Gdy pochy­lisz na­de mną twe us­ta po­całun­ka­mi nabrzmiałe, us­ta mo­je ulecą jak dwa skrzy­dełka ze strachu białe, krew mo­ja się zer­wie, aby uciekać da­leko, daleko i o twarz mi uderzy płonącą czer­woną rzeką. Oczy mo­je, które pod wzro­kiem twym słod­kim się niebią, oczy mo­je umrą, a po­wieki je cicho pogrzebią. Pierś mo­ja w objęciu twej ręki sto­pi się jak­by śnieg, i cała zniknę jak obłok, na którym za moc­ny wicher legł.- M.P-J 


gdy-pochy­lisz-na­de-mną-twe-us­-po­całun­ka­mi-nabrzmiałe-us­-mo­-ulecą-jak dwa-skrzy­dełka-ze strachu-białe-krew-mo­ja ę
arlettegdypochy­liszna­demnątweus­tapo­całun­ka­minabrzmiałemo­jeulecąjak dwaskrzy­dełkaze strachubiałekrewmo­ja sięzer­wieaby uciekaćda­lekodalekoo twarzmi uderzypłonącączer­wonąrzekąoczymo­jektórepodwzro­kiemtwymsłod­kim sięniebiąoczyumrąa po­wiekije cichopogrzebiąpierśmo­jaw objęciutwejrękisto­pi sięjak­byśniegcałazniknęjak obłokna którym za moc­nywicherległmpj gdy pochy­liszpochy­lisz na­dena­de mnąmną twetwe us­taus­ta po­całun­ka­mipo­całun­ka­mi nabrzmiałeus­ta mo­jemo­je ulecąulecą jak dwajak dwa skrzy­dełkaskrzy­dełka ze strachuze strachu białekrew mo­ja sięmo­ja się zer­wieaby uciekać da­lekodaleko ii o twarzo twarz mi uderzymi uderzy płonącąpłonącą czer­wonączer­woną rzekąoczy mo­jektóre podpod wzro­kiemwzro­kiem twymtwym słod­kim sięsłod­kim się niebiąoczy mo­jemo­je umrąa po­wieki je cichoje cicho pogrzebiąpierś mo­jamo­ja w objęciuw objęciu twejtwej rękiręki sto­pi sięsto­pi się jak­byjak­by śniegi całacała zniknęzniknę jak obłokna którym za moc­ny wichergdy pochy­lisz na­depochy­lisz na­de mnąna­de mną twemną twe us­tatwe us­ta po­całun­ka­mius­ta po­całun­ka­mi nabrzmiałeus­ta mo­je ulecąmo­je ulecą jak dwaulecą jak dwa skrzy­dełkajak dwa skrzy­dełka ze strachuskrzy­dełka ze strachu białekrew mo­ja się zer­wiedaleko i o twarzi o twarz mi uderzyo twarz mi uderzy płonącąmi uderzy płonącą czer­wonąpłonącą czer­woną rzekąktóre pod wzro­kiempod wzro­kiem twymwzro­kiem twym słod­kim siętwym słod­kim się niebiąoczy mo­je umrąa po­wieki je cicho pogrzebiąpierś mo­ja w objęciumo­ja w objęciu twejw objęciu twej rękitwej ręki sto­pi sięręki sto­pi się jak­bysto­pi się jak­by śniegi cała zniknęcała zniknę jak obłok

Z tobą choćby pomilczeć Jakże jest ciekawie Gdy sie­dzisz cała piękna Przy swej małej kawie I pod­no­sisz filiżankę Nie naz­byt wysoko Jak­byś chciała sprawdzić Czy jest jeszcze po co Włosy twe kochane Oczy twe kawowe Jakże cię podziwiam W tej cichej rozmowie - Adam Ziemianin Wysłuchuję się w ciszę - i słyszę bi­cie Twe­go serca. Przy­tu­lam się do ściany - i czuję kształt Twe­go ciała. Za­my­kam oczy - i widzę Twoją postać. Całuję kwiaty - mają smak Twoich ust. Do­ty­kam poręczy - i czuję ciepło Twej dłoni. Za­nurzam twarz w po­duszkę - ma za­pach Twoich włosów. Za­ty­kam uszy - i słyszę jak mówisz: Czer­wo­ne ma­ki, czer­wo­na krew, czer­wo­ne róże i czer­wo­ne samochody. Ale miłość? Miłość jest czar­na, jak two­je źrenice, nocą szu­kające moich. Jest też żółta jak słońce, bo rozświet­la nasze wnętrze, Jest zielo­na, jak Two­je oczy, i niebies­ka jak moje. Cza­sem jest szara, ale to wciąż miłość. Mówi­li mi że miłość jest czerwona. Mówi­li też, że boli. Mówi­li, że nie przetrwa Mówi­li, że ta­kie cza­sy, ta­cy ludzie, ta­ki brak miłość, aż do czerwoności Mówi­li - ale ja wiem, że kłamali...Nakładam so­bie podkład sztucznej ra­dości, po­sypuję so­bie twarz pud­rem uda­wanej przy­ziem­ności. Po­liczki uraczę różem ni­by skrom­ności, oczy pod­kreślę czer­nią by uwięzić łzy,a tyl­ko ust nie po­ciągnę błyszczy­kiem, bo nie mogłabym znieść te­go, że i one kłamią gdy wychodzą ze mną w świat.Obej­mijmy słońce cias­nym kręgiem ramion Mówiłam Od­dychaj­my miodem jas­ne­go powietrza - Gęste­go pra­wie jak nasza krew - Uk­ry­ci w do­linie lata Pójdziesz tam ze mną? Pytałam gdzie wtu­limy się w zielo­ne fut­ro łąki Zaśniemy snem chmur­nym, dusznym i spokojnym By zbudzić się Pod nis­kim niebem zrzu­cającym nam gwiaz­dy na twarz Od­po­wie­działeś uśmiechem Deszcz upadł na kolana Tęcza powstała I już Ot­warta przed na­mi droga Tyl­ko po­daj mi dłoń Chodźmy Za­mykać oczy jak strach przed ni­mi staje. Zacząć się śmiać i uciekać naj­da­lej, w marze­nia,które są na ziemi. ...bo kto w tym mo­men­cie po niej sta­ra się stąpać ?