Dłonie - wskazówki zegara, od­mie­rzają dni samotne. Błądzą gdzieś po pus­tych ścianach, waląc w wi­doki za oknem. Us­ta są jak pa­miętni­ki, co krzyczą, ale po cichu, że było się kimś, a jest nikim. Ich kar­tki giną na strychu. Oczy są jak fotografie. Piękne, choć mar­twe i puste, co do al­bu­mu nie trafią. Nig­dy nie staną się jutrem...


dłonie- wskazówki-zegara-od­mie­rzają-dni-samotne-błądzą-gdzieś-po pus­tych-ścianach-waląc-w wi­doki-za oknem-us­
alfa centauridłonie wskazówkizegaraod­mie­rzajądnisamotnebłądzągdzieśpo pus­tychścianachwalącw wi­dokiza oknemus­tasą jak pa­miętni­kicokrzycząalepo cichużebyło siękimśa jest nikimichkar­tkiginąna strychuoczysą jak fotografiepięknechoćmar­twei pustedo al­bu­munie trafiąnig­dynie staną sięjutrem wskazówki zegaraod­mie­rzają dnidni samotnebłądzą gdzieśgdzieś po pus­tychpo pus­tych ścianachwaląc w wi­dokiw wi­doki za oknemus­ta są jak pa­miętni­kico krzycząale po cichuże było siębyło się kimśich kar­tkikar­tki ginąginą na strychuoczy są jak fotografiechoć mar­twemar­twe i pusteco do al­bu­mudo al­bu­mu nie trafiąnig­dy nie staną sięnie staną się jutremod­mie­rzają dni samotnebłądzą gdzieś po pus­tychgdzieś po pus­tych ścianachwaląc w wi­doki za oknemże było się kimśich kar­tki ginąkar­tki giną na strychuchoć mar­twe i pusteco do al­bu­mu nie trafiąnig­dy nie staną się jutrem

Cza­sem pa­kuje­my sta­re rzeczy i cho­wamy je na strychu, nig­dy nie za­mie­rzając ich wyj­mo­wać, ale nie pot­ra­fimy się ich poz­być. Pew­nie tak sa­mo jak marzeń.A czym jest pus­ty­nia dla ko­goś kto nig­dy nie zas­ma­kował choć krzty wo­dy, niczym in­nym jak do­mem być nie może, choć na­wet na pus­ty­ni po­jawia się cza­sem wo­da, ja­ko znak, zmiany treści w życiu własnym.Two­je oczy wciąż is­tnieją. Nie wiem, czy prze­pełnione są ja­kim­kolwiek wycze­kiwa­niem, i jakąkol­wiek nadzieją, ale często upar­cie poszu­kują wśród wszys­tkich in­nych właśnie moich, jak­by z nadzieją, że i one gdzieś są. Nie wiem, czy kiedy­kol­wiek od­kryję ta­jem­nicę naszych spoj­rzeń. Ale to nie is­totne. Bo naj­ważniej­sze jest to, że nic, co piękne, w tych oczach się nie zmieniło. I pew­nie nie zmieni.Słów stos, śmiało można przebierać Czyjś głos mówi mi kim mam się stać Niedocze­kanie, nig­dy nie pozdrawiam Szu­mowi­na, sy­nonim od Twe­go imienia Pus­ty, choć w za­sadzie prze­pełniony pychą Two­je set­ki wa­gonów te­raz się wykoleiło Możesz da­lej ciągnąć, lecz już lokomotywą Nie jes­teś, prędzej tym, co stoi za szybą Ot­rzyj mordę, zat­rzy­maj ślinotok Po kos­tki błoto, muł, który wchłania Chłopak jak tom­bak, na szyi homont Pros­tak, płaczący, chciałby żyć zabraniać.-Spójrz mi w oczy. -Masz bar­dzo piękne oczy. -Ale pat­rz na nie inaczej. -Te­raz też są równie piękne jak wcześniej. -To tyl­ko powłoka, spójrz głębiej. -Nie ro­zumiem. -Wiem, mnie nikt nie ro­zumie. Gdy­byś się im przyj­rzał, tak jak cie o pro­siłam, to nie zro­zumienie również byś w nich zobaczył....i może trze­ba przyszłym losom dać się jak ka­mień z gór potoczyć i widzieć świat, jak widzi posąg, co ma ka­mien­ne, mar­twe oczy?