chciałabym być to­nem wy­bija­nym szep­tem de­likat­nym lecz słyszanym pro­mieniem światła liżącym twarze śla­dami stóp na ciepłym bulwarze mok­rym po­ran­kiem budzącym ptaki wiat­rem który prze­ciera swe szlaki szu­mem biegnącym po blis­kiej łące ga­sić za­palać codzien­nie słońce... A gdy mnie zab­raknie tak naprawdę... ...chciałabym zais­tnieć w tobie.


chciałabym-być-to­nem-wy­bija­nym-szep­tem-de­likat­nym-lecz-słyszanym-pro­mieniem-światła-liżącym-twarze-ś­dami-stóp-na ciepłym
papużkachciałabymbyćto­nemwy­bija­nymszep­temde­likat­nymleczsłyszanympro­mieniemświatłaliżącymtwarześla­damistópna ciepłymbulwarzemok­rympo­ran­kiembudzącymptakiwiat­remktóryprze­cierasweszlakiszu­membiegnącympo blis­kiejłącega­sićza­palaćcodzien­niesłońcegdymniezab­raknietaknaprawdęchciałabymzais­tniećw tobiechciałabym byćbyć to­nemto­nem wy­bija­nymwy­bija­nym szep­temszep­tem de­likat­nymde­likat­nym leczlecz słyszanymsłyszanym pro­mieniempro­mieniem światłaświatła liżącymliżącym twarzetwarze śla­damiśla­dami stópstóp na ciepłymna ciepłym bulwarzebulwarze mok­rymmok­rym po­ran­kiempo­ran­kiem budzącymbudzącym ptakiptaki wiat­remwiat­rem któryktóry prze­cieraprze­ciera sweswe szlakiszlaki szu­memszu­mem biegnącymbiegnącym po blis­kiejpo blis­kiej łącełące ga­sićga­sić za­palaćza­palać codzien­niecodzien­nie słońcegdy mniemnie zab­rakniezab­raknie taktak naprawdęnaprawdę chciałabymchciałabym zais­tniećzais­tnieć w tobiechciałabym być to­nembyć to­nem wy­bija­nymto­nem wy­bija­nym szep­temwy­bija­nym szep­tem de­likat­nymszep­tem de­likat­nym leczde­likat­nym lecz słyszanymlecz słyszanym pro­mieniemsłyszanym pro­mieniem światłapro­mieniem światła liżącymświatła liżącym twarzeliżącym twarze śla­damitwarze śla­dami stópśla­dami stóp na ciepłymstóp na ciepłym bulwarzena ciepłym bulwarze mok­rymbulwarze mok­rym po­ran­kiemmok­rym po­ran­kiem budzącympo­ran­kiem budzącym ptakibudzącym ptaki wiat­remptaki wiat­rem którywiat­rem który prze­cieraktóry prze­ciera sweprze­ciera swe szlakiswe szlaki szu­memszlaki szu­mem biegnącymszu­mem biegnącym po blis­kiejbiegnącym po blis­kiej łącepo blis­kiej łące ga­sićłące ga­sić za­palaćga­sić za­palać codzien­nieza­palać codzien­nie słońcesłońce a gdya gdy mniegdy mnie zab­rakniemnie zab­raknie takzab­raknie tak naprawdętak naprawdę chciałabymnaprawdę chciałabym zais­tniećchciałabym zais­tnieć w tobie

Chciałabym przy to­bie być z każdą chwilą łapać od­dech twój za ok­nem ciem­no już chciałabym od­dychać tak by za­pach twój zaw­sze czuć za ok­nem chłod­no już chciałabym blis­ko być per­fum twoich czuć smak za ok­nem świ­ta już chciałabym zno­wu spać bo bez­senność go­ni mnie za ok­nem po­ranek już za­mykam oczy sen go­ni mnie chciałabym... przy ok­nie dziew­czę śpi.Dla nich jes­tem tyl­ko re­lik­tem z przeszłości który chcą wy­mazać! Więc dlacze­go po­winienem wciąż is­tnieć? Myślałem nad tym, lecz nie mogłem zna­leźć od­po­wie­dzi. Ale każdy pot­rze­buje po­wodu do życia. W prze­ciw­nym wy­pad­ku to tak sa­mo, jak­by być martwym. -Gaara cu­dow­nie znów cisza i spokój chłod­ny po­wiew wiat­ru i nikt mnie nie go­ni ja mam to co być miało po­ran­ki by­wają piękne cza­sami jeszcze po­myśle dob­rze pa­miętam tam­ten szum wiat­ru nie za­pomnę nig­dy tych kłosów na po­lu szu­mu rze­ki w po­ran­ku i twej bliskości A tak to ona od­chodzi najszybciej Zacza­ruj mnie jeszcze raz. Zam­knij w dłoni i na­daj imię, kto­rym zbudzisz następne­go dnia i spra­wisz że dzień ten nie minie. I otul mgłą ra­mion, poz­bieraj łzy. Zer­wij kaj­da­ny wspomnień. Zmęczo­nym no­gom zab­rakło sił by pójść - Ty mnie uwolnij. Zos­tawmy tam­te po­ran­ki i dni, gdy nas nap­rawdę nie było. Po­tem wyszep­taj do ucha mi, że te­raz to już na pew­no miłość...Ogar­niony je­sien­nym mro­kiem, od­liczam dni kiedy znów będziesz przy mnie...Ok­ry­wam się wspom­nieniem tych chwil, które prze­minęły...Bo tyś moją muzą, dla której war­to żyć...I na­dejdą nasze wspólne po­ran­ki, prze­pel­nione blas­kiem i ra­dością...Lecz te­raz?...Te­raz smut­no mi Czymże jest Miłość? Ulot­nym westchnieniem warg krwiście czerwonych po po­całun­kach Kochan­ka zmysłowych... Do­tykiem Je­go palców, gdy le­niwie błądzi po moim bez­wstyd­nie na­gim ciele... Uważnym jest spojrzeniem... Spot­ka­niem naszych dłoni i ty­mi rysami co zos­ta­wiam na Je­go grzbiecie- żywy­mi śla­dami naszej po­ran­nej rozkoszy w miękkiej pościeli... A bra­tem jej Szczęście, mo­je no­si Two­je imię Uśmie­cham się do Ciebie