Chcę uścisnąć śmier­ci dłonie W jej ra­miona schro­nić się Jed­nak ser­ce mo­je płonie I nie pod­da nig­dy się 


chcę-uścisnąć-śmier­-dłonie-w-jej-ra­miona-schro­ć-ę-jed­nak-ser­-mo­-płonie-i-nie pod­da-nig­dy-ę 
amorekchcęuścisnąćśmier­cidłoniejejra­mionaschro­nićsięjed­nakser­cemo­jepłonienie pod­danig­dysię chcę uścisnąćuścisnąć śmier­ciśmier­ci dłoniedłonie ww jejjej ra­mionara­miona schro­nićschro­nić sięsię jed­nakjed­nak ser­ceser­ce mo­jemo­je płoniepłonie ii nie pod­danie pod­da nig­dynig­dy się chcę uścisnąć śmier­ciuścisnąć śmier­ci dłonieśmier­ci dłonie wdłonie w jejw jej ra­mionajej ra­miona schro­nićra­miona schro­nić sięschro­nić się jed­naksię jed­nak ser­cejed­nak ser­ce mo­jeser­ce mo­je płoniemo­je płonie ipłonie i nie pod­dai nie pod­da nig­dynie pod­da nig­dy się chcę uścisnąć śmier­ci dłonieuścisnąć śmier­ci dłonie wśmier­ci dłonie w jejdłonie w jej ra­mionaw jej ra­miona schro­nićjej ra­miona schro­nić sięra­miona schro­nić się jed­nakschro­nić się jed­nak ser­cesię jed­nak ser­ce mo­jejed­nak ser­ce mo­je płonieser­ce mo­je płonie imo­je płonie i nie pod­dapłonie i nie pod­da nig­dyi nie pod­da nig­dy się chcę uścisnąć śmier­ci dłonie wuścisnąć śmier­ci dłonie w jejśmier­ci dłonie w jej ra­mionadłonie w jej ra­miona schro­nićw jej ra­miona schro­nić sięjej ra­miona schro­nić się jed­nakra­miona schro­nić się jed­nak ser­ceschro­nić się jed­nak ser­ce mo­jesię jed­nak ser­ce mo­je płoniejed­nak ser­ce mo­je płonie iser­ce mo­je płonie i nie pod­damo­je płonie i nie pod­da nig­dypłonie i nie pod­da nig­dy się 

I zed­rzeć tych gu­zików bramy I tych zamków ideały By po­wie­dzieć jes­tem Twoja A jed­nak niczyja I uk­ry­wając oczy moje Zat­ra­cic sie w Twoich I us­ta ot­warte sze­roko zamknięte Mówiące na przekór ser­cu Nie chcę ... Tak! Tak! Tak bar­dzo chcę! Byś tonął w nich Nie chcę Nie chcę, byś do­tykał jej Duszy co drży Nie chcę! Nie chce Cię znać Zapomniałam Imię. Imię. Imię ... Krzyczę każde­go dnia ...Bro­niłam się długo, dziel­nie, Jak lwica Bałam się te­go, że przyjdzie, Bo przyjdzie I przyszła... tak cicho, spokojnie Zak­radła się od tyłu, Po­deszła mnie sposobem, Nie zauważyłam, prze­cie mu­ry tak wysokie Do serca Co słabe, skrzywdzone A jed­nak, czuj­ność uśpiła Lecz gdy z le­tar­gu wyr­wać się raczyła Było za późno Już była, jest Została Pod­dałam się, przegrałam De­likat­nie dotknęła Mu­ry zburzyła, płomyk roznieciła, W dłonie ser­ce de­likat­nie wzięła I blas­ku na­dała życia Oczy zam­knęłam, Od­dałam się jej cała Skapitulowałam Szczęśli­wa, zakochana Ru­dy włos otu­la mnie jak szal, szal pachnący ta­jem­nicą poznania. W ser­cu czu­je skwier­czący żal, Uciekła - ig­no­rując mo­je wzywania. Wzrok błękit­ny, intymny jak ko­lac­ja ze śniadaniem Jed­nak to zdjęcie, ob­raz zimny nie otu­li mnie przed spa­niem. Oko jed­nak mo­je ucieszy us­miech na twarzy wywoła Do snu jed­nak mi sie nie śpieszy Cze­ka tu na mnie jej pierś goła...Wstaję i zaczy­nam chodzić po Łazien­ce w tę i z pow­ro­tem. Krzyżuję ra­miona i zaczy­nam po­cierać ciało. Ro­bi mi się zim­no i czuję chłód w krzyżu. W jed­nej se­kun­dzie chce mi się płakać, w jed­nej chce mi się za­bijać, w jed­nej chce mi się um­rzeć. Roz­ważam biega­nie, ale nie ma gdzie biegać, więc chodzę szyb­kim kro­kiem, po­cieram ciało i jest mi zimno.Kiedyś, gdy pra­cowałem w Phi­lipie Morrisie jed­na ba­ba list miłos­ny na­pisała mi. Była brzydką, grubą i ze wsi dziewuchą, od­pi­sałem, że nic z te­go nie może nig­dy wyjść. Ob­ro­biła mi tak tyłek, że mu­siałem się zwolnić, bo aż ta­kie podłe kłam­stwa o mnie ludziom mówiła. Te­raz związek chce mi pop­suć zaz­dros­na ja­kaś Domi, więc jej mówię z głębi ser­ca : Od­wal się i żebyś zgniła! Me ser­ce płonie Usiądź proszę Me ser­ce mokre Od łez całe Usiądź tu blisko Niech Cię poczuję Twej skóry ciepło Twej skóry dotyk Me ser­ce płonie Bo pat­rzysz na nie Lecz z dali Bo jes­teś Lecz nie ma cię wcale Me ser­ce płonie Małe spękane Od bólu ma ranę Usiądź dziś proszę Boję się że więcej Błęki­tu oczu twoich Więcej nie zobaczę Usiądź proszę me ser­ce płacze