Kiedy po raz pier­wszy ktoś zacznie roz­depty­wać ci pal­ce, myślisz, że to niep­rawda, a po­tem przychodzi zdzi­wienie, że człowiek może coś ta­kiego zro­bić z dru­gim człowiekiem. Ale nie bar­dzo masz czas to prze­myśleć, bo właśnie od­dają ci mocz na twarz i ty zno­wu myślisz, że to niep­rawda, bo prze­cież ten człowiek roz­kraczo­ny nad tobą ma ta­kie sa­mo ser­ce, ner­ki i ten sam wstyd.


kiedy-po raz-pier­wszy-ktoś-zacznie-roz­depty­wać- pal­-myślisz-że to niep­rawda-a po­tem-przychodzi-zdzi­wienie-że człowiek-może
marek hłaskokiedypo razpier­wszyktośzacznieroz­depty­waćci pal­cemyśliszże to niep­rawdaa po­temprzychodzizdzi­wienieże człowiekmożecośta­kiegozro­bićz dru­gimczłowiekiemale nie bar­dzomaszczasto prze­myślećbo właśnieod­dająci moczna twarzi ty zno­wubo prze­cieżtenczłowiekroz­kraczo­nynadtobąma ta­kiesa­moser­cener­kii tensamwstydkiedy po razpo raz pier­wszypier­wszy ktośktoś zaczniezacznie roz­depty­waćroz­depty­wać ci pal­cea po­tem przychodziprzychodzi zdzi­wienieże człowiek możemoże coścoś ta­kiegota­kiego zro­bićzro­bić z dru­gimz dru­gim człowiekiemale nie bar­dzo maszmasz czasczas to prze­myślećbo właśnie od­dająod­dają ci moczci mocz na twarzna twarz i ty zno­wui ty zno­wu myśliszbo prze­cież tenten człowiekczłowiek roz­kraczo­nyroz­kraczo­ny nadnad tobątobą ma ta­kiema ta­kie sa­mosa­mo ser­cener­ki i teni ten samsam wstydkiedy po raz pier­wszypo raz pier­wszy ktośpier­wszy ktoś zaczniektoś zacznie roz­depty­waćzacznie roz­depty­wać ci pal­cea po­tem przychodzi zdzi­wienieże człowiek może cośmoże coś ta­kiegocoś ta­kiego zro­bićta­kiego zro­bić z dru­gimzro­bić z dru­gim człowiekiemale nie bar­dzo masz czasmasz czas to prze­myślećbo właśnie od­dają ci moczod­dają ci mocz na twarzci mocz na twarz i ty zno­wuna twarz i ty zno­wu myśliszbo prze­cież ten człowiekten człowiek roz­kraczo­nyczłowiek roz­kraczo­ny nadroz­kraczo­ny nad tobąnad tobą ma ta­kietobą ma ta­kie sa­moma ta­kie sa­mo ser­cener­ki i ten sami ten sam wstyd

ty, ja, on, ona człowiek pier­wszy oddech, dru­gi, trzeci, niezliczony i os­tatni, ten zdławiony pier­wsze mrugnięcie, dru­gie, trzecie, niezliczone i ostatnie kiedy rzęsy już zszyją po­wieki ze skórą a myśli będą roz­puszczać się w ciemności to mrug­nięcie nieopanowane a w os­tatnich se­kun­dach świadomości wciąż za­dajesz so­bie pytanie roz­ma­zane twarze szep­tem wy­powiada­ne słowa modlitwy i zno­wu to pytanie ciągle jed­no pytanie w os­tatnich se­kun­dach - lęk zmartwienie niegodny niebo czy piekło? os­tatni oddech os­tatnie mrugnięcie os­tatnie pytanie a po­tem głośny śmiech kpiący, ironiczny w pier­wszych se­kun­dach - spokój i pier­wsze py­tanie: gdzie ten sąd? dru­gie, trzecie, niezliczone, wieczność Tak bar­dzo chciałam wy­jechać, zgu­bić się. Wy­jechałam, myślałam, że so­bie wszys­tko prze­myślę, że za­pomnę, że Bóg mi tam po­może. Prze­cież to już os­tatni czas by za­pom­nieć. Os­tatnia chwi­la. W podróży dużo łat­wiej myśleć? 1700 ki­lometrów prze­mie­szcza je­dynie ciało, cho­ler­na głowa zos­ta­je z tobą. A ty radź so­bie czlo­wieku. Po­konuj włas­ne przes­trze­nie, włas­ne słabości. Wal­cz sam ze sobą. W podróży z niedom­kniętą wa­lizką, pełną kry­tycznych uwag.Jes­tem dziec­kiem grzechu. To niep­rawda, ale dob­rze brzmi.To niep­rawda, że miłość prze­mija. Te­go ko­go kocha­liśmy, zaw­sze ma miej­sce w naszym sercu.Miłość ko­biety jest tyl­ko jed­na. To niep­rawda, że to ten czas kiedy zna­jome oczy nie przy­noszą uko­jenia . to ten sam czas , kiedy w naj­bar­dziej słoneczny dzień cho­wam się w cieniu szu­kając schro­nienia . to czas kiedy uciekam przed sa­mym sobą . wiec wróć . spraw ze pro­mienie słońca znów za­tańczą na mej skórze . a wdech przy­niesie up­ragnioną ulgę , prze­ganiając przeszy­wający ból w klat­ce pier­siowej . tam , gdzie Twój od­dech wyz­nacza rytm mo­jego ser­ca .