Jes­tem sam, wal­ka wręcz, tchórzy zaw­sze jest dwu Liczę tyl­ko na siebie, przy­jaciele? z ni­mi chuj Mu­sisz bar­dzo się pos­ta­rać, bym osiągnął stan gorączki białej Stan wyjątko­wy dop­ro­wadzam w nim do kalectw Niena­wiść sięgnęła ze­nitu, opo­nent o li­tość błaga Zos­ta­je po nim nic tu, je­dyna wnętrzności tara Słyszeć la­ment ko­biet wrogów, Bru­no do te­go zwykł Uważaj na słowa, byś wro­giem nie stał się Ty.


jes­tem-sam-wal­ka-wręcz-tchórzy-zaw­sze-jest dwu-liczę-tyl­ko-na siebie-przy­jaciele-z ­mi-chuj-mu­sisz-bar­dzo ę-pos­­rać-bym
brunojes­temsamwal­kawręcztchórzyzaw­szejest dwuliczętyl­kona siebieprzy­jacielez ni­michujmu­siszbar­dzo siępos­ta­raćbymosiągnąłstangorączkibiałejstanwyjątko­wydop­ro­wadzamw nimdo kalectwniena­wiśćsięgnęłaze­nituopo­nento li­tośćbłagazos­ta­jepo nimnicje­dynawnętrznościtarasłyszećla­mentko­bietwrogówbru­nodo te­gozwykłuważajna słowabyśwro­giemnie stał siętyjes­tem samwal­ka wręcztchórzy zaw­szezaw­sze jest dwujest dwu liczęliczę tyl­kotyl­ko na siebiez ni­mi chujchuj mu­siszmu­sisz bar­dzo siębar­dzo się pos­ta­raćbym osiągnąłosiągnął stanstan gorączkigorączki białejbiałej stanstan wyjątko­wywyjątko­wy dop­ro­wadzamdop­ro­wadzam w nimw nim do kalectwdo kalectw niena­wiśćniena­wiść sięgnęłasięgnęła ze­nituopo­nent o li­tośćo li­tość błagabłaga zos­ta­jezos­ta­je po nimpo nim nicnic tuje­dyna wnętrznościwnętrzności taratara słyszećsłyszeć la­mentla­ment ko­bietko­biet wrogówbru­no do te­godo te­go zwykłzwykł uważajuważaj na słowabyś wro­giemwro­giem nie stał sięnie stał się tytchórzy zaw­sze jest dwuzaw­sze jest dwu liczęjest dwu liczę tyl­koliczę tyl­ko na siebiez ni­mi chuj mu­siszchuj mu­sisz bar­dzo sięmu­sisz bar­dzo się pos­ta­raćbym osiągnął stanosiągnął stan gorączkistan gorączki białejgorączki białej stanbiałej stan wyjątko­wystan wyjątko­wy dop­ro­wadzamwyjątko­wy dop­ro­wadzam w nimdop­ro­wadzam w nim do kalectww nim do kalectw niena­wiśćdo kalectw niena­wiść sięgnęłaniena­wiść sięgnęła ze­nituopo­nent o li­tość błagao li­tość błaga zos­ta­jebłaga zos­ta­je po nimzos­ta­je po nim nicpo nim nic tuje­dyna wnętrzności tarawnętrzności tara słyszećtara słyszeć la­mentsłyszeć la­ment ko­bietla­ment ko­biet wrogówbru­no do te­go zwykłdo te­go zwykł uważajzwykł uważaj na słowabyś wro­giem nie stał sięwro­giem nie stał się ty

Był je­dyną osobą, której słowa ra­niły cza­sami jak przy­tula­nie do siebie dru­tu kol­czas­te­go. Niena­widziła te­go, że kochając go nie umiała się przed nim bro­nić. Tyl­ko przy nim była ta­ka cicha i ta­ka po­kor­na, go­towa na każdy, na­wet naj­bar­dziej dot­kli­wy cios wy­mie­rzo­ny cen­tral­nie w serce.Ja... Jes­tem jedną z tych, które przy­wiązują się do jed­ne­go miłego słowa. Ta, która zaw­sze wszys­tko wyol­brzy­mia. Za­leży mi na in­nych o wiele bar­dziej, niż ja kiedy­kol­wiek znaczyłam dla nich. Ro­bię so­bie nadzieję, a po­tem płaczę. Sta­ram się tyl­ko, żeby nikt nie zauważył te­go, że jes­tem smut­na. Często się śmieję bo kocham to. Ta­ka już jes­tem. Cho­ler­nie wrażli­wa i wesoła...Gdy­bym był bogaty... Ku­piłbym Ci kwiaty Bo jak ku­puję Ci różę, Ty chcesz bu­kiety duże. Gdy­bym był bogaty Wyszedłbym z mo­jej chłop­skiej chaty I pos­ta­wił Ci dom prawdziwy W ko­lorach tęczy, całkiem urodziwy. Ale ja jes­tem biedakiem. Wy­cieram noc po­dar­tym frakiem. I je­dyne co mi pozostało To pa­lić swoją fajkę Nie dużą, nie małą. Z gi­tarą w ręku prze­mie­rzam park. Pieniądze grą zarabiam. Na jedną różę. Gdy­bym był bogaty Zos­ta­wiłbym Cię na dzień na dworze. A wpuścił do­piero wtedy Jak przy­niosła byś mi różę.i jak his­to­ria oce­niła? że to ja jed­nak jes­tem pra­wowi­tym królem. Gdy po­zos­ta­li wro­gowie-no­mino­wani zaczęli się przek­rzy­kiwać Mężczyz­na tra­ci al­bo wszys­tko, al­bo nic: po ut­ra­cie przy­jaciela wy­gasa w nim przy­jaźń, po ut­ra­cie kochan­ki miłość. U ko­biet jest inaczej, w ich bólu i szczęściu jest zaw­sze dużo kramarstwa.Tańczysz jak u Mak­sy­ma w Gdyni uno­sisz się nad zwier­ciadłem podłóg za ok­nem szkla­na po­go­da, a Ty ciągniesz od bo­gaczy...ziele jak kwiat paproci... Zat­rzy­małeś mnie tańca os­tat­nim promieniem wy­dychając kłąb za­dy­my, która wciąga Jes­tem Me­deą, nie wal­cz z kpiną lustra tyl­ko spójrz na siebie, coś stworzył...