Do­my starzeją się zdrad­li­wie, sta­rość lęgnie się w nich pokątnie, a po­tem niepos­trzeżenie anek­tu­je ko­lej­ne połacie, sta­rość domów wy­myka się spod kon­tro­li, przes­ta­je być widzial­na dla do­mow­ników, za to po­dej­mo­wani goście czują ją już u pro­gu w smrodzie stęchlizny.


do­my-starzeją ę-zdrad­li­wie-sta­rość-lęgnie ę-w nich-pokątnie-a po­tem-niepos­trzeżenie-anek­­-ko­lej­ne-połacie-sta­rość
wojciech kuczokdo­mystarzeją sięzdrad­li­wiesta­rośćlęgnie sięw nichpokątniea po­temniepos­trzeżenieanek­tu­jeko­lej­nepołaciedomówwy­myka sięspodkon­tro­liprzes­ta­jebyćwidzial­nadlado­mow­nikówza to po­dej­mo­wanigościeczująją jużu pro­guw smrodziestęchliznydo­my starzeją sięstarzeją się zdrad­li­wiesta­rość lęgnie sięlęgnie się w nichw nich pokątniea po­tem niepos­trzeżenieniepos­trzeżenie anek­tu­jeanek­tu­je ko­lej­neko­lej­ne połaciesta­rość domówdomów wy­myka sięwy­myka się spodspod kon­tro­liprzes­ta­je byćbyć widzial­nawidzial­na dladla do­mow­nikówza to po­dej­mo­wani gościegoście czujączują ją jużją już u pro­guu pro­gu w smrodziew smrodzie stęchliznydo­my starzeją się zdrad­li­wiesta­rość lęgnie się w nichlęgnie się w nich pokątniea po­tem niepos­trzeżenie anek­tu­jeniepos­trzeżenie anek­tu­je ko­lej­neanek­tu­je ko­lej­ne połaciesta­rość domów wy­myka siędomów wy­myka się spodwy­myka się spod kon­tro­liprzes­ta­je być widzial­nabyć widzial­na dlawidzial­na dla do­mow­nikówza to po­dej­mo­wani goście czujągoście czują ją jużczują ją już u pro­gują już u pro­gu w smrodzieu pro­gu w smrodzie stęchlizny

Za młodu przew­ra­camy góry. Na sta­rość wyg­rze­buje­my się spod nich.Analizuję wie­czor­ne rozmyślania Księżyc mnie wita Już Słońce wzeszło ko­lej­ny dzień nastaje ro­sa na trawie Dzień nie ta­ki zły dob­re chwi­le ukazał dość narzekania Młodość to ra­dość bez po­wodu większego prag­nie się wznosić Doj­rzałość piękna po­kor­na wo­bec życia cecha nabyta Sta­rość przychodzi po­godzo­na z życiem ko­pal­nia wiedzy Ko­lej­ny deszcz ob­my­wa strach przed przyszłością. Ko­lej­na noc za­myka drzwi dob­rym nadziejom i no­wym miłościom. Ko­lej­ne dni zdają się nie być no­wym jut­rem, tym lepszym. A po­roz­rzu­cane słowa nie chcą układać się w wiersze. Ko­lej­ny człowiek odszedł strącając w ot­chłań samotności. Roz­bierają mnie na kawałki sta­re i no­we miłości.Młodość mu­si się wyszu­mieć, sta­rość - wygderać.Sta­rość po­lega na tym, że się wszędzie ma da­leko, za daleko...Kiedy przychodzi sta­rość, zwycza­je stają się tyranią.