Jes­tem poetką... Każdy mój gest do­daje no­wy wers, w tym poema­cie uniesień. Pal­cem, ni­by piórem prze­mie­rzam nierówną fak­turę ciała, roz­budzając wyob­raźnię odbiorcy. Do­daję no­we wątki, by głòwny bo­hater utworu dał się por­wać ekstazie... Ry­suję piórem dwie smukłe linie, które zmie­rzają do wspólne­go punktu, by złączyć się w jedną. I znów liczne me­tafo­ry chwili, wstępują na wyżyny swo­jej wytworności, kun­szt ar­tystyczny przechodzi w no­wy wymiar. I tyl­ko my wiemy, że jest to poez­ja niema, żad­ne słowa nie wy­rażą naszej rozkoszy.


jes­tem-poetką-każdy-mój-gest-do­daje-no­wy-wers-w-tym-poema­cie-uniesień-pal­cem-­by-piórem-prze­mie­rzam-nierówną-fak­turę
martini2726jes­tempoetkąkażdymójgestdo­dajeno­wywerstympoema­cieuniesieńpal­cemni­bypióremprze­mie­rzamnierównąfak­turęciałaroz­budzającwyob­raźnięodbiorcydo­dajęno­wewątkibygłòwnybo­haterutworudał siępor­waćekstaziery­sujędwiesmukłeliniektórezmie­rzajądo wspólne­gopunktuzłączyć sięw jednąznówliczneme­tafo­rychwiliwstępująna wyżynyswo­jejwytwornościkun­sztar­tystycznyprzechodziw no­wywymiartyl­komy wiemyżejest to poez­janiemażad­nesłowanie wy­rażąnaszejrozkoszyjes­tem poetkąpoetką każdykażdy mójmój gestgest do­dajedo­daje no­wyno­wy wersw tymtym poema­ciepoema­cie uniesieńni­by piórempiórem prze­mie­rzamprze­mie­rzam nierównąnierówną fak­turęfak­turę ciałaroz­budzając wyob­raźnięwyob­raźnię odbiorcydo­daję no­weno­we wątkiby głòwnygłòwny bo­haterbo­hater utworuutworu dał siędał się por­waćpor­wać ekstazieekstazie ry­sujęry­suję piórempiórem dwiedwie smukłesmukłe liniektóre zmie­rzajązmie­rzają do wspólne­godo wspólne­go punktuby złączyć sięzłączyć się w jednąi znówznów liczneliczne me­tafo­ryme­tafo­ry chwiliwstępują na wyżynyna wyżyny swo­jejswo­jej wytwornościkun­szt ar­tystycznyar­tystyczny przechodziprzechodzi w no­wyw no­wy wymiari tyl­kotyl­ko my wiemyże jest to poez­jajest to poez­ja niemażad­ne słowasłowa nie wy­rażąnie wy­rażą naszejnaszej rozkoszyjes­tem poetką każdypoetką każdy mójkażdy mój gestmój gest do­dajegest do­daje no­wydo­daje no­wy wersw tym poema­cietym poema­cie uniesieńni­by piórem prze­mie­rzampiórem prze­mie­rzam nierównąprze­mie­rzam nierówną fak­turęnierówną fak­turę ciałaroz­budzając wyob­raźnię odbiorcydo­daję no­we wątkiby głòwny bo­hatergłòwny bo­hater utworubo­hater utworu dał sięutworu dał się por­waćdał się por­wać ekstaziepor­wać ekstazie ry­sujęekstazie ry­suję pióremry­suję piórem dwiepiórem dwie smukłedwie smukłe liniektóre zmie­rzają do wspólne­gozmie­rzają do wspólne­go punktuby złączyć się w jednąi znów liczneznów liczne me­tafo­ryliczne me­tafo­ry chwiliwstępują na wyżyny swo­jejna wyżyny swo­jej wytwornościkun­szt ar­tystyczny przechodziar­tystyczny przechodzi w no­wyprzechodzi w no­wy wymiari tyl­ko my wiemyże jest to poez­ja niemażad­ne słowa nie wy­rażąsłowa nie wy­rażą naszejnie wy­rażą naszej rozkoszy

W biało-czer­wo­nym Ter­ro­rys­ta­nie krzyw­da Ci się stanie Dro­ga Pa­ni, Sza­now­ny Panie... W Tus­kosta­nie rzeczy mają się nadzwyczaj niesłychanie: Pan znaj­du­je Pa­na, Pa­nie szu­kają Panie Akysz! A niech im sie krzyw­da stanie! Lecz mądrość ga­wie­dzi naj­większym jest źródłem wiedzy Więc niszczą się nawza­jem ko­leżan­ki i koledzy Swo­je Sunął pal­cem po ma­pie jej ciała. mężczyzna, stworzo­ny by zdobywać. I co rusz od­kry­wał nowe wo­dos­pa­dy oddechów, wys­py namiętności, krainy pożądania. I co dnia tak się skradał by znów się zachwycać. szme­rem fal co nadchodziły re­gular­nie co do dotyku. I kochał te powroty, szkla­ne oczy co krzyczały. Kochał bla­dy per­ga­min jej ciała.Aby prze­baczyć, trze­ba pa­miętać. Nie cho­wać swo­jej ra­ny, nie zag­rze­bywać jej, ale raczej wys­ta­wić ją na światło dzien­ne. Uk­ry­te ra­ny in­fe­kują się i wydzielają tru­ciznę. Trze­ba tę ranę oglądać, opat­ry­wać, by stała się źródłem życia. Daję świadec­two, że nie ma ran, których nie można zab­liźnić miłością.Zalotność kobiety daje niekiedy więcej korzyści, niż miłość jej daje rozkoszy.Nieobec­ny jes­tem w mo­jej poezji, gdy za­myślam się o Tobie, Gdzieś tam prze­my­kam jak jas­ny pro­mień Słońca który wkradł Ci się dzi­siaj do pokoju... Two­je us­ta chciał podejrzeć Twoją piękną twarz kiedy śpisz (-Widziałem Go! Przyłapałem-) tak byś o tym nie wiedziała pogładził Twój policzek dziś ra­no ! Dla­te­go jes­tem zły Dla­te­go mar­szczę brwi Jes­tem zazdrosny o tę chwilę uciechy jaką mi skradł mo­ja Ty Tyl­ko mo­ja prze­cież jes­teś Tyl­ko zaw­sze Tyl­ko Ty Ja... Jes­tem jedną z tych, które przy­wiązują się do jed­ne­go miłego słowa. Ta, która zaw­sze wszys­tko wyol­brzy­mia. Za­leży mi na in­nych o wiele bar­dziej, niż ja kiedy­kol­wiek znaczyłam dla nich. Ro­bię so­bie nadzieję, a po­tem płaczę. Sta­ram się tyl­ko, żeby nikt nie zauważył te­go, że jes­tem smut­na. Często się śmieję bo kocham to. Ta­ka już jes­tem. Cho­ler­nie wrażli­wa i wesoła...