jak się poz­być piekące­go bólu w klat­ce piersiowej chy­ba tyl­ko śru­tem ale na­wet za­bić się nie warto kiedy śmierć po­zos­ta­nie niezauważona ra­ju, ja­ka dekadencja piep­rzo­ne pingwiny 


jak ę-poz­być-pieką­go-bólu-w klat­-piersiowej-chy­ba-tyl­ko-śru­tem-ale-na­wet-za­bić ę-nie warto-kiedy-śmierć-po­zos­­nie
cykajak siępoz­byćpiekące­gobóluw klat­cepiersiowejchy­batyl­kośru­temalena­wetza­bić sięnie wartokiedyśmierćpo­zos­ta­nieniezauważonara­juja­kadekadencjapiep­rzo­nepingwiny jak się poz­byćpoz­być piekące­gopiekące­go bólubólu w klat­cew klat­ce piersiowejpiersiowej chy­bachy­ba tyl­kotyl­ko śru­temśru­tem aleale na­wetna­wet za­bić sięza­bić się nie wartonie warto kiedykiedy śmierćśmierć po­zos­ta­niepo­zos­ta­nie niezauważonaniezauważona ra­juja­ka dekadencjadekadencja piep­rzo­nepiep­rzo­ne pingwiny jak się poz­być piekące­gopoz­być piekące­go bólupiekące­go bólu w klat­cebólu w klat­ce piersiowejw klat­ce piersiowej chy­bapiersiowej chy­ba tyl­kochy­ba tyl­ko śru­temtyl­ko śru­tem aleśru­tem ale na­wetale na­wet za­bić sięna­wet za­bić się nie wartoza­bić się nie warto kiedynie warto kiedy śmierćkiedy śmierć po­zos­ta­nieśmierć po­zos­ta­nie niezauważonapo­zos­ta­nie niezauważona ra­juja­ka dekadencja piep­rzo­nedekadencja piep­rzo­ne pingwiny 

Chy­ba właśnie po tym można poz­nać ludzi nap­rawdę sa­mot­nych. Zaw­sze wiedzą, co ro­bić w deszczo­we dni. Zaw­sze można do nich zadzwo­nić. Zaw­sze są w do­mu. Piep­rzo­ne zawsze.Piep­rzyć to wszys­tko... Biorę co mam pod ręką i wychodzę, idę w cholerę. - I wte­dy się budzę i oka­zuje się iż nie jest to baj­ka o piep­rzo­nym włóczy­kiju tyl­ko real­ny świat które­mu nies­te­ty trze­ba sta­wić czoła! Wszys­tko szlag...Objął mnie i przy­cisnął do siebie... Położyłam głowę na je­go klat­ce piersiowej, słuchając bi­cia JE­GO ser­ca, które w tym właśnie mo­men­cie biło tyl­ko i wyłącznie dla mnie... Szep­tem, wprost do ucha złożył mi obietnice... Zam­knęłam oczy ze szczęścia.Kiedyś może skończy się ten hałas i ter­ror, ale two­ja miłość i two­je ser­ce zos­ta­nie.I te parę dni, które spędzi­liśmy ze sobą.To tak kiedy cza­sami bu­dują dom i przyj­dzie dziec­ko. I dot­knie wil­gotne­go be­tonu ręką.Po­tem w do­mu mie­szkają ludzie, rodzą się i umierają i przychodzą no­wi,ale ten mały ślad ręki zos­ta­je na zaw­sze.To chy­ba ja­koś tak...nie umiem pi­sać o miłości.Wiecie, jak to jest. Niekiedy spo­tyka­cie ko­goś wspa­niałego, ale to trwa tyl­ko chwilę. Może w cza­sie wa­kac­ji, w po­ciągu, na­wet w ko­lej­ce do auto­busu. Ociera się o wasze życie na krótki mo­ment, lecz w bar­dzo spec­jalny sposób. I za­miast za­lewać się łza­mi, że nie może zos­tać dłużej, że nie możecie się le­piej poz­nać, czyż nie le­piej cie­szyć się, że w ogóle się zjawił? kochanie wieczorami kocham bardziej nie pa­miętam złego wybaczam na­wet to że ty kochanie kochasz tyl­ko siebie milczę tak będzie wygodniej dla ciebie a gdy­bym na­wet chciała jeszcze coś ci powiedzieć brak mi słów krzyczę ale tyl­ko w głąb moich płuc płaczę ale tyl­ko przez sen tęsknię ale tyl­ko nocą kiedy śpisz żeby ci mo­je myśli za bar­dzo nie przeszkadzały kochanie to nie ja, to śni ci się wyrzut sumienia przepraszam że kochałam to się więcej nie powtórzy