciałam pomócpomóc tonące­mutonące­mu dziec­kudziec­ku o brązo­wycho brązo­wych oczachoczach nies­te­ty ja­kaśnies­te­ty ja­kaś siłasiła trzy­małatrzy­mała mniemnie w żelaz­nymw żelaz­nym uściskuwszędzie krewkrzyk i bóli ból a po­tema po­tem wo­dasłona wo­da we mnieaż wreszciewreszcie pustkabyłam mężczyzną mie­szkającymmężczyzną mie­szkającym w nad­mor­skiejmie­szkającym w nad­mor­skiej wios­cewidziałam tonących ludziktórzy łama­li so­biełama­li so­bie paz­nokcieso­bie paz­nokcie chcącpaz­nokcie chcąc wspiąć sięchcąc wspiąć się na skalnąwspiąć się na skalną półkęmo­je ciało było sma­ganebyło sma­gane lo­dowa­tymsma­gane lo­dowa­tym wiat­remchciałam pomóc tonące­mupomóc tonące­mu dziec­kutonące­mu dziec­ku o brązo­wychdziec­ku o brązo­wych oczacho brązo­wych oczach nies­te­ty ja­kaśoczach nies­te­ty ja­kaś siłanies­te­ty ja­kaś siła trzy­małasiła trzy­mała mnietrzy­mała mnie w żelaz­nymmnie w żelaz­nym uściskukrzyk i ból a po­temi ból a po­tem wo­daaż wreszcie pustka

Kiedy byłam mała, nie wie­działam co to smutek... Kiedy byłam mała, nie wie­działam co to ból... Kiedy byłam mała, nie miałam pojęcia ja­kie nap­rawdę jest życie... Kiedy byłam mała, nie ro­zumiałam wiele rzeczy... Kiedy byłam mała, nie wie­działam, że można płakać nie tyl­ko po stra­conej za­baw­ce lub stłuczo­nym ko­lanie po zabawie... Kiedy byłam mała, życie było łatwiejsze... Ale te­raz jes­tem duża i wiem to cze­go nie wie­działam kiedyś...Nag­le ja­kaś siła zat­rzy­mała mnie. Ty szedłeś da­lej, ja stałam w bez ruchu nie mogąc wy­dobyć słowa. Szedłeś sam, nie zwra­cając uwa­gi, że mnie nie ma przy To­bie. Nag­le zniknąłeś... I wte­dy os­tatni raz szłam obok Ciebie... wte­dy os­tatni raz widziałam Twój cień...przez tą miłość dusza ma zma­teriali­zowała się bez reszty fun­kcjo­nuję, stąpam po ziemi śmielej niż wte­dy, gdy nie chciałam zejść do ludzi, a musiałam mam ciało, czuję jak mnie dotykasz całujesz, żyję żyję Tobą wcześniej sobą tyl­ko żyłam tyl­ko duszą byłam, tyl­ko duszą fan­tasma­gorie, które przek­ra­dały się przez moją głowę nieprzerwanie uno­siły mnie nad ziemią nad chaosem nad ludźmi nos­talgiczną samotność wy­pełniłeś swym istnieniem mi­liony słów zagłuszają myśli te myśli, które usypiały i te które zabijały Kiedy wyj­rzałam za ok­no była noc. Obudziły mnie ja­kieś wiatry. Ro­zej­rzałam się po po­koju Na fa­lach roz­paczy zbu­dowałem swój grób. Zbu­dowa­ny z mor­skiej piany wzno­sił się po­nad chmury...Nie płacz, przes­tań, bo przyjdą jeszcze cięższe no­ce - wszak miłość jest cier­pieniem, nie fraszką jałową. Do­syć, kiedy, sma­kując za­mor­skie owoce, us­ta so­bie przy­pom­ni, soczys­tsze nad owoc.