I kiedy jest mi źle przy­pomi­nam so­bie Cię. Nasze chwi­le i dni spędzo­ne. Choć nie da­ne nam było stanąć twarzą w twarz przed sobą ja wciąż mam te roz­mo­wy sprzed kil­ku lat.


i kiedy-jest mi ź-przy­pomi­nam-so­bie-cię-nasze chwi­-i dni-spędzo­ne-choć nie da­ne-nam-było-stanąć-twarzą-w twarz-przed
opuszczonai kiedyjest mi źleprzy­pomi­namso­biecięnasze chwi­lei dnispędzo­nechoć nie da­nenambyłostanąćtwarząw twarzprzedsobąja wciążmamte roz­mo­wysprzedkil­kulati kiedy jest mi źlejest mi źle przy­pomi­namprzy­pomi­nam so­bieso­bie cięnasze chwi­le i dnii dni spędzo­nechoć nie da­ne namnam byłobyło stanąćstanąć twarzątwarzą w twarzw twarz przedprzed sobąsobą ja wciążja wciąż mammam te roz­mo­wyte roz­mo­wy sprzedsprzed kil­kukil­ku lati kiedy jest mi źle przy­pomi­namjest mi źle przy­pomi­nam so­bieprzy­pomi­nam so­bie cięnasze chwi­le i dni spędzo­nechoć nie da­ne nam byłonam było stanąćbyło stanąć twarząstanąć twarzą w twarztwarzą w twarz przedw twarz przed sobąprzed sobą ja wciążsobą ja wciąż mamja wciąż mam te roz­mo­wymam te roz­mo­wy sprzedte roz­mo­wy sprzed kil­kusprzed kil­ku lat

po­wiedz mi co ta­kiego w To­bie jest, że choć tak bar­dzo chciałabym Cię nie na­widzić, to za każdym ra­zem gdy spoj­rzę w Two­je oczy, przy­pomi­nam so­bie jed­nak jak bar­dzo cię kocham..Kiedy miałem od 16 do 20 lat to zaw­sze tre­nowałem więcej. Często, kiedy biegałem, było już ciem­no i pa­dał deszcz, było strasznie, ale wte­dy wyob­rażałem so­bie jak strze­lam bramkę w naj­bliższą so­botę. Jeśli rzeczy­wiście ją strze­liłem, mój oj­ciec przy­pomi­nał mi po meczu, że to dzięki tym kil­ku do­dat­ko­wym prze­bieżkom, które so­bie zaaplikowałem.Wi­dując wciąż te sa­me cierpienia Przechadzając się błagań la­sem Przy­pomi­nam so­bie wzniesienia Gdzie pro­myk słońca do­cierał czasem Duch wpraw­dzie ochoczy od­su­wa myśli, uni­ka roz­mo­wy, nie wspomina tych kil­ku mi­nut spędzo­nych blis­ko siebie może spędzo­nych najbliżej niż kiedy­kol­wiek będzie nam dane Jed­nak ciało słabe nocą nie wyt­rzy­muje, ule­ga po­kusie, tra­ci zmysły To grzech Tem­pe­ratu­ra wyższa, po­liczki pieką czuję Cię Twój zapach bliżej już być nie możesz i nic więcej nie trze­ba mi do szczęścia mi­mo to oczy ro­bią się wilgotne nie przyj­dziesz nig­dy bliżej niż do mo­jej głowy Budząc się widzę Twą twarz,zas­py­piając słysze Twe słowa... Ile jeszcz mi­nut,godzin,dni i lat przy so­bię Cię zacho­wam...Niepew­ność wciąż budzi mnie...... bo Twój ob­raz wciąz po­jawia we śnie...Prosze od­cza­ruj mnie lub zro­zum że nie mo­ge żyć bez Ciebie...i znów... do drzwi póka mok­ry ra­nek,noc skończyła zno­wu się...nie chce by to skończyło się... P.S NIe umiem Ci te­go po­wie­dzieć wprost Aniu...Przechodzę na dietę. Roz­poczy­nam wstrze­mięźli­wość od myśle­nia o To­bie i o tym, ja­ki świat jest wo­bec mnie zły oraz jak niena­widzę in­nych ludzi. Za kil­ka dni ma powrócić do mnie uśmiech - bez efek­tu jo-jo.