Fa­tal­ny świt słońce prze­cieka przez ko­nary brzóz niez­byt ostrych w snach ścis­kających na ziemię ko­loro­wymi liśćmi jesieni Droga wijąca się zakolami jeszcze słodka od gruszek i lepka pod no­gami wy­pat­ru­je słoty Je­sień w nawłociach roz­czochra­na sennie na tle si­nego nieba tańczy pi­jana ze szczęścia w lnianej sukience.


fa­tal­ny-świt-słoń-prze­cieka-przez-ko­nary-brzóz-niez­byt-ostrych-w-snach-ścis­kających-na ziemię-ko­loro­wymi-liśćmi-jesieni
markafa­tal­nyświtsłońceprze­ciekaprzezko­narybrzózniez­bytostrychsnachścis­kającychna ziemięko­loro­wymiliśćmijesienidrogawijąca sięzakolamijeszczesłodkaodgruszeklepkapodno­gamiwy­pat­ru­jesłotyje­sieńw nawłociachroz­czochra­nasennienatlesi­negoniebatańczypi­janaze szczęścialnianejsukiencefa­tal­ny świtświt słońcesłońce prze­ciekaprze­cieka przezprzez ko­naryko­nary brzózbrzóz niez­bytniez­byt ostrychostrych ww snachsnach ścis­kającychścis­kających na ziemięna ziemię ko­loro­wymiko­loro­wymi liśćmiliśćmi jesienijesieni drogadroga wijąca sięwijąca się zakolamizakolami jeszczejeszcze słodkasłodka odod gruszekgruszek ii lepkalepka podpod no­gamino­gami wy­pat­ru­jewy­pat­ru­je słotysłoty je­sieńje­sień w nawłociachw nawłociach roz­czochra­naroz­czochra­na senniesennie nana tletle si­negosi­nego niebanieba tańczytańczy pi­janapi­jana ze szczęściaze szczęścia ww lnianejlnianej sukiencefa­tal­ny świt słońceświt słońce prze­ciekasłońce prze­cieka przezprze­cieka przez ko­naryprzez ko­nary brzózko­nary brzóz niez­bytbrzóz niez­byt ostrychniez­byt ostrych wostrych w snachw snach ścis­kającychsnach ścis­kających na ziemięścis­kających na ziemię ko­loro­wymina ziemię ko­loro­wymi liśćmiko­loro­wymi liśćmi jesieniliśćmi jesieni drogajesieni droga wijąca siędroga wijąca się zakolamiwijąca się zakolami jeszczezakolami jeszcze słodkajeszcze słodka odsłodka od gruszekod gruszek igruszek i lepkai lepka podlepka pod no­gamipod no­gami wy­pat­ru­jeno­gami wy­pat­ru­je słotywy­pat­ru­je słoty je­sieńsłoty je­sień w nawłociachje­sień w nawłociach roz­czochra­naw nawłociach roz­czochra­na sennieroz­czochra­na sennie nasennie na tlena tle si­negotle si­nego niebasi­nego nieba tańczynieba tańczy pi­janatańczy pi­jana ze szczęściapi­jana ze szczęścia wze szczęścia w lnianejw lnianej sukience

Jak, z kimś za­pat­rzo­nym w ziemię, roz­ma­wiać mam o ko­lorze nieba? Sen nie chce przyjść trudno by­wają ta­kie noce Prawdopodobnie z kuf­lem piwa sie­dzi pod parasolem obok sta­rej ka­mieni­cy w Rynku Te­raz te no­ce ta­kie krótkie od wczes­ne­go świtu śpiewają ptaki niosą zmęczo­ny blask słońca czer­wo­nego jak lizak na tle bla­dego języ­ka nieba Czy wiedząc, że skończy się coś niez­byt cieka­wie po­win­niśmy brnąć w to da­lej z nadzieją, że coś się zmieni... ? jeszcze trochę będzie jaśniej uto­niemy w ciepłych chwilach w gęstym wiet­rze magiczności w żywej tra­wy mezofilach ręką Bożą nakręceni za­tańczy­my w blas­ku nieba w ko­leżeństwie śpiewu ptaków nic nam już nie będzie trzeba w słońcu wiel­kim i milczacym za­sypa­ni czułościami nieba liznąć odrobinę nierozłącznie z uczuciami na­miętnością rozżarzeni w rytm od­dechów wzbierających co­raz bliżej do dzikości zmysłów pysznie buntujących tak niebiańsko poruszeni osu­niemy się na ziemię i w ko­bier­cu roślinności uga­simy gwiez­dną chemię Pa­miętam każde wy­po­wie­dziane słowo. Widzę uśmiech, pro­mien­ny blask gwiaz­dy, słońce, duże, ra­dos­ne, z długi­mi, czułymi dłońmi. Grzeję się pod­czas słoty. --- z se­rii wdzierając się w duszę, w wędrówce przez przes­trzeń bez gra­nic po­raża cię su­rowość krajobrazu two­je spaz­my roz­koszy roz­le­wają się we mnie, zagarniając jeszcze przebłys­ki świado­mości wiążą cię z życiem w końcu pod­da­jesz się na szczycie nie ma prze­bacze­nia dla samounicestwienia...