Cichym szep­tem na­wiązała się namiętność. I do­tykiem codzien­ności zgasł płomień pożąda­nia, co ku niebu wzla­tywał, by po­tem spaść ... w prze­paść wchodzących westchnień 


cichym-szep­tem-na­wiązała ę-namiętność-i-do­tykiem-codzien­noś-zgasł-płomień-pożąda­nia-co-ku niebu-wzla­tywał-by po­tem
kamilka_509cichymszep­temna­wiązała sięnamiętnośćdo­tykiemcodzien­nościzgasłpłomieńpożąda­niacoku niebuwzla­tywałby po­temspaśćprze­paśćwchodzącychwestchnień cichym szep­temszep­tem na­wiązała sięna­wiązała się namiętnośći do­tykiemdo­tykiem codzien­nościcodzien­ności zgasłzgasł płomieńpłomień pożąda­niaco ku niebuku niebu wzla­tywałby po­tem spaśćspaśćw prze­paśćprze­paść wchodzącychwchodzących westchnień cichym szep­tem na­wiązała sięszep­tem na­wiązała się namiętnośći do­tykiem codzien­noścido­tykiem codzien­ności zgasłcodzien­ności zgasł płomieńzgasł płomień pożąda­niaco ku niebu wzla­tywałby po­tem spaśćspaść ww prze­paśćw prze­paść wchodzącychprze­paść wchodzących westchnień 

Śli­na im nie wys­tar­czała więc żeby poskromić to co wy­dawało się niespokojne pot­rze­bowa­li krwi Do­tykiem szorstkim i tak zwierzęcym ra­nili się przyjemnie a czas rozniecił płomień gangreny niebez­pie­cznie szybko gdy krew wędrowała tam i z pow­ro­tem Prze­dos­ta­li się przez grubą warstwę strachu żeby potem uk­ryć się za pięknym płaszczem z dymu roz­puszczając się wzajemnie Tam gdzie po­wiet­rze zmienia barwę wszys­tkiego, życie przepływa, jak­by było szep­tem, jak gdy­by było tyl­ko szep­tem życia...By­wają myśli i praw­dy złote o treści mglistej Są i te prak­tyczne z codzien­ności o oczy­wis­tości oczywistej Ko­bieto drap i pieść swo­jemu mężczyźnie fałdki na mosznie Niech wieczór je­go ra­dośnie mi­ja w błogości rozkosznej A po­tem świ­tem to dla was gwiaz­dy i księżyc zgod­nie bledną Mężczyz­no scho­waj pis­to­let we wnętrzu ko­biety i bądźcie jedno Pra­wie codzien­nie jes­tem w szkole Niena­widzę tam być. Pra­wie codzien­nie jes­tem w domu Niena­widzę tam wracać Pra­wie codzien­nie jes­tem wśród ludzi Niena­widzę ich. Mam jed­no miej­sce, do które­go lu­bię wra­cać - mój azyl. Mam jedną osobę, którą kocham - mój przyjaciel. Ale... Na dru­gim końcu świata...Kręcę się na fo­telu biurowym Na ta­nim fo­telu, metalowym Sza­leńcze żądze całkiem pier­wotne Za­raz złamie ołówek, kar­tkę pot­ne Jes­tem strachem dla świata Jes­tem prze­syco­ne wcielo­ne zło Jes­tem urzędni­kiem, jam jest biurokrata Za my­mi ple­cami, re­gula­min i godło Jes­tem dla pe­tentów gor­szy od ka­ta Urzędnik to ja, wo­da, co skałę drąży Do zab­lo­kowa­nia Twych marzeń dąży  Noc roz­sy­pała gwiaz­dy na niebie dwie is­kry płomien­ny ta­niec zaczyna wiatr w pościeli fa­luje i kwiat lo­tosu rozchyla us­ta­mi gładź ra­mion jedwab zwie­dzaj każdy zakamarek drżenie przy­jem­nie przeszywa myśli krzyczą osza­lałe