Cze­kałem wraz z in­ny­mi na nor­malność i długo przyszło nam cze­kać. Reszta cze­kała wciąż, jak­by na cud. I by­li źli, i złości­li się, bo nie nad­szedł. By­li źli na prze­ciętność, na niemożli­wość zdarze­nia się cudu.


cze­kałem-wraz-z in­ny­mi-na nor­malność-i długo-przyszło-nam-cze­kać-reszta cze­kała-wciąż-jak­by-na cud-i by­li-źli
myarczicze­kałemwrazz in­ny­mina nor­malnośći długoprzyszłonamcze­kaćreszta cze­kaławciążjak­byna cudi by­liźlii złości­lisiębo nie nad­szedłby­li źlina prze­ciętnośćna niemożli­wośćzdarze­nia sięcuducze­kałem wrazwraz z in­ny­miz in­ny­mi na nor­malnośćna nor­malność i długoi długo przyszłoprzyszło namnam cze­kaćreszta cze­kała wciążjak­by na cudi by­li źlii złości­li sięby­li źli na prze­ciętnośćna niemożli­wość zdarze­nia sięzdarze­nia się cuducze­kałem wraz z in­ny­miwraz z in­ny­mi na nor­malnośćz in­ny­mi na nor­malność i długona nor­malność i długo przyszłoi długo przyszło namprzyszło nam cze­kaćna niemożli­wość zdarze­nia się cudu

choć byś odszedł.. będę cze­kać tu... jak wier­ny duch....... będę cze­kać tu... przez wiek cały... będę cze­kać tu... proszę za­pamiętaj że nie uciek­niesz mi już, na­wet w prze snu bo ja do końca będę cze­kać tu !!! Ohh... ile bym dała by przeżyć miłość. Lecz muszę cze­kać, cze­kać aż sa­ma mnie odnajdze. Nie wol­no pos­pie­szać miłości! Cier­pli­wość zro­bi swoje.Biegniemy... Sci­gamy się... Tyl­ko, że w tym wyści­gu czas nie gra ro­li, liczy się to na co przyszło nam cze­kać, bez uwzględnienia liczby nie przes­pa­nych no­cy,wypłaka­nych łez, sa­mot­nych wschodów słońca i opa­dających wraz ze smut­kiem pożółkłych je­sienią liści...Bar­dzo przy­jem­nie cze­kać na jakąś pa­nią. Właśnie cze­kać jest chy­ba najprzyjemniej.Będę tu cze­kać dopóki pro­mienie słońca zwiędną Będę tu cze­kać nim z drzew liście spadną set­ny raz Bo mogę cze­kać tu na ciebie na­wet set­ki lat Lilu Wie­czo­rem wciaz za­tapiam sie w mil­cze­niu cze­kajac na twoj je­den gest ,do­tyk ,po­calu­nek sa­ma te­go nie ro­bię bo bo­je sie od­tra­cenia .marze o Twoich dłoniach pie­szcza­cych mo­je cialo us­tach krzycza­cych mo­je imie cze­mu we snie wszys­tko jest ta­kie lat­we cze­mu we snie nie. Ma ciebie jest on ten kto­rego sie nie wstydze, nie bo­je od­rzu­cenia bo wiem cze­go prag­ne i spel­niam praagnienia