człowiek w tłumie znika jak wszys­tko przemija roz­waża dob­re i gor­sze chwile prag­nie móc zat­rzy­mać co rozpłynęło w przestrzeń wdycha po­wiet­rze może połknie szczęście nie będzie wciąż pod prąd prze­ciśnie przez ucho igielne życiem mu­si uporać świado­my fi­niszu wyścigu by umierać nie było szkoda Krys­ty­na A.Sz. 07.05.2016r.


człowiek-w tłumie-znika-jak-wszys­tko-przemija-roz­waża-dob­re-i gor­sze-chwile-prag­nie-móc-zat­rzy­ć-co rozpłynęło-w przestrzeń
krystaczłowiekw tłumieznikajakwszys­tkoprzemijaroz­ważadob­rei gor­szechwileprag­niemóczat­rzy­maćco rozpłynęłow przestrzeńwdychapo­wiet­rzemożepołknieszczęścieniebędziewciążpodprądprze­ciśnieprzezuchoigielneżyciemmu­siuporaćświado­myfi­niszuwyścigubyumieraćnie byłoszkodakrys­ty­naasz07052016rczłowiek w tłumiew tłumie znikaznika jakjak wszys­tkowszys­tko przemijaprzemija roz­ważaroz­waża dob­redob­re i gor­szei gor­sze chwilechwile prag­nieprag­nie mócmóc zat­rzy­maćzat­rzy­mać co rozpłynęłoco rozpłynęło w przestrzeńw przestrzeń wdychawdycha po­wiet­rzepo­wiet­rze możemoże połkniepołknie szczęścieszczęście nienie będziebędzie wciążwciąż podpod prądprąd prze­ciśnieprze­ciśnie przezprzez uchoucho igielneigielne życiemżyciem mu­simu­si uporaćuporać świado­myświado­my fi­niszufi­niszu wyściguwyścigu byby umieraćumierać nie byłonie było szkodaszkoda krys­ty­naczłowiek w tłumie znikaw tłumie znika jakznika jak wszys­tkojak wszys­tko przemijawszys­tko przemija roz­ważaprzemija roz­waża dob­reroz­waża dob­re i gor­szedob­re i gor­sze chwilei gor­sze chwile prag­niechwile prag­nie mócprag­nie móc zat­rzy­maćmóc zat­rzy­mać co rozpłynęłozat­rzy­mać co rozpłynęło w przestrzeńco rozpłynęło w przestrzeń wdychaw przestrzeń wdycha po­wiet­rzewdycha po­wiet­rze możepo­wiet­rze może połkniemoże połknie szczęściepołknie szczęście nieszczęście nie będzienie będzie wciążbędzie wciąż podwciąż pod prądpod prąd prze­ciśnieprąd prze­ciśnie przezprze­ciśnie przez uchoprzez ucho igielneucho igielne życiemigielne życiem mu­siżyciem mu­si uporaćmu­si uporać świado­myuporać świado­my fi­niszuświado­my fi­niszu wyścigufi­niszu wyścigu bywyścigu by umieraćby umierać nie byłoumierać nie było szkodanie było szkoda krys­ty­na

Jak naz­wać ten stan, gdy wszys­tko wy­pada Ci z rąk, wszys­tko, co jest dla Ciebie naj­ważniej­sze, co ut­rzy­muje Cię przy życiu i za co mógłbyś je od­dać? Jak naz­wać pro­ces, który zachodzi między Na­mi, a które­mu ja nie umiem zapobiec? Jak Cię zat­rzy­mać? Jak mil­czeć, by nie bo­lało? Jak mówić, by nieść ukojenie? Bez­radność? Bez­radność, to za małe słowo.Coś przeszło obok, skrzydłami musnęło. Wplotło się w słowo i cicho zniknęło. Przez chwilę ta blis­kość pus­tkę oddaliła. Od­dałabym wszys­tko, by nie odchodziła… Od­dałabym życie, by zat­rzy­mać to drżenie. Tu­pię, płaczę i krzyczę, ro­bi się ciemniej… Coś po­ruszyło powietrze i szep­tem przeszło. Było no­we i ta­kie pierwsze. Błagałam. Ale… Odeszło… Wiesz, co naj­gor­sze­go ko­biecie może zro­bić za­kocha­ny w niej z wza­jem­nością mężczyz­na? Pot­rakto­wać jak to­war, który za­pew­nia mu mak­si­mum roz­koszy, który może wy­korzys­tać, by po­now­nie ot­rzy­mać to, cze­go so­bie zażyczy. I nie ważne, czy ona te­go chce, liczy się egois­tyczne męskie prag­nienie, zwierzęca żądza, która nie zno­si sprze­ciwu. ------------------------------------- nie, nie jes­tem feministką.Zdu­miewające, jak kap­ryśny pot­ra­fi być czas. Niecier­pli­wi się i pędzi, kiedy chciałbyś każdą chwilę zat­rzy­mać na zaw­sze, a roz­ciąga się złośli­wie, gdy nie po­zos­ta­je nic prócz czekania.Pod­chodzisz, daj­my na to, do człowieka i mówisz: – Jak le­ci, Joe? A on ci na to: – Świet­nie, świet­nie, le­piej być nie może. – A ty pat­rzysz mu w oczy i widzisz prze­cież, że trud­no o gorzej. Jak się tak dob­rze przyj­rzeć, wszys­tkim układa się par­szy­wie, wszys­tkim bez wyjątku. Z cze­go psia mać, wniosek, że człowieko­wi nic nie jest w sta­nie pomóc.Zwie­rza­nie się dru­giemu człowieko­wi jest w grun­cie rzeczy jak gra, w której al­bo wszys­tko się przeg­ry­wa, al­bo wyg­ry­wa. Ten dru­gi jest zaw­sze prze­ciw­ni­kiem i dokład­nie tak na­leży go trak­to­wać. Żaden gracz nie kładzie od­kry­tych kart na sto­le. Trzy­ma je w dłoni i wy­biera, które wyrzu­cić pier­wsze, a które zat­rzy­mać do końca.