Jeśli skończysz, pro­wadząc bez­nadziej­ne życie dla­tego, że słuchałeś swo­jej ma­my, swo­jego ta­ty, księdza i ja­kiegoś gościa z te­lewiz­ji, to w pełni na nie so­bie zasłużyłeś.


jeśli-skończysz-pro­wadząc-bez­nadziej­ne-życie-dla­tego-że słuchałeś-swo­jej-­my-swo­jego-­ty-księdza-i ja­kiegoś-gościa
frank zappajeśliskończyszpro­wadzącbez­nadziej­neżyciedla­tegoże słuchałeśswo­jejma­myswo­jegota­tyksiędzai ja­kiegośgościaz te­lewiz­jito w pełnina nie so­biezasłużyłeśjeśli skończyszpro­wadząc bez­nadziej­nebez­nadziej­ne życieżycie dla­tegoże słuchałeś swo­jejswo­jej ma­myswo­jego ta­tyksiędza i ja­kiegośi ja­kiegoś gościagościa z te­lewiz­jito w pełni na nie so­biena nie so­bie zasłużyłeśpro­wadząc bez­nadziej­ne życiebez­nadziej­ne życie dla­tegoże słuchałeś swo­jej ma­myksiędza i ja­kiegoś gościai ja­kiegoś gościa z te­lewiz­jito w pełni na nie so­bie zasłużyłeś

....Bez­nadziej­nie się czu­je w swo­jej beznadziejnosci...Jeśli nie po­konasz swo­jej ten­den­cji do pod­da­wania się zbyt szyb­ko, two­je życie będzie pro­wadzić donikąd.Lubię... gdy mnie zat­rzy­mujesz na skra­ju ekstazy tuż przed wiel­kim wy­buchem - ko­cią go­towość mięśni lu­bię roz­szerze­nie naszych źrenic za­nim spad­niemy w ciemność lu­bię ożyw­czą moc wypełnienia bez oszczędności sy­ta Ciebie lu­bię tę naszą in­tymność zwarcia gdy od­da­jemy się so­bie w pełni i jeszcze lu­bię swo­je ciało bez­wstyd­nie zstępujące w rozkosz... ma­jowa ko­bieta swe­mu mężczyźnie Bez­nadziej­ność kon­flik­tu ja­kiegoś wewnętrzne­go, ja­kiejś woj­ny w mo­jej głowie, każe mi się po pros­tu uśmie­chnąć. Ta­ka dob­ra mi­na do złej gry, do kiep­skiej bitwy...Znów widzę Cię ub­raną w ko­lory sza­rości. Niewinną is­totę dla której świat rzu­ca kłody pod no­gi. Is­totę, której zaw­dzięczam swo­je uoso­bienie. Wy­pełniasz mo­je życie tętnem nieziem­skiego spo­koju. Otaczasz ra­miona­mi cier­pli­wości tak by końce mnie współgrały tworząc całość. Te­raz bez Ciebie w pus­tym, białym od niepa­mięci po­koju sta­wiam swo­je drętwe myśli biegnące ku To­bie. Noc bez dnia. Niepo­liczal­ny czas...