gdy nie miałem domu ona przyjęła mnie pod swój dach. objęła mnie i niczym ptak scho­wała w swoich skrzydłach. ot­worzyła prze­de mną świąty­nię swoich ud, og­rzała ciepłem swoich ra­mion i piersi. dała mi schro­nienie przed burzą i zos­tała moją ostoją, a jej od­dech przy uchu wniknął we mnie na zawsze. Już zna­lazłem dom, ona nim jest.


gdy-nie miałem-domu-ona-przyjęła-mnie-pod-swój-dach-objęła-mnie-i niczym-ptak-scho­wała-w swoich-skrzydłach-ot­worzyła-prze­de-mną
miły młody człowiekgdynie miałemdomuonaprzyjęłamniepodswójdachobjęłai niczymptakscho­waław swoichskrzydłachot­worzyłaprze­demnąświąty­nięswoichudog­rzałaciepłemra­mioni piersidałami schro­nienieprzedburzązos­tałamojąostojąjejod­dechprzyuchuwniknąłwe mnienazawszejużzna­lazłemdomnimjestgdy nie miałemnie miałem domudomu onaona przyjęłaprzyjęła mniemnie podpod swójswój dachobjęła mniemnie i niczymi niczym ptakptak scho­wałascho­wała w swoichw swoich skrzydłachot­worzyła prze­deprze­de mnąmną świąty­nięświąty­nię swoichswoich udog­rzała ciepłemciepłem swoichswoich ra­mionra­mion i piersidała mi schro­nieniemi schro­nienie przedprzed burząburzą ii zos­tałazos­tała mojąmoją ostojąjej od­dechod­dech przyprzy uchuuchu wniknąłwniknął we mniewe mnie nana zawszejuż zna­lazłemzna­lazłem domona nimnim jestgdy nie miałem domunie miałem domu onadomu ona przyjęłaona przyjęła mnieprzyjęła mnie podmnie pod swójpod swój dachobjęła mnie i niczymmnie i niczym ptaki niczym ptak scho­wałaptak scho­wała w swoichscho­wała w swoich skrzydłachot­worzyła prze­de mnąprze­de mną świąty­nięmną świąty­nię swoichświąty­nię swoich udog­rzała ciepłem swoichciepłem swoich ra­mionswoich ra­mion i piersidała mi schro­nienie przedmi schro­nienie przed burząprzed burzą iburzą i zos­tałai zos­tała mojązos­tała moją ostojąa jej od­dechjej od­dech przyod­dech przy uchuprzy uchu wniknąłuchu wniknął we mniewniknął we mnie nawe mnie na zawszejuż zna­lazłem domona nim jest

Przy­pad­ki nie is­tnieją, wszys­tko dzieje się dla mnie i prze­ze mnie, a kiedy już przejdę moją drogę, u jej kre­su zro­zumiem włas­ne życie. -Imre Kertész
przy­pad­ki-nie is­tnieją-wszys­tko-dzieje ę-dla-mnie-i prze­ze-mnie-a kiedy-już-przejdę-moją-drogę-u jej-kre­su-zro­zumiem