I znów ot­worzyłam się przed kimś, zry­wając krępujące mnie więzy sa­mot­ności…Znów wys­ta­wiłam ko­niu­szek no­sa zza klat­ki, która dotąd służyła mi za mie­szka­nie…Wys­tar­czył usil­ny po­wiew wiat­ru…, by drzwi na powrót zat­rzasnęły się z hukiem… 


i znów-ot­worzyłam ę-przed-kimś-zry­wając-krępują-mnie-więzy-­­nośznów-wys­­wiłam-ko­niu­szek-no­-zza-klat­ki-która-dotąd
agusia96i znówot­worzyłam sięprzedkimśzry­wająckrępującemniewięzysa­mot­ności…znówwys­ta­wiłamko­niu­szekno­sazzaklat­kiktóradotądsłużyłami za mie­szka­nie…wys­tar­czyłusil­nypo­wiewwiat­ru…by drzwina powrótzat­rzasnęły sięz hukiem… i znów ot­worzyłam sięot­worzyłam się przedprzed kimśzry­wając krępującekrępujące mniemnie więzywięzy sa­mot­ności…znówsa­mot­ności…znów wys­ta­wiłamwys­ta­wiłam ko­niu­szekko­niu­szek no­sano­sa zzazza klat­kiktóra dotąddotąd służyłasłużyła mi za mie­szka­nie…wys­tar­czyłmi za mie­szka­nie…wys­tar­czył usil­nyusil­ny po­wiewpo­wiew wiat­ru…by drzwi na powrótna powrót zat­rzasnęły sięzat­rzasnęły się z hukiem… i znów ot­worzyłam się przedot­worzyłam się przed kimśzry­wając krępujące mniekrępujące mnie więzymnie więzy sa­mot­ności…znówwięzy sa­mot­ności…znów wys­ta­wiłamsa­mot­ności…znów wys­ta­wiłam ko­niu­szekwys­ta­wiłam ko­niu­szek no­sako­niu­szek no­sa zzano­sa zza klat­kiktóra dotąd służyładotąd służyła mi za mie­szka­nie…wys­tar­czyłsłużyła mi za mie­szka­nie…wys­tar­czył usil­nymi za mie­szka­nie…wys­tar­czył usil­ny po­wiewusil­ny po­wiew wiat­ru…by drzwi na powrót zat­rzasnęły sięna powrót zat­rzasnęły się z hukiem… 

Wys­tar­czy tak mało, niedos­trze­gal­ny po­wiew wiat­ru, by spra­wy lek­ko się prze­sunęły i to, za co jeszcze przed chwilą człowiek gotów był od­dać życie, nag­le uka­zuje się ja­ko poz­ba­wiony treści bezsens.Je­den mo­ment, krótka chwi­la wys­tar­czy aby Twój wzrok o mój zahaczył. Na ułamek se­kun­dy od­wra­cam się i znów patrzę, a one sku­pione na mnie. Z ra­dości tańczę. Błękit­ne twe oczy naj­wspa­nial­sze, za­tapiam się w nich głębo­ko i mówię: Kocham Cię.Na zawsze.To ty na powrót uczy­niłeś mnie bez­bronną, małą dziew­czynką z ko­biety, nie bojącej się nicze­go…I przes­tałam bro­nić się przed życiem…i znów ober­wałam po łbie… cu­dow­nie znów cisza i spokój chłod­ny po­wiew wiat­ru i nikt mnie nie go­ni ja mam to co być miało po­ran­ki by­wają piękne cza­sami jeszcze po­myśle dob­rze pa­miętam tam­ten szum wiat­ru nie za­pomnę nig­dy tych kłosów na po­lu szu­mu rze­ki w po­ran­ku i twej bliskości A tak to ona od­chodzi najszybciej Znów piszę o miłości znów to jest dla Ciebie znów myślą o To­bie znów bra­kuje mi Ciebie znów chce Cie mieć przy so­bie znów Kocham Cie na Zaw­sze znów mówię to naprawdę Gdy­bym kiedy­kol­wiek chciała bo­so biec do niego- zat­rzy­maj­cie mnie. Wys­tar­czy, że każde­go dnia nit­ka po nit­ce odzieram przed nim swoją ko­biecą dumę.