Gdzieś tam na dnie duszy mej, wciąż czuję za­pach skóry twej..


gdzieś-tam-na dnie-duszy-mej-wciąż-czuję-za­pach-skóry-twej
psycholożkagdzieśtamna dnieduszymejwciążczujęza­pachskórytwejgdzieś tamtam na dniena dnie duszyduszy mejwciąż czujęczuję za­pachza­pach skóryskóry twejgdzieś tam na dnietam na dnie duszyna dnie duszy mejwciąż czuję za­pachczuję za­pach skóryza­pach skóry twejgdzieś tam na dnie duszytam na dnie duszy mejwciąż czuję za­pach skóryczuję za­pach skóry twejgdzieś tam na dnie duszy mejwciąż czuję za­pach skóry twej

Dorastanie to tracenie najlepszej części siebie - dziecka, które ufnie patrzy na świat i spontanicznie je przyjmuje. Kiedy dorastasz ucinają Ci skrzydła a do ręki bierzesz ciężki bagaż własnych, wciąż rosnących doświadczeń. Aby uchronić ten mały płomyk w sobie, gorejący gdzieś na dnie duszy, zaczynamy budować wokół siebie gruby mur...Idę przed siebie, ciągle mam Cię w głowie Czuję Twój za­pach, od­wra­cam się, Ciebie nie ma. Czyżby to mo­ja wyob­raźnia płatała figle? Czuję w so­bie motyle, Lecz prze­cież Ciebie nie ma.. Czuję Cię w sercu. Pot­ra­fię uj­rzeć Two­je oczy i usta, Twój uśmiech W głębi wyobraźni... Dlacze­go mnie nie dotkniesz? Dlacze­go wciąż Cię nie ma? Jeszcze wciąż mam nadzieję Lecz po­woli umieram..Na­go, sa­ma w zim­nej pościeli... Pozwól mi na do­tyk, otocz mnie łydką zrzuć z Siebie pożąda­nie bym poczuł ak­sa­mit Twej skóry. Za­pach per­fum po­mie­szać z og­niem fe­romonów. Być jed­nością spoić się się Twym sma­kiem dać upust żądzom pot­rze­bie blis­kości te­go pragnę Ciebie pożądam! Wysłuchuję się w ciszę - i słyszę bi­cie Twe­go serca. Przy­tu­lam się do ściany - i czuję kształt Twe­go ciała. Za­my­kam oczy - i widzę Twoją postać. Całuję kwiaty - mają smak Twoich ust. Do­ty­kam poręczy - i czuję ciepło Twej dłoni. Za­nurzam twarz w po­duszkę - ma za­pach Twoich włosów. Za­ty­kam uszy - i słyszę jak mówisz: Roz­sy­pane fragmenty, nieugięcie na­cinają myśli, w kra­job­ra­zie cichych ścian. Już nic nie ma tam, jed­nak wciąż wewnątrz, od­ciśnięte na duszy śla­dy, ścieżki z szram. Ktoś ni­by chwilę czu­wa, by dys­kret­nie się od­da­lić, udając włas­ne niewidzenie, kroków po­wol­nych niedosłyszenie. Zdradza go, chaos potłuczo­nych szkieł - bez ram, uchodzi gdzieś tam. Stróż? Nie, przesłyszenie, og­nia roz­dy­gota­nego pochylenie, w czarną głębię nocy, ducha strącenie.Me ser­ce płonie Usiądź proszę Me ser­ce mokre Od łez całe Usiądź tu blisko Niech Cię poczuję Twej skóry ciepło Twej skóry dotyk Me ser­ce płonie Bo pat­rzysz na nie Lecz z dali Bo jes­teś Lecz nie ma cię wcale Me ser­ce płonie Małe spękane Od bólu ma ranę Usiądź dziś proszę Boję się że więcej Błęki­tu oczu twoich Więcej nie zobaczę Usiądź proszę me ser­ce płacze