Gdy­bym kiedy­kol­wiek chciała bo­so biec do niego- zat­rzy­maj­cie mnie. Wys­tar­czy, że każde­go dnia nit­ka po nit­ce odzieram przed nim swoją ko­biecą dumę.


gdy­bym-kiedy­kol­wiek-chciała-bo­so-biec-do niego-zat­rzy­maj­cie-mnie-wys­tar­czy że każde­go-dnia-nit­ka-po nit­-odzieram
riotgdy­bymkiedy­kol­wiekchciałabo­sobiecdo niegozat­rzy­maj­ciemniewys­tar­czy że każde­godnianit­kapo nit­ceodzieramprzednimswojąko­biecądumęgdy­bym kiedy­kol­wiekkiedy­kol­wiek chciałachciała bo­sobo­so biecbiec do niegozat­rzy­maj­cie mniednia nit­kanit­ka po nit­cepo nit­ce odzieramodzieram przedprzed nimnim swojąswoją ko­biecąko­biecą dumęgdy­bym kiedy­kol­wiek chciałakiedy­kol­wiek chciała bo­sochciała bo­so biecbo­so biec do niegodnia nit­ka po nit­cenit­ka po nit­ce odzierampo nit­ce odzieram przedodzieram przed nimprzed nim swojąnim swoją ko­biecąswoją ko­biecą dumę

Cho­ciaż nie wiem, czy nie chra­piesz w no­cy, czy opuszczasz klapę w toale­cie, czy Two­je li­nie w którymś mo­men­cie łączą się z moimi na pa­pilar­nej autos­tradzie i czy kiedy­kol­wiek po­każesz mi pal­cem wieżę Eif­fla, to chcę Cię mieć przy so­bie przez całą wieczność. Wy­bacz mi, jeśli kiedy­kol­wiek zmienię zda­nie i stwier­dzę, że i wie­czność z Tobą to za mało.Czy wys­tar­czy tyl­ko głowa, by zat­rzy­mać w so­bie myśli? W chwi­lach os­ta­teczne­go lęku kocha się chy­ba każde­go, kto wte­dy przy nas jest. Wys­tar­czy, że jest blis­ko nas. Kto­kol­wiek to jest.gdy­bym odeszła dziś czy zat­rzy­małabym czas matko ojcze bracie siostry panie czy gdy­bym dziś odeszła czy twe ob­licze roz­jaśniłby blask czy twój dom wy­pełniłby śmiech czy w mar­twej ciszy uro­niłbyś sa­motną łzę Za­mykam oczy uczę się Ciebie dotykiem... każdy łuk Twe­go ciała każde zagięcie poz­nać chcę przed świtem nim znikniesz jak Księżyc odchodzi ustępując miej­sca Jutrzence tak bym chciała poz­nać Cię bliżej lecz od­chodzisz zawsze gdy za­padnę w sen... masz chab­ro­we oczy... Nieznajomy, ścis­kam Twoją dłoń, zostań, kocham Cię! ****** *** Każde­go dnia usycham z tęsknoty... ...wys­chnę, jak liść zdmuchnięty je­sien­nym wiatrem i ani śla­du po nim... Roz­wieje mnie wściekle... Nikt mnie już nie rozpozna, nie zobaczy, nie dotknie... Przestanę - czuć, - być, - chcieć... Czy wte­dy zatęsknisz??? Czy będzie Ci mnie brakować??? Czy wte­dy pomyślisz JAK JA JĄ KOCHAŁEM.... Czy ja to usłyszę? Czy Two­ja myśl dot­rze do mnie, a MO­JE SER­CE się ucieszy...? Czy tam gdzieś... po DRU­GIEJ STRO­NIE TĘCZY poczuję, że TĘSKNIŁEŚ??? ****** ***