Kiedy om­dle­wam w Twych ra­mionach, trzy­masz mnie blisko nie poz­wa­lasz na dys­tans ciał, pragnień plas­kam nabrzmiała słuchasz z lubością, więc zawodzę, skarżąc się na na­miętność, której nie umiem unieść i pod­daję się czu­ciu niezmiennie... Tobie 


kiedy-om­dle­wam-w twych-ra­mionach-trzy­masz-mnie-blisko-nie-poz­wa­lasz-na dys­tans-ciał-pragnień-plas­kam-nabrzmiała-słuchasz
amakiedyom­dle­wamw twychra­mionachtrzy­maszmniebliskoniepoz­wa­laszna dys­tansciałpragnieńplas­kamnabrzmiałasłuchaszz lubościąwięczawodzęskarżąc sięna na­miętnośćktórej nie umiemunieśćpod­daję sięczu­ciuniezmiennietobie kiedy om­dle­wamom­dle­wam w twychw twych ra­mionachtrzy­masz mniemnie bliskoblisko nienie poz­wa­laszpoz­wa­lasz na dys­tansna dys­tans ciałpragnień plas­kamplas­kam nabrzmiałanabrzmiała słuchaszsłuchasz z lubościąwięc zawodzęskarżąc się na na­miętnośćktórej nie umiem unieśćunieść ii pod­daję siępod­daję się czu­ciuczu­ciu niezmiennieniezmiennie tobie kiedy om­dle­wam w twychom­dle­wam w twych ra­mionachtrzy­masz mnie bliskomnie blisko nieblisko nie poz­wa­lasznie poz­wa­lasz na dys­tanspoz­wa­lasz na dys­tans ciałpragnień plas­kam nabrzmiałaplas­kam nabrzmiała słuchasznabrzmiała słuchasz z lubościąktórej nie umiem unieść iunieść i pod­daję sięi pod­daję się czu­ciupod­daję się czu­ciu niezmiennieczu­ciu niezmiennie tobie 

Dys­tans do sa­mego siebie, kiedy go masz ludzie na­zywają Cię wa­riatem, na­tomiast kiedy nie - pesymistą.W ko­lejną mag­ne­tyzującą noc od­radzasz się na nowo wchłaniasz pod­niece­nie z powietrza przyoz­do­biona blas­kiem lu­bieżne­go uśmie­chu My niebez­pie­cznie dob­ra­ni na in­tymny dys­tans cho­rob­li­wych zmysłów uwie­dze­ni grą zniewolenia by moc­niej nieob­liczal­nością psychi­ki w rytm ok­lasków spląta­nych ciał wiel­bić szept dzi­kości Twych oczu. ***  W ciem­ności szu­kam Ciebie, De­likat­nie ba­dam Two­je ciało, Pragnę więcej. Uczę się na pa­mięć Każde­go kształtu, każdej wypukłości Pragnę więcej. Roz­ta­piam się w Twych ramionach, Tonę w pocałunkach, Ale pragnę więcej. Szu­kam ujścia Twej przy­jem­ności, Cho­wam zęby, nasłuchuję. Ach, pragnę więcej. Spa­lasz mnie swą namiętnością, Przy­ciągasz, po­ciągasz. Naj­droższa, chy­ba jed­nak Ty prag­niesz więcej nie umiem nazywać drzew ani uczuć za­marzam przy pier­wszym śniegu to­pię się w kałuży mam dziura­we ser­ce które­mu wypada boję się ognia co we mnie płonie … lecz kiedy ot­wieram dłonie wyp­lu­wam z siebie dym staję się przezroczysta światło jest wte­dy jak­by bar­dziej miękkie a ja jes­tem je­go podwójną naturą … nie szu­kam nieba lecz ziemi w której mogłabym się zakorzenić pros­tych słów i dróg które prowadzą Po­wiedz mi Czy przez uczuć mgłę dos­trze­gasz Praw­dziwą mnie ? Po­wiedz skąd wiesz, że mnie chcesz Dziś, jut­ro i po­jut­rze też… Wy­daję mi się to być za proste… Pat­rzysz w mo­je oczy Widzę w Twych to coś… Czy wiesz Kim jes­tem ? Czy wiesz Ko­mu chcesz od­dać swo­je życie, Swo­je ser­ce ? Boję się… Pod­daję się… Przed uczu­ciem nie ucieknę… Przed Tobą nie zbiegnę… Po pros­tu nie mogę… Nie umiem… Nie chcę… nie ufam swoim zmysłom kiedy pod­chodzisz zbyt blisko za­cis­kam moc­no powieki gdy szept prze­nika przez skronie nie wol­no nam mówić nic ale zdradza nas wszystko im bar­dziej mimochodem mi­jamy się na spoj­rzeń urwisku tym bliższa mi źre­nic twych przełęcz i ra­mion ska­lis­te granie