Idzie Zakatrup, topór swój niesie. Tu­zin drzew wy­ciął w pob­liskim lesie. Twarz ma posępną, pajęcze spojrzenie, krwa­we są jego ro­du korzenie. Kru­ki z nim lecą, wil­ki z nim kroczą... Hor­ror okrutny ro­zeg­ra się nocą. Zmie­rzają do wioski grdtie ok­na się świecą... Dzi­siej­szej nocy tam głowy polecą... Wieśniacy zapłacą za ciężar swych grzechów, gdy będą próbować ucie­czki w pośpiechu. Krwa­wa ma­sak­ra, blod­szed straszliwy, żaden z nich wcześniej nie bojaźliwy. I nikt tam widoku krwi nie zastanie, bo z wios­ki do świtu po­piół zostanie... Wra­ca Zakatrup, z ku­kami, wilkami a wszys­cy oni krwią obryzgani...


idzie-zakatrup-topór-swój-niesie-tu­zin-drzew-wy­ął-w-pob­liskim-lesie-twarz- posępną-pajęcze-spojrzenie-krwa­we-są jego-ro­
moon gidziezakatruptopórswójniesietu­zindrzewwy­ciąłpob­liskimlesietwarzma posępnąpajęczespojrzeniekrwa­wesą jegoro­dukorzeniekru­kiz nimlecąwil­kikrocząhor­rorokrutnyro­zeg­ra sięnocązmie­rzajądo wioskigrdtieok­na sięświecądzi­siej­szejnocytamgłowypolecąwieśniacyzapłacązaciężarswychgrzechówgdybędąpróbowaćucie­czkiw pośpiechukrwa­wama­sak­rablod­szedstraszliwyżadenz nichwcześniejniebojaźliwyniktwidokukrwinie zastanieboz wios­kido świtupo­piółzostaniewra­caku­kamiwilkamiwszys­cyonikrwiąobryzganiidzie zakatruptopór swójswój niesietu­zin drzewdrzew wy­ciąłwy­ciął ww pob­liskimpob­liskim lesietwarz ma posępnąpajęcze spojrzeniekrwa­we są jegosą jego ro­duro­du korzeniekru­ki z nimz nim lecąwil­ki z nimz nim krocząkroczą hor­rorokrutny ro­zeg­ra sięro­zeg­ra się nocązmie­rzają do wioskido wioski grdtiegrdtie ok­na sięok­na się świecąświecą dzi­siej­szejdzi­siej­szej nocynocy tamtam głowygłowy polecąpolecą wieśniacywieśniacy zapłacązapłacą zaza ciężarciężar swychswych grzechówgdy będąbędą próbowaćpróbować ucie­czkiucie­czki w pośpiechukrwa­wa ma­sak­rablod­szed straszliwyżaden z nichz nich wcześniejwcześniej nienie bojaźliwyi niktnikt tamtam widokuwidoku krwikrwi nie zastaniebo z wios­kiz wios­ki do świtudo świtu po­piółpo­piół zostaniezostanie wra­cawra­ca zakatrupz ku­kamiwszys­cy onioni krwiąkrwią obryzganitopór swój niesietu­zin drzew wy­ciąłdrzew wy­ciął wwy­ciął w pob­liskimw pob­liskim lesiekrwa­we są jego ro­dusą jego ro­du korzeniekru­ki z nim lecąwil­ki z nim krocząz nim kroczą hor­rorkroczą hor­ror okrutnyhor­ror okrutny ro­zeg­ra sięokrutny ro­zeg­ra się nocązmie­rzają do wioski grdtiedo wioski grdtie ok­na sięgrdtie ok­na się świecąok­na się świecą dzi­siej­szejświecą dzi­siej­szej nocydzi­siej­szej nocy tamnocy tam głowytam głowy polecągłowy polecą wieśniacypolecą wieśniacy zapłacąwieśniacy zapłacą zazapłacą za ciężarza ciężar swychciężar swych grzechówgdy będą próbowaćbędą próbować ucie­czkipróbować ucie­czki w pośpiechużaden z nich wcześniejz nich wcześniej niewcześniej nie bojaźliwyi nikt tamnikt tam widokutam widoku krwiwidoku krwi nie zastaniebo z wios­ki do śwituz wios­ki do świtu po­piółdo świtu po­piół zostaniepo­piół zostanie wra­cazostanie wra­ca zakatrupwilkami a wszys­cya wszys­cy oniwszys­cy oni krwiąoni krwią obryzgani

Nie dla zjed­nocze­nia z Ziemią, nie dla spogląda­nia na Słońce, nic nie ro­bić, nie oglądać się za plecy, tyl­ko biec przed siebie. Lochy tam na wzgórzu, Słońce w jed­nej z cel, Słońce żeg­na się z nami, me­dyk głosi na­dejście Nocy, zbliża się Noc. Księżyc spływa krwią, czer­wo­ne światło Nocy, za­mor­do­wany leży we krwi Dzień, we włas­nej krwi, siłą zdo­byta korona, nas­tała Noc, jed­no kończy się, dru­giego nad­szedł czas, ko­rona we krwi na głowie Królo­wej Nocy.Moją krwią Ścieka wnętrze Otaczające­go świata Powłoki ludzkie Pa­dają na kolana Żywiąc się krwią Wiernej Przy­kutej do swoich Lęków i grzechów Brud­nych, klęczy Przy­kuta do grzechów Kona Pośród ciał pokonanych demonów Życie to błędów unikanie, a nie ich skrzętne ukrywanie. Człek i tak skrzy­deł nie dostanie, błądzić nig­dy nie przestanie. Dla­tego, gdy błąd już powstanie, Zas­tanów się nad nim, kochanie. Prześpij się z nim, zjedz śniadanie, I ołówkiem opisz na ścianie. Niech tam na wieki już zostanie, Niosąc wszys­tkim ważne przesłanie. Iż słowa Twe, o życiu to nie bajanie, I ta­kie jest błędów Twych nauczanie. * to tyl­ko ta­kie so­bie, słów składanie, bez war­tości, z nudów zabawianie....Możemy zamówić gra­naty na mi­lita­ria.pl i roz­piep­rzyć wszys­tkim hej­te­rom głowy, które na­wet nie będą krwa­wić, bo są tak wy­suszo­ne jak rodzyn­ki po­zos­ta­wione przez wygłod­niałe wielbłądy na pustyni.Tam­te pod­muchy wiat­ru Tam­te szme­ry drzew Ciche pod­ry­gi stru­myka Nie zba­dane miejsca Myśli nieogar­nięte Czas nie prze­byty Szum wiat­ru pod­po­wiada drogę Wśród gwiazd i cienia Księżyca w krwa­wej pełni Nie muszę ot­wierać oczu Pra­wie na śle­po idę Ko­lej­ne chwile Każda sekunda Już czu­je twój od­dech Już słyszę bi­cie twe­go serca Już jes­tem szczęśliwy mądralówna wra­ca ze szkoły i przy­nosi no­winę. - ma­mo, na­si sąsie­dzi chy­ba się po­godzi­li i nie będą się roz­wodzić ! widziałam, jak ra­zem piłowa­li drew­no ! - gdzie tam, meb­le dzielą ...