Jadę w dal, ob­serwując błękit Sta­da pod­nieb­nych owiec prze­ganiają puszys­te ow­czar­ki ra­zem z wiat­ru wil­ka­mi. Pat­rzę na niebiańskie łąki... Czy to Two­je oczy? Nie, to tyl­ko kwiecis­ty ho­ryzont Od­bi­ja się w mo­jej szkla­nej duszy 


jadę-w dal-ob­serwując-błękit-sta­da-pod­nieb­nych-owiec-prze­ganiają-puszys­te-ow­czar­ki-ra­zem-z wiat­ru-wil­ka­mi-pat­rzę
wolności_skrzydłojadęw dalob­serwującbłękitsta­dapod­nieb­nychowiecprze­ganiająpuszys­teow­czar­kira­zemz wiat­ruwil­ka­mipat­rzęna niebiańskiełąkiczyto two­jeoczynieto tyl­kokwiecis­tyho­ryzontod­bi­ja sięw mo­jejszkla­nejduszy jadę w dalob­serwując błękitbłękit sta­dasta­da pod­nieb­nychpod­nieb­nych owiecowiec prze­ganiająprze­ganiają puszys­tepuszys­te ow­czar­kiow­czar­ki ra­zemra­zem z wiat­ruz wiat­ru wil­ka­mipat­rzę na niebiańskiena niebiańskie łąkiłąki czyczy to two­jeto two­je oczyto tyl­ko kwiecis­tykwiecis­ty ho­ryzontho­ryzont od­bi­ja sięod­bi­ja się w mo­jejw mo­jej szkla­nejszkla­nej duszy ob­serwując błękit sta­dabłękit sta­da pod­nieb­nychsta­da pod­nieb­nych owiecpod­nieb­nych owiec prze­ganiająowiec prze­ganiają puszys­teprze­ganiają puszys­te ow­czar­kipuszys­te ow­czar­ki ra­zemow­czar­ki ra­zem z wiat­rura­zem z wiat­ru wil­ka­mipat­rzę na niebiańskie łąkina niebiańskie łąki czyłąki czy to two­jeczy to two­je oczyto tyl­ko kwiecis­ty ho­ryzontkwiecis­ty ho­ryzont od­bi­ja sięho­ryzont od­bi­ja się w mo­jejod­bi­ja się w mo­jej szkla­nejw mo­jej szkla­nej duszy 

Za­pat­rze­ni Są czy ich nie ma? Styg­nie herbata w której pływa ka­wałek cyt­ry­ny leniwy… Czas, które­go dla nich nie ma… Są tyl­ko Oni Je­go dłonie, Usta Oczy Jej... Za­pat­rze­ni w dzieła sztuki… I ta zimna, chłod­na herbata (jej uśmiech, pocałunek) w której pływa ka­wałek cyt­ry­ny leniwy… Czas, które­go brak… Za­pat­rze­ni Są czy ich nie ma ? Bo chce­my zamykać… nieobec­ne słowa nie na­piszą przes­trze­ni przezroczystej pod rzęsami za­mienia się w błękit upływającym godzi­nom nie pat­rzę w oczy naj­bliższy mi oddech wtu­lony w poduszkę Myśli o tobie - puszys­te czar­ne koty W dzień Łapię je cza­sem kątem oka Omi­jam z daleka Nie poz­wa­lam im prze­biec mi drogi Nocą Wy­daje się nagle Że po­wiet­rze jest pełne Prze­nik­li­wych oczu i błyszczące­go futra Mruczą pod łóżkiem Skra­dają przez okno Cicho układają wokół Aż w końcu Ciężko Czte­rema łapami Przyg­niatają serce Ach, jak cud­nie pachnie lipa, z jej kwiatów są le­ki i wywary. Kiedyś cza­row­ni­ce klękały pod lipą, czy­niły czary. Li­pa jest tak rozłożysta, że ko­nara­mi roz­pycha powietrze. Jej za­pach nad po­lami uno­si się słodko, jak wo­nie łąki skoszo­nej - na wietrze. ® by Mrs Vercetti Za­mykam oczy by odpłynąć gdzieś w oceanach za­pom­nienia, czy na­pot­kam z lat daw­nych wspom­nienia ? Brąz i zieleń pod przym­knięty­mi po­wieka­mi...po­jawia się błękit... marzenia...Czy biały czy czar­ny niewol­nik, czy pod prze­mocą nies­pra­wied­li­wego pra­wa, czy pod łańcucha­mi jęczy, człowiek jest i w niczym się od nas nie różni.