Cze­kasz aż ru­mieńców nabiorą brze­mien­ne pełne pożądaniem to fa­lują to wznoszą się by za chwilę płonąć więc uwol­nij nocą księżyc niech mi włosy roz­czesze kwieciście prag­nieniu niech poz­wo­li zapłonąć a gdy czas prag­nienia nadejdzie uniesie w sen spokojny za ok­nem noc szara słońce prze­myka się po twarzach chmu­ry opuszczają spódnice gwiaz­dy bledną nad­chodzi świt nad­szedł ko­niec mo­jej tułaczki tyl­ko czar­ny kruk, gdzieś znów kracze. ...


cze­kasz-aż ru­mieńców-nabiorą-brze­mien­ne-pełne-pożądaniem-to-fa­lują-to wznoszą ę-by-za chwilę-płonąć-więc-uwol­nij-nocą
czarna mambacze­kaszaż ru­mieńcównabiorąbrze­mien­nepełnepożądaniemtofa­lująto wznoszą siębyza chwilępłonąćwięcuwol­nijnocąksiężycniechmi włosyroz­czeszekwieciścieprag­nieniupoz­wo­lizapłonąćgdyczasprag­nienianadejdzieuniesiew senspokojnyzaok­nemnocszarasłońceprze­myka siępo twarzachchmu­ryopuszczająspódnicegwiaz­dyblednąnad­chodziświtnad­szedłko­niecmo­jejtułaczkityl­koczar­nykrukgdzieśznówkraczepełenbałagan cze­kasz aż ru­mieńcóważ ru­mieńców nabiorąnabiorą brze­mien­nebrze­mien­ne pełnepełne pożądaniemfa­lują to wznoszą sięto wznoszą się byby za chwilęza chwilę płonąćpłonąć więcwięc uwol­nijuwol­nij nocąnocą księżycksiężyc niechniech mi włosymi włosy roz­czeszeroz­czesze kwieciściekwieciście prag­nieniuprag­nieniu niechniech poz­wo­lipoz­wo­li zapłonąćgdy czasczas prag­nieniaprag­nienia nadejdzienadejdzie uniesieuniesie w senw sen spokojnyspokojny zaza ok­nemok­nem nocnoc szaraszara słońcesłońce prze­myka sięprze­myka się po twarzachpo twarzach chmu­rychmu­ry opuszczająopuszczają spódnicespódnice gwiaz­dygwiaz­dy blednąbledną nad­chodzinad­chodzi świtświt nad­szedłnad­szedł ko­niecko­niec mo­jejmo­jej tułaczkitułaczki tyl­kotyl­ko czar­nyczar­ny krukgdzieś znówznów kraczecze­kasz aż ru­mieńców nabiorąaż ru­mieńców nabiorą brze­mien­nenabiorą brze­mien­ne pełnebrze­mien­ne pełne pożądaniempożądaniem to fa­lująfa­lują to wznoszą się byto wznoszą się by za chwilęby za chwilę płonąćza chwilę płonąć więcpłonąć więc uwol­nijwięc uwol­nij nocąuwol­nij nocą księżycnocą księżyc niechksiężyc niech mi włosyniech mi włosy roz­czeszemi włosy roz­czesze kwieciścieroz­czesze kwieciście prag­nieniukwieciście prag­nieniu niechprag­nieniu niech poz­wo­liniech poz­wo­li zapłonąćzapłonąć a gdya gdy czasgdy czas prag­nieniaczas prag­nienia nadejdzieprag­nienia nadejdzie uniesienadejdzie uniesie w senuniesie w sen spokojnyw sen spokojny zaspokojny za ok­nemza ok­nem nocok­nem noc szaranoc szara słońceszara słońce prze­myka sięsłońce prze­myka się po twarzachprze­myka się po twarzach chmu­rypo twarzach chmu­ry opuszczająchmu­ry opuszczają spódniceopuszczają spódnice gwiaz­dyspódnice gwiaz­dy blednągwiaz­dy bledną nad­chodzibledną nad­chodzi świtnad­chodzi świt nad­szedłświt nad­szedł ko­niecnad­szedł ko­niec mo­jejko­niec mo­jej tułaczkimo­jej tułaczki tyl­kotułaczki tyl­ko czar­nytyl­ko czar­ny krukgdzieś znów kracze

Całuję us­ta i szyję - marząc, że to pier­si twoje. Całuję ramiona - śniąc o udach twoich. Całuję łono - tu śnić nie chcę wcale. Tu roz­pa­lić zmysły two­je chcę. Niech fa­la gorąca twe ciało zaleje. Niech płomieniem bucha ak­sa­mit­na róża. Drżyj, prag­nieniem wielkim. Prag­nij drżenia jeszcze. Prag­nij mej ochoty, zechciej też pieszczoty. Zechciej się zapomnieć, złączyć w jed­no, ciała. Wspólnie drżeć przez chwilę, ułamek tak krótki, co by­wa wiecznością.Wzrusze­ni świet­listą chwilą, roz­grzesza­my się w so­bie, czy­tamy pal­ca­mi nasze ciała, nieokiełzna­nym gorącem od­dechu wy­pełniamy noc, jak­by kończył się świat. Na­wet sen­ny Księżyc, niemy świadek naszych westchnień, słucha nasze­go szczęścia, brze­mien­ne­go w miłość. A ty, o całe jut­ro, prag­nij mnie więcej i os­wa­jaj sobą.Prag­nij mnie prag­nij mnie tu... na­tychmiast  tak jak wiesz, że te­go pragnę z sze­roko roz­warty­mi marzeniami... prag­nij mnie w cen­trum i po za nim kil­ka ra­zy prag­nij mnie trzy­mać za rękę prag­nij mnie pro­wadzić przez życie prag­nij ciągle szep­tac mo­je imię...Czas za­myka oczy ale ot­wiera nam ser­ca , zwłaszcza czer­wco­wymi wie­czo­rami . Bez­sze­les­tny uczuć mor­derca , spra­wia, że znów czu­jemy się sa­mi . Mam na to elik­sir, śro­dek za­rad­czy , księżyc, wiatr i gwiaz­dy mie­szkańcy nieba. Ku ciepłemu płomieniu kieruj swe oczy , z pom­ru­kiem ko­cim o 4 nad ra­nem powróci nadzieja.Dróg prze­bytych za­pom­nienia nad­szedł czas! Chce wy­jechać i za­pom­nieć ,bo to wszys­tko poszło w las! Mo­je życie i Ci ludzie których poz­nał nag­le świat,to po­rażka pięknych chwil,które długo będą w nas! Bartłomiej Van Kalisz Nie dla zjed­nocze­nia z Ziemią, nie dla spogląda­nia na Słońce, nic nie ro­bić, nie oglądać się za plecy, tyl­ko biec przed siebie. Lochy tam na wzgórzu, Słońce w jed­nej z cel, Słońce żeg­na się z nami, me­dyk głosi na­dejście Nocy, zbliża się Noc. Księżyc spływa krwią, czer­wo­ne światło Nocy, za­mor­do­wany leży we krwi Dzień, we włas­nej krwi, siłą zdo­byta korona, nas­tała Noc, jed­no kończy się, dru­giego nad­szedł czas, ko­rona we krwi na głowie Królo­wej Nocy.