Jak roz­kapryszo­ne dziecko Krzyczę i tu­pię, gryzę swe war­gi do krwi Upieram się za swoim nadaremnie Po­tem upa­dam by spocząć Raz jeszcze poczuć Cię blisko Gdy brak mi tchu Bo tlen już nie działa Pustostan Gdy cze­kam aż za­pukasz do drzwi Które zeb­rałeś ze sobą Pustostan Gdy sa­ma ze sobą tkwię Pustostan Nie poz­wa­la mi widzieć nic to mo­je schro­nienie, i ukojenie Nikt nie znajdzie Nikt nie odejdzie Jes­tem tu sama 


jak-roz­kapryszo­ne-dziecko-krzyczę-i ­pię-gryzę-swe-war­gi-do krwi-upieram ę-za swoim-nadaremnie-po­tem-upa­dam-by spocząć-raz
natlenjakroz­kapryszo­nedzieckokrzyczęi tu­pięgryzęswewar­gido krwiupieram sięza swoimnadaremniepo­temupa­damby spocząćrazjeszczepoczućciębliskogdybrakmi tchubotlenjużnie działapustostancze­kamaż za­pukaszdo drzwiktórezeb­rałeśze sobąsa­matkwięniepoz­wa­lami widziećnictomo­jeschro­nieniei ukojenieniktnie znajdzienie odejdziejes­temtu sama jak roz­kapryszo­neroz­kapryszo­ne dzieckodziecko krzyczękrzyczę i tu­pięgryzę sweswe war­giwar­gi do krwido krwi upieram sięupieram się za swoimza swoim nadaremnienadaremnie po­tempo­tem upa­damupa­dam by spocząćby spocząć razraz jeszczejeszcze poczućpoczuć cięcię bliskoblisko gdygdy brakbrak mi tchumi tchu bobo tlentlen jużjuż nie działanie działa pustostanpustostan gdygdy cze­kamcze­kam aż za­pukaszaż za­pukasz do drzwido drzwi którektóre zeb­rałeśzeb­rałeś ze sobąze sobą pustostanpustostan gdygdy sa­masa­ma ze sobąze sobą tkwiętkwię pustostanpustostan nienie poz­wa­lapoz­wa­la mi widziećmi widzieć nicmo­je schro­nieniei ukojenie niktnikt nie znajdzienie znajdzie niktnikt nie odejdzienie odejdzie jes­temjes­tem tu sama jak roz­kapryszo­ne dzieckoroz­kapryszo­ne dziecko krzyczędziecko krzyczę i tu­pięgryzę swe war­giswe war­gi do krwiwar­gi do krwi upieram siędo krwi upieram się za swoimupieram się za swoim nadaremnieza swoim nadaremnie po­temnadaremnie po­tem upa­dampo­tem upa­dam by spocząćupa­dam by spocząć razby spocząć raz jeszczeraz jeszcze poczućjeszcze poczuć ciępoczuć cię bliskocię blisko gdyblisko gdy brakgdy brak mi tchubrak mi tchu bomi tchu bo tlenbo tlen jużtlen już nie działajuż nie działa pustostannie działa pustostan gdypustostan gdy cze­kamgdy cze­kam aż za­pukaszcze­kam aż za­pukasz do drzwiaż za­pukasz do drzwi któredo drzwi które zeb­rałeśktóre zeb­rałeś ze sobązeb­rałeś ze sobą pustostanze sobą pustostan gdypustostan gdy sa­magdy sa­ma ze sobąsa­ma ze sobą tkwięze sobą tkwię pustostantkwię pustostan niepustostan nie poz­wa­lanie poz­wa­la mi widziećpoz­wa­la mi widzieć nicnic to mo­jei ukojenie nikt nie znajdzienikt nie znajdzie niktnie znajdzie nikt nie odejdzienikt nie odejdzie jes­temnie odejdzie jes­tem tu sama 

umilknę gdy o uczu­cia mnie zapytasz umilknę gdy słuchać będziesz chciał i  się zachwycać umilknę gdy wy­dam się so­bie zbyt śmiała umilknę bo jes­tem dla świata ta­ka mała Ty złap mnie gdy w mil­cze­niu będę spadać Ty ochroń gdy w mil­cze­niu będę się rozpadać Ty przyjdź tu gdy sa­mot­ne łzy w mil­cze­niu spłyną Ty bądź bo bez ciebie jes­tem tyl­ko zwykłą dziewczyną Gdy­bym tyl­ko mógł. Wzle­ciał bym po­nad chmury. Gdy­bym spłacił swój dług. Podzi­wiał bym do­liny i góry. Ale nie mogę. Tkwię tu uwięziony. Czuję Bo­ga trwogę. Choć na­dal jes­tem natchniony. On poz­wa­la mi tworzyć. Da­je spokój i skupienie. Aby z roz­rzu­conych słów ułożyć. Coś sen­sowne­go, bym poczuł swe istnienie..Gdzie jes­teś, gdy jes­tem smut­na? Co ro­bisz, gdy płaczę, bo tęsknię? Cze­kam, aż na­piszesz tak niez­nośnie długo. Chcę Ciebie przy mnie. Chcę siebie we­sołej. Gdzie jes­teś, gdy Cię potrzebuję? a kiedy już całe szczęście za­biorą i życie się całkiem spieprzy wezmę cię jeszcze ze sobą bo z tobą świat ta­ki lepszy w ka­loszach iść po pustyni ma­py szu­kając nieba niech się ta gu­ma dymi przy to­bie nic nie potrzeba wszys­tkie zeb­rałeś wady w kie­sze­ni twej mają miejsce nic we mnie już nie ma czuję na skro­ni ręce two­je są  puścić nie chcą.Od­liczam sekundy Nim na Twym ciele Spocznie je­go dotyk Pok­ry­je Cię trąd Które­go po raz kolejny Nie uleczy już mo­ja miłość Dłonie, które niosły Aniel­ską błogość Parzą jak ogień Jak­bym czuł Je­go dotyk A jes­tem he­tero A na Twej skórze Zos­tał ślad perfum Tej z dzien­nej zmiany Tra­cisz szacunek Do siebie samej Nie jes­teś już sobą Trójkąty, czworokąty Wpi­sane w koło uczuć A ja jes­tem półprostą Bez figury Która bieg­nie dalej Szu­kałem kropki By zbu­dować Wspólny odcinek  Jes­tem jak płynąca rzeka Uciekam z prądem przed siebie. Uciekam..Prze­cież nikt już nie cze­ka. Prze­cież nie ma już Ciebie. Daw­no nie widziałam Twe­go odbicia. Na brzeg nie przychodzisz już wcale. Przy­pad­ko­wo poz­byłaś mnie życia. Po­kazałaś, że nic nie jest trwałe.