gdy­by spróbo­wał pójść dalej i zaczął kluczyć w pogodach może po­dałabym więcej i od­ważnie kar­mił sobą z dłoni bym oblizała ko­biece nieufności za­mieniając w euforię pod­niebienie doświadcza roz­budzając pragnienia tar­ga uśpione zmysły jeszcze nie stygnie po­mięte prześcieradło z ape­tytem na jutro z oczy­ma dziecka brodząc w dorosłości 


gdy­by-spróbo­wał-pójść-dalej-i-zaczął-kluczyć-w pogodach-może-po­dałabym-więcej-i-od­ważnie-kar­mił-sobą-z-dłoni-bym-oblizała
papużkagdy­byspróbo­wałpójśćdalejzacząłkluczyćw pogodachmożepo­dałabymwięcejod­ważniekar­miłsobądłonibymoblizałako­biecenieufnościza­mieniającw euforiępod­niebieniedoświadczaroz­budzającpragnieniatar­gauśpionezmysłyjeszczenie stygniepo­mięteprześcieradłoape­tytemna jutrooczy­madzieckabrodzącw dorosłości gdy­by spróbo­wałspróbo­wał pójśćpójść dalejdalej ii zacząłzaczął kluczyćkluczyć w pogodachw pogodach możemoże po­dałabympo­dałabym więcejwięcej ii od­ważnieod­ważnie kar­miłkar­mił sobąsobą zz dłonidłoni bymbym oblizałaoblizała ko­bieceko­biece nieufnościnieufności za­mieniającza­mieniając w euforięw euforię pod­niebieniepod­niebienie doświadczadoświadcza roz­budzającroz­budzając pragnieniapragnienia tar­gatar­ga uśpioneuśpione zmysłyzmysły jeszczejeszcze nie stygnienie stygnie po­miętepo­mięte prześcieradłoprześcieradło zz ape­tytemape­tytem na jutrona jutro zz oczy­maoczy­ma dzieckadziecka brodzącbrodząc w dorosłości gdy­by spróbo­wał pójśćspróbo­wał pójść dalejpójść dalej idalej i zacząłi zaczął kluczyćzaczął kluczyć w pogodachkluczyć w pogodach możew pogodach może po­dałabymmoże po­dałabym więcejpo­dałabym więcej iwięcej i od­ważniei od­ważnie kar­miłod­ważnie kar­mił sobąkar­mił sobą zsobą z dłoniz dłoni bymdłoni bym oblizałabym oblizała ko­bieceoblizała ko­biece nieufnościko­biece nieufności za­mieniającnieufności za­mieniając w euforięza­mieniając w euforię pod­niebieniew euforię pod­niebienie doświadczapod­niebienie doświadcza roz­budzającdoświadcza roz­budzając pragnieniaroz­budzając pragnienia tar­gapragnienia tar­ga uśpionetar­ga uśpione zmysłyuśpione zmysły jeszczezmysły jeszcze nie stygniejeszcze nie stygnie po­miętenie stygnie po­mięte prześcieradłopo­mięte prześcieradło zprześcieradło z ape­tytemz ape­tytem na jutroape­tytem na jutro zna jutro z oczy­maz oczy­ma dzieckaoczy­ma dziecka brodzącdziecka brodząc w dorosłości 

Czy roz­budzo­ny ape­tyt na życie na­leży hamować...? Może wys­tar­czy tyl­ko pod­dać się je­go sile...? On tu był. Czuję za­pach je­go perfum. Zaw­sze tak pięknie pachniał i przy­nosił róże. Ta­kie czer­wo­ne, jak to wi­no, które pi­liśmy tam­tej nocy. Po­pat­rz mi w oczy. Widzisz? Tańczy­liśmy przy akom­pa­niamen­cie ciszy. To On był mo­ja muzyką. Drażnił słuch swym de­likat­nym szep­tem. Po­wodo­wał, że świat zaczy­nał wirować. Gdy umilkł - błagałam o więcej. Droczył się ze mną za każdym razem. Dop­ro­wadzał do szaleństwa. Kar­mił szczęściem. Sta­nowił moją oazę.Ko­lej­na sa­mot­na noc. Z ok­na sfrunęły gołębie z pełny­mi dzioba­mi ok­ruchów sta­rego chleba. Kar­mił je każdej no­cy, tak jak kar­mił swo­je ser­ce nadzieją, że ona obudzi się kiedyś przy nim. Że które­goś słoneczne­go po­ran­ka skrzypną drzwi i jej uśmiech rozświet­li to, co jeszcze z niego zos­tało. Że wróci i przewróci je­go życie do góry nogami. Tak. Te­go pot­rze­bował, jak od­dechu, Jej od­dechu, obok.Krop­la­mi deszczu będę cię całował Pieścił słońcem, us­ta­mi malował Mus­kał wiat­rem, od­dechem szep­tał do ucha Ryt­mem me­go ciała unoszę two­je ciało Obudzę zmysły by two­je wyz­wo­lić pragnienia Na­kar­mię roz­koszą, byś doz­nała spełnienia Dop­ro­wadzę do szczy­tu ,który sięga pod nieba skle­pienie Wte­dy dot­rzesz do miej­sc, w których ja bywam Poz­nasz jaką jest miłość i czy by­wa prawdziwa Od­dałabym swój ulu­biony ku­bek, w którym codzien­nie piję kawę. Po­duszkę, którą tak uwiel­biam.. Też bym od­dała. Mi­sia, które­go naz­wałam Twoim imieniem. Od­dałabym tak wiele. Żebyś był. Te­raz. Tu­taj Już na zaw­sze. Tak wiele bym oddała.Gdy­byś mnie tak por­wał W świat wiel­kiej namiętności Roz­budził we mnie to poczu­cie lekkości Gdy­byś tak wpro­wadził W świat wiel­kiego pożąda­nia Wyr­wał ze szponów zakłamania Gdy­byś mnie dopadł Do­konał zespolenia Budząc fa­le og­romne­go podniecenia Gdy­byś tak roz­pa­lił I zmu­sił do wiel­kiej miłości Zat­ra­cając część włas­nej godności Gdy­byś tak pozostawił Tak w tej chwi­li od niechcenia Czy miała bym dużo do stracenia