Ile w trudzie nieustannym, wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń, ile chlebów rozkrajanych, po­całunków, schodów,książek, oczy Twe jak piękne świece, a w ser­cu źródło promienia, więc ja chciałabym Two­je ser­ce oca­lić od zapomnienia! 


ile-w trudzie-nieustannym-wspólnych-zmartwień-wspólnych-dążeń-ile-chlebów-rozkrajanych-po­całunków-schodówksiążek-oczy-twe-jak piękne
konstanty ildefons gałczyńskiilew trudzienieustannymwspólnychzmartwieńdążeńilechlebówrozkrajanychpo­całunkówschodówksiążekoczytwejak piękneświecew ser­cuźródłopromieniawięcja chciałabymtwo­jeser­ceoca­lićod zapomnienia ile w trudziew trudzie nieustannymwspólnych zmartwieńwspólnych dążeńile chlebówchlebów rozkrajanychoczy twetwe jak pięknejak piękne świecew ser­cu źródłoźródło promieniawięc ja chciałabymja chciałabym two­jetwo­je ser­ceser­ce oca­lićile w trudzie nieustannymile chlebów rozkrajanychoczy twe jak pięknetwe jak piękne świecea w ser­cu źródłow ser­cu źródło promieniawięc ja chciałabym two­jeja chciałabym two­je ser­cetwo­je ser­ce oca­lić

Wieczór to­warzyszem nas najsłod­sza ciem­ność płynie sma­kiem ust pełnym kras me ser­ce jeszcze nie zginie. Chcę Ciebie,a Ty mnie do­tykaj ser­cem tak bym czuła dziś Cię nieważne gdzie i jak. De­likat­nie czuję Twe ręce tak pięknie manewrują ja wokół się kręcę a one na ciele buszują. Ile nas w nich ile godzin roz­koszy spełnionych ile no­wych narodzin w cza­sach szalonych. Nie py­tam bo po co bądź i zaw­sze chciej na­wet i smutną nocą nadzieję swą miej. Do­tyk tak boski spoj­rze­nie maślane na nic są troski gdy oczy kochane.Chciałbym oczu twoich chmur­ność oca­lić od zapomnienia.Chciałbym oczu twoich chmur­ność oca­lić od zapomnienia..Chcesz wiedzieć o nim prawdę? Policz ile ma krawatów, a ile książek.Gdy się pomyśli, ile książek jest już na świecie i ile ich codziennie przybywa, to najprawdopodobniej Bóg przy następnym potopie posłuży się nie wodą, lecz papierem.W głębi ser­ca, które­go prze­cież nie mam-chciałabym wyz­wo­lić się z pan­cerza, w którym tkwię. Z klat­ki. Wyf­runąć ja­koś. Jak Piot­ruś Pan al­bo jak sen o lek­kości, o ba­lonie, po­rywającym za­miast Tad­ka Niejad­ka-właśnie mnie.