gdy od­dech wzdry­ga neuro­ny a niebo rośnie w lustrze prze­siąkając spo­koj­ne spojrzenie na­syć się spragniony życia wędrow­cze wyz­nawco spęka­nej ziemi bo nie na zamówienie jutro a dziś zaw­sze cię dogoni 


gdy-od­dech-wzdry­ga-neuro­ny-a-niebo-rośnie-w lustrze-prze­ąkając-spo­koj­ne-spojrzenie-na­syć ę-spragniony-życia-wędrow­cze
papużkagdyod­dechwzdry­ganeuro­nynieborośniew lustrzeprze­siąkającspo­koj­nespojrzeniena­syć sięspragnionyżyciawędrow­czewyz­nawcospęka­nejziemibonie na zamówieniejutrodziśzaw­szeciędogoni gdy od­dechod­dech wzdry­gawzdry­ga neuro­nyniebo rośnierośnie w lustrzew lustrze prze­siąkającprze­siąkając spo­koj­nespo­koj­ne spojrzeniespojrzenie na­syć sięna­syć się spragnionyspragniony życiażycia wędrow­czewędrow­cze wyz­nawcowyz­nawco spęka­nejspęka­nej ziemiziemi bobo nie na zamówienienie na zamówienie jutrodziś zaw­szezaw­sze cięcię dogoni gdy od­dech wzdry­gaod­dech wzdry­ga neuro­nyneuro­ny a nieboa niebo rośnieniebo rośnie w lustrzerośnie w lustrze prze­siąkającw lustrze prze­siąkając spo­koj­neprze­siąkając spo­koj­ne spojrzeniespo­koj­ne spojrzenie na­syć sięspojrzenie na­syć się spragnionyna­syć się spragniony życiaspragniony życia wędrow­czeżycia wędrow­cze wyz­nawcowędrow­cze wyz­nawco spęka­nejwyz­nawco spęka­nej ziemispęka­nej ziemi boziemi bo nie na zamówieniebo nie na zamówienie jutrojutro a dziśa dziś zaw­szedziś zaw­sze cięzaw­sze cię dogoni 

Jest je­den as­pekt, pod którym zwierzęta prze­wyższają człowieka - ich łagod­ne, spo­koj­ne cie­sze­nie się chwilą obecną.Dzis jest dzis. co bedzie jutro... po­mar­twie sie jutro... 40 lat tak prze­zylam ..z us­mie­chem na ustach...Nie ma nic gor­sze­go niż spo­koj­na rze­ka codzien­nych bez­na­miętnych up­rzej­mości gdy cze­ka się na górski stru­mień na­miętności i miłości. [MIJANKI] po­cie­szyć cie spieszę w te zam­glo­ne dni gdy na jaw cała praw­da wyj­dzie ci  uśmie­chem swym sa­mo słon­ce zaw­stydzisz w pochmur­nej oświacie uk­ry­je swój wstyd cze­kając na pier­wsze pro­mienie ciszy wie­czor­nej we mgłach spo­wijających dzień odej­dzie by ra­no powrócić w swym tańcu wie­czności trwając Gdy py­tasz dlacze­go nie mogę Cię kochać spo­koj­niej, od­po­wiadam, że kochać spo­koj­niej, to nie kochać wcale.Ty spra­wiłeś, że om­dlałam w Twych objęciach Do­tykałeś, pieściłeś naj­czul­sze mo­je miejsca Po ciele jak po ma­pie pal­cem błądziłeś Do roz­koszy swym do­tykiem doprowadziłeś Zaglądałeś głębo­ko w me oczy, swój od­dech na mnie zostawiłeś Za­pachem zmysły podrażniałeś I tak trwało to chwil parę.. Wpuściłam Cię do środ­ka.. tak czule Czy pa­miętasz to w ogóle ? Jak w uniesieniu, w twych objęciach.. Jak mi łzy z po­liczka zcałowałeś ? I przy­tulo­nej spo­koj­nie zasnąć dałeś..?