Cza­sem praw­dzi­wa miłość ujaw­nia się do­piero wte­dy, gdy nie wszys­tko do końca się rozumie.


cza­sem-praw­dzi­wa-miłość-ujaw­nia ę-do­piero-wte­dy-gdy-nie wszys­tko-do końca ę-rozumie
janusz leon wiśniewskicza­sempraw­dzi­wamiłośćujaw­nia siędo­pierowte­dygdynie wszys­tkodo końca sięrozumiecza­sem praw­dzi­wapraw­dzi­wa miłośćmiłość ujaw­nia sięujaw­nia się do­pierodo­piero wte­dygdy nie wszys­tkonie wszys­tko do końca siędo końca się rozumiecza­sem praw­dzi­wa miłośćpraw­dzi­wa miłość ujaw­nia sięmiłość ujaw­nia się do­pieroujaw­nia się do­piero wte­dygdy nie wszys­tko do końca sięnie wszys­tko do końca się rozumiecza­sem praw­dzi­wa miłość ujaw­nia siępraw­dzi­wa miłość ujaw­nia się do­pieromiłość ujaw­nia się do­piero wte­dygdy nie wszys­tko do końca się rozumiecza­sem praw­dzi­wa miłość ujaw­nia się do­pieropraw­dzi­wa miłość ujaw­nia się do­piero wte­dy

W mo­men­cie, gdy zgasną już wszys­tkie gwiaz­dy, przes­tanę wie­rzyć w Księżyc, a Słońce nie będzie przy­pomi­nało już o wspólnych zacho­dach, do­piero wte­dy będę w sta­nie poczuć, że wszys­tko, co się wy­darzyło nie ma już żad­ne­go znacze­nia. Że ta podróż skończyła się już na zawsze.Kiedy wy­daje się, że wszys­tko się skończyło, wte­dy do­piero wszys­tko się zaczyna.Chodzi mi o to, aby język giętki Po­wie­dział wszys­tko, co po­myśli głowa: A cza­sem był jak piorun jas­ny, prędki, A cza­sem smut­ny ja­ko pieśń stepowa, A cza­sem ja­ko skar­ga nim­fy miętki, A cza­sem piękny jak aniołów mowa... Aby prze­leciał wszys­tka ducha skrzydłem. Stro­fa być win­na tak­tem, nie wędzidłem.Praw­dzi­we kochać nie znaczy z pożąda­nia a wyłącznie wte­dy, gdy znaj­du­je się po­rozu­mienie Ro­zumu z Sercem.I chy­ba wciąż uświada­miam so­bie ja­kie to wszys­tko sta­je się is­totne. Roz­mo­wa, po­tok słów, uczu­cia, mówienia o uczu­ciach i wzrok... cza­sem przeszy­wający, cza­sem szcze­ry i bo­les­ny, cza­sem są to po pros­tu ciepłe oczy, które pomagają.Chęć pos­ma­kowa­nia mydła jest porówny­wal­nym błędem do wkłada­nia w us­ta kłamstw. Za­nim się zo­rien­tu­jesz zacznie się pienić, mienić i mnożyć aż w końcu stra­cisz całko­witą kon­trolę nad tym, co dzieje się w two­jej ja­mie ustnej. Iro­nią owej sy­tuac­ji jest jej za­kończe­nie, gdyż naj­większe zażeno­wanie własną głupotą i za­razem og­romną ulgę poczu­jesz do­piero wte­dy, gdy Ci to wszys­tko zacznie wychodzić uszami.