Choćbym chciał, to co bym chciał I no gdy­bym już miał, to co bym miał I smu­tek mój za­kopałbym przed upadkami Lecz od cza­su do cza­su pod­le­wałbym łzami I ra­dość kiełkującą roz­da­wałbym wokół To­bym i tak ja­koś dziw­nie i ni­jak się czół To przez to, że jes­teś lecz Ciebie nie ma Wten­czas, gdy nie by­wałaś, a bywałaś To mo­ja dusza nie do­tykała zim­ne­go dna Wie­działem też, że nie znałaś lecz kochałaś  


choćbym-chciał-to co bym-chciał-i-no gdy­bym-już-miał-to co bym-miał-i-smu­tek-mój-za­kopałbym-przed-upadkami-lecz-od cza­su
m44gchoćbymchciałto co bymchciałno gdy­bymjużmiałmiałsmu­tekmójza­kopałbymprzedupadkamileczod cza­sudo cza­supod­le­wałbymłzamira­dośćkiełkującąroz­da­wałbymwokółto­bymi takja­kośdziw­niei ni­jak sięczółtoprzeztoże jes­teśleczciebienie mawten­czasgdynie by­wałaśa bywałaśmo­jaduszanie do­tykałazim­ne­godnawie­działemteżże nie znałaśkochałaś choćbym chciałto co bym chciałchciał ii no gdy­bymno gdy­bym jużjuż miałto co bym miałmiał ii smu­teksmu­tek mójmój za­kopałbymza­kopałbym przedprzed upadkamiupadkami leczlecz od cza­suod cza­su do cza­sudo cza­su pod­le­wałbympod­le­wałbym łzamiłzami ii ra­dośćra­dość kiełkującąkiełkującą roz­da­wałbymroz­da­wałbym wokółwokół to­bymto­bym i taki tak ja­kośja­koś dziw­niedziw­nie i ni­jak sięi ni­jak się czółże jes­teś leczlecz ciebieciebie nie manie ma wten­czasgdy nie by­wałaśmo­ja duszadusza nie do­tykałanie do­tykała zim­ne­gozim­ne­go dnadna wie­działemwie­działem teżże nie znałaś leczlecz kochałaśkochałaś  to co bym chciał ichciał i no gdy­bymi no gdy­bym jużno gdy­bym już miałto co bym miał imiał i smu­teki smu­tek mójsmu­tek mój za­kopałbymmój za­kopałbym przedza­kopałbym przed upadkamiprzed upadkami leczupadkami lecz od cza­sulecz od cza­su do cza­suod cza­su do cza­su pod­le­wałbymdo cza­su pod­le­wałbym łzamipod­le­wałbym łzami iłzami i ra­dośći ra­dość kiełkującąra­dość kiełkującą roz­da­wałbymkiełkującą roz­da­wałbym wokółroz­da­wałbym wokół to­bymwokół to­bym i takto­bym i tak ja­kośi tak ja­koś dziw­nieja­koś dziw­nie i ni­jak siędziw­nie i ni­jak się czółczół to przezże jes­teś lecz ciebielecz ciebie nie maciebie nie ma wten­czasa bywałaś to mo­jamo­ja dusza nie do­tykaładusza nie do­tykała zim­ne­gonie do­tykała zim­ne­go dnazim­ne­go dna wie­działemdna wie­działem teżże nie znałaś lecz kochałaślecz kochałaś  

Gdy­bym też miał dar pro­roko­wania i znał wszys­tkie ta­jem­ni­ce, i po­siadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry prze­nosił, a miłości bym nie miał - byłbym niczym.Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał - byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje /. . . /. .Gdy­bym tyl­ko mógł. Wzle­ciał bym po­nad chmury. Gdy­bym spłacił swój dług. Podzi­wiał bym do­liny i góry. Ale nie mogę. Tkwię tu uwięziony. Czuję Bo­ga trwogę. Choć na­dal jes­tem natchniony. On poz­wa­la mi tworzyć. Da­je spokój i skupienie. Aby z roz­rzu­conych słów ułożyć. Coś sen­sowne­go, bym poczuł swe istnienie..Gdy­bym mówił języ­kami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca al­bo cym­bał brzmiący.Jut­ro twe osiem­naste urodziny. Nig­dy nie znałem jeszcze ta­kiej dziewczyny. Ja pragnę z Tobą spędzić resztę życia i nig­dy więcej już nie wra­cać do picia. Cze­mu wciąż py­tasz mnie czy ja Cię kocham, gdy prze­cież dob­rze wiesz, że TAK, że TAK!? Gdy­bym nie kochał to bym z Tobą nie był i bym nie pi­sał i nie śpiewał tak :  Naj­le­piej by było, gdy­bym nie miała wyglądu. Jak czar­noksiężnik z krainy Oz. Każdy go widział inaczej, każdy go widział jak chciał. My też pat­rzy­my na in­nych przez pryz­mat se­tek, mi­lionów rzeczy, wspom­nień, przeżyć, przy­piętych łatek. Cza­sami łat­ki przesłaniają osoby. Dob­rze jest mi ja­ko ob­serwa­toro­wi, a do te­go nie pot­rze­ba wyglądu.