Dla mnie to nic. No­we mil­le­nium, no­wy wiek czy no­wy rok. Dla mnie to jeszcze ko­lej­ny dzień, ko­lej­na noc. Słońce, księżyc, gwiaz­dy po­zos­taną te same.


dla-mnie-to nic-no­we mil­­nium-no­wy-wiek-czy-no­wy-rok-dla mnie-to jeszcze-ko­lej­ny-dzień-ko­lej­na-noc-słoń księżyc
dalajlamadlamnieto nicno­we mil­le­niumno­wywiekczyrokdla mnieto jeszczeko­lej­nydzieńko­lej­nanocsłońce księżycgwiaz­dypo­zos­tanąte samedla mniemnie to nicno­wy wiekwiek czyczy no­wyno­wy rokdla mnie to jeszczeto jeszcze ko­lej­nyko­lej­ny dzieńko­lej­na nocgwiaz­dy po­zos­tanąpo­zos­taną te samedla mnie to nicno­wy wiek czywiek czy no­wyczy no­wy rokdla mnie to jeszcze ko­lej­nyto jeszcze ko­lej­ny dzieńgwiaz­dy po­zos­taną te same

Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same.Za ok­na­mi świt W oczach sen­ny kit Dzień już wstaje Mnie nie staje Ot i przeszła noc Obok leży ona Nocą zawiedziona Obiecałem raje Jed­nak mi nie staje Już ko­lejną noc Wstyd mnie szarpie Rwą mnie harpie Wiek przeminął Or­gan zwinął Zab­rał z sobą moc Tak się zdarza Czas lekarza Ko­lej rzeczy Viag­ra leczy Jeszcze noc­na wróci moc Dręczy mnie smu­tek no­cy let­niej Su­ma wszys­tkich nieuda­nych kroków Chciałabym móc przeżyć to wszys­tko le­piej Nie chce lądo­wać już w rynsztoku Po­woli tracę re­zon, widzę tyl­ko czerń Chwy­tam się słów jak­by miały mnie ocalić Każda ko­lej­na noc jak każdy no­wy dzień Życia pęd za­mie­rza mnie za­bić Ko­lej­ny raz mnie bo­li Widzę to obojętnie Za­dufa­na pa­ni swej wo­li Swój strach cho­wa skrzętnie uciekam tu­taj nie ma dla mnie miejsca tu­taj nie wschodzi dla mnie słońce uciekam pośród kro­pel deszczu w dżdżys­ty dzień prze­de mną długa droga uciekam w tej chwili bez butów i odzienia uciekam tu­taj już dla mnie nic nie ma tyl­ko pustka ciem­na cisza spra­ne bar­wy skur­wiałego życia Jes­teś moją nadzieją Gdy zaszło słońce Na ko­lej­ny dzień Wszys­tkim cze­go mi brak W bez­senną noc Gdy księżyc nie poz­wa­la Od­począć u Mor­feu­sza Kołyszesz mnie do snu Na pus­ty­ni życia Zna­lazłem oazę Gdzie ser­ce Znaj­du­je cień Jes­teś skar­bem Na dnie oceanu I pływasz Gdzie sza­leje sztorm Syn­drom sztokhol­mski Zakładasz kaj­da­ny Bez­pie­czniej być więźniem Niż zos­tać bosmanem Życie, dlacze­go Ty jes­teś ta­kie trud­ne, niep­rze­widy­wal­ne i niepew­ne? Cze­mu nie wys­ta­wiasz dożywot­niej gwa­ran­cji na Miłość, Przy­jaźń, Zdro­wie, Szczęście? Po co tak pędzisz? Czy za ko­lej­nym zakrętem masz dla mnie jakąś miłą nies­podziankę, czy ko­lej­ny raz syp­niesz mi pias­kiem w oczy? Dokądkol­wiek bieg­niesz, wiedz jed­no- chciałabym, byś było choć trochę łatwiejsze…