Cza­sem chciałabym, żeby mo­je słowa i działania były jak wy­mie­rzo­ny po­liczek lub bat. Chcę uderzyć ludzi w twarz, aby dos­trzeg­li na je­den dzień to, co ja widzę codzien­nie udzielając po­mocy ubogim.


cza­sem-chciałabym-żeby-mo­-słowa-i działania-były-jak wy­mie­rzo­ny-po­liczek-lub-bat-chcę uderzyć-ludzi-w twarz-aby ­trzeg­li
eva perón (evita)cza­semchciałabymżebymo­jesłowai działaniabyłyjak wy­mie­rzo­nypo­liczeklubbatchcę uderzyćludziw twarzaby dos­trzeg­lina je­dendzieńtoco ja widzęcodzien­nieudzielającpo­mocyubogimcza­sem chciałabymżeby mo­jemo­je słowasłowa i działaniai działania byłybyły jak wy­mie­rzo­nyjak wy­mie­rzo­ny po­liczekpo­liczek lublub batchcę uderzyć ludziludzi w twarzaby dos­trzeg­li na je­denna je­den dzieńco ja widzę codzien­niecodzien­nie udzielającudzielając po­mocypo­mocy ubogimżeby mo­je słowamo­je słowa i działaniasłowa i działania byłyi działania były jak wy­mie­rzo­nybyły jak wy­mie­rzo­ny po­liczekjak wy­mie­rzo­ny po­liczek lubpo­liczek lub batchcę uderzyć ludzi w twarzaby dos­trzeg­li na je­den dzieńco ja widzę codzien­nie udzielająccodzien­nie udzielając po­mocyudzielając po­mocy ubogim

Dręczy mnie smu­tek no­cy let­niej Su­ma wszys­tkich nieuda­nych kroków Chciałabym móc przeżyć to wszys­tko le­piej Nie chce lądo­wać już w rynsztoku Po­woli tracę re­zon, widzę tyl­ko czerń Chwy­tam się słów jak­by miały mnie ocalić Każda ko­lej­na noc jak każdy no­wy dzień Życia pęd za­mie­rza mnie za­bić Ko­lej­ny raz mnie bo­li Widzę to obojętnie Za­dufa­na pa­ni swej wo­li Swój strach cho­wa skrzętnie Po­gar­da to po­liczek wy­mie­rzo­ny na odległość.Plot­ka to naj­dot­kliw­sza bron. Cza­sem uzy­wana nies­wiado­mie, cza­sem per­fidnie, cza­sem z zaz­dros­ci, a cza­sem ze wspol­czu­cia. Cza­sem z mi­los­ci, cza­sem z niena­wis­ci. ZAW­SZE jed­nak zabija.Chodzi mi o to, aby język giętki Po­wie­dział wszys­tko, co po­myśli głowa: A cza­sem był jak piorun jas­ny, prędki, A cza­sem smut­ny ja­ko pieśń stepowa, A cza­sem ja­ko skar­ga nim­fy miętki, A cza­sem piękny jak aniołów mowa... Aby prze­leciał wszys­tka ducha skrzydłem. Stro­fa być win­na tak­tem, nie wędzidłem.Po­zos­tał je­den dzień mniej do przeżycia. Cza­sem myślę, że to dob­rze, cza­sem, że źle, ale naj­gorzej jest, gdy jest mi to całkiem obojętne.Płat­ki śniegu lek­ko opadając szep­tały swe słowa Mroźny po­ranek przy­witał nas teraz skry­wając swój wzrok Byśmy nie widzieli jak bar­dzo bo­les­ny jest sam je­go widok Trze­pot skrzy­deł gdzieś w przes­tworza uniósł tamtą pieśń Jeszcze pa­miętam twoją twarz tak jak wte­dy przez mgłę na­dal cza­sem cię widzę