Gdy­bym pa­lił, za­paliłbym te­raz pa­piero­sa, pat­rząc na rzekę i myśląc o tym, jak wszys­tko jest mętne i niepew­ne, a tak, nie paląc, po­myślę tyl­ko, że wszys­tko jest mętne i niepew­ne, rzeczy­wiście, ale bez pa­piero­sa, cho­ciaż pa­pieros, gdy­bym go pa­lił, sam z siebie wy­raziłby mętność i niepew­ność rzeczy, tak jak dym, gdy­bym palił.


gdy­bym-pa­lił-za­paliłbym-te­raz-pa­piero­-pat­rząc-na rzekę-i myśląc-o tym-jak wszys­tko-jest mętne-i niepew­ne-a tak
s » josé saramago » historia oblężenia lizbonygdy­bympa­liłza­paliłbymte­razpa­piero­sapat­rzącna rzekęi myśląco tymjak wszys­tkojest mętnei niepew­nea taknie palącpo­myślętyl­koże wszys­tkorzeczy­wiściealebezcho­ciażpa­pierosgdy­bymgo pa­liłsamz siebiewy­raziłbymętnośći niepew­nośćrzeczytakjak dympaliłgdy­bym pa­liłza­paliłbym te­razte­raz pa­piero­sapat­rząc na rzekęna rzekę i myśląci myśląc o tymjak wszys­tko jest mętnejest mętne i niepew­nepo­myślę tyl­koże wszys­tko jest mętnejest mętne i niepew­neale bezbez pa­piero­sacho­ciaż pa­pierosgdy­bym go pa­liłsam z siebiez siebie wy­raziłbywy­raziłby mętnośćmętność i niepew­nośći niepew­ność rzeczytak jak dymgdy­bym paliłza­paliłbym te­raz pa­piero­sapat­rząc na rzekę i myślącna rzekę i myśląc o tymjak wszys­tko jest mętne i niepew­neże wszys­tko jest mętne i niepew­neale bez pa­piero­sasam z siebie wy­raziłbyz siebie wy­raziłby mętnośćwy­raziłby mętność i niepew­nośćmętność i niepew­ność rzeczy

Zeb­rał wszys­tkie no­tat­ki, la­ta prze­myśleń, niepew­ności, szczęścia i nadziei, wszys­tko to za­war­te w za­pisa­nych drob­nym maczkiem kartkach. Uniósł je w ra­mionach niczym twarz ukocha­nej ko­biety. Wyszedł z sy­pial­ni, słysząc jak je­go bu­ty skrzy­pią po drew­nianej podłodze, po czym poszedł do drzwi pro­wadzących na strych. Ot­worzył je, za­palił światło, za­ciągnął się dy­mem pa­piero­sa, usiadł na za­kurzo­nym fotelu. To wszys­tko co mam - po­myślał. I to Wszys­tko stracone.Gdy­bym był bogaty... Ku­piłbym Ci kwiaty Bo jak ku­puję Ci różę, Ty chcesz bu­kiety duże. Gdy­bym był bogaty Wyszedłbym z mo­jej chłop­skiej chaty I pos­ta­wił Ci dom prawdziwy W ko­lorach tęczy, całkiem urodziwy. Ale ja jes­tem biedakiem. Wy­cieram noc po­dar­tym frakiem. I je­dyne co mi pozostało To pa­lić swoją fajkę Nie dużą, nie małą. Z gi­tarą w ręku prze­mie­rzam park. Pieniądze grą zarabiam. Na jedną różę. Gdy­bym był bogaty Zos­ta­wiłbym Cię na dzień na dworze. A wpuścił do­piero wtedy Jak przy­niosła byś mi różę.Gdy­bym tyl­ko mógł. Wzle­ciał bym po­nad chmury. Gdy­bym spłacił swój dług. Podzi­wiał bym do­liny i góry. Ale nie mogę. Tkwię tu uwięziony. Czuję Bo­ga trwogę. Choć na­dal jes­tem natchniony. On poz­wa­la mi tworzyć. Da­je spokój i skupienie. Aby z roz­rzu­conych słów ułożyć. Coś sen­sowne­go, bym poczuł swe istnienie..Kry­tyko­wać - to znaczy do­wieść auto­rowi, że nie ro­bi te­go tak, jak­bym ja to zro­bił, gdy­bym potrafił.Jut­ro twe osiem­naste urodziny. Nig­dy nie znałem jeszcze ta­kiej dziewczyny. Ja pragnę z Tobą spędzić resztę życia i nig­dy więcej już nie wra­cać do picia. Cze­mu wciąż py­tasz mnie czy ja Cię kocham, gdy prze­cież dob­rze wiesz, że TAK, że TAK!? Gdy­bym nie kochał to bym z Tobą nie był i bym nie pi­sał i nie śpiewał tak :  Choćbym chciał, to co bym chciał I no gdy­bym już miał, to co bym miał I smu­tek mój za­kopałbym przed upadkami Lecz od cza­su do cza­su pod­le­wałbym łzami I ra­dość kiełkującą roz­da­wałbym wokół To­bym i tak ja­koś dziw­nie i ni­jak się czół To przez to, że jes­teś lecz Ciebie nie ma Wten­czas, gdy nie by­wałaś, a bywałaś To mo­ja dusza nie do­tykała zim­ne­go dna Wie­działem też, że nie znałaś lecz kochałaś